Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

20.06.2008
piątek

Wybory przez internet, inicjatywy obywatelskie również przez internet

20 czerwca 2008, piątek,

„Gazeta wyborcza” zorganizowała kilka dni temu spotkanie na temat wyborów internetowych (piszą o tym Edwin Bendyk i Vagla). Wybory przez internet to klasyczny przykład utopijnej – i niestety powszechnej – wizji wpływu internetu.

Edwin pisze:

Najgorętszą zwolenniczką internetowej formy głosowania była prof. Lena Kolarska-Bobińska, a główny argument polegał na odwołaniu do idei postępu: internet wszedł do wszystkich sfer życia, nie może więc nie dopaść sfery wyborów.

Podobnie uważa bardzo wiele osób – a niestety argument przeciwny opiera się często na skomplikowanych argumentach dotyczących na przykład tajności głosowania. Odwoływanie się do idei postępu technologii jest niebezpieczne, i na pewno nie należy używać tego jako argumentu w miejsce rzeczowej analizy np. uwarunkowań technologicznych. Internet i tak wejdzie do wszystkich sfer życia, a rozstawianie w kluczowych punktach „hamulcowych” powinno być ważnym zadaniem np. polityki państwowej wobec nowych technologii.

Istnieje również argument zdroworozsądkowy przeciw wyborom internetowym, ale nie wiadomo czemu jest rzadko podnoszony: wyobraźmy sobie rodzinę głosującą w domu przez internet pod dyktando ojca-tyrana (tu ukłony dla Jeża węgierskiego, który tym argumentem przekonał mnie definitywnie do bycia przeciwnikiem wyborów internetowych).

Bardzo natomiast podoba mi się pomysł Vagli, który proponuje, by zamiast głosowania przez internet wprowadzić internetowe obywatelskie inicjatywy ustawodawcze:

chociaż tak wiele mówi się o wyborach „przez internet” (ostatnio zresztą więcej, a jak zauważają niektórzy „sieciowi komentatorzy” – może to być rozpaczliwa próba politycznego „pozycjonowania się”), to chyba wykonanie „zdalnej” inicjatywy ustawodawczej przez obywateli, z wykorzystaniem współczesnych możliwości komunikacji elektronicznej, może być bardziej doniosłe społecznie…

Osoby chcące poprzeć dany projekt muszą się zidentyfikować, nie trzeba gwarantować tajności głosu, tu faktycznie bezpieczny podpis elektroniczny (albo „zaawansowany” – jeśli ustawa zostałaby znowelizowana) mógłby znaleźć zastosowanie i zwiększyć sposób partycypowania obywateli w bezpośrednim sprawowaniu władzy publicznej.

Opowiedziałem o tym pomyśle znajomym pracującym w trzecim sektorze nad promocją społeczeństwa obywatelskiego. Ich odpowiedź była zaskakująca: pomysł jest zły, bo służy wyłącznie grupom uprzywilejowanym (z dostępem do internetu). Taki argument ma jakiś sens, choć nie ma powodu, by nie zbierać podpisów np. z iphonem podłączonym do sieci zamiast z kartką papieru.

Ciekawe tylko, dlaczego podobnego argumentu nie stosuje się w odniesieniu do wyborów przez internet – mówi się raczej o zapewnianiu różnorodnych form uczestnictwa, aktywizowaniu grup zmarginalizowanych, itp. W jaki sposób niektóre pomysły na wykorzystanie internetu tak szybko stają się potężnymi wyobrażeniami społecznymi?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. ja tam jestem za glosowaniem przez internet. może dzis nie jest to mozliwe ale jesli w wyniku postepu technologicznego dojdzie za iles lat do spadku kosztów, taka inicjtywa stanie sie koniecznościa. stworzy zupelnie nowe standardy demokracji.. jak np. kazdy obywatel ma jedno konto do kontaktow z panstwem i administracja panstwową i tez moze zaglosowac w sprawie kazdej inicjatywy ale po to zeby pokazac mniej wiecej jakie jest poparcie dla niej. (jak dla mnie podejmowanie decyzji na szczycie jest nadal uzasadnione bo tam jest grupa politykow którzy lepiej rozumieja jakimi prawami rzadzi sie ta organizacja etc.. choc słyszałam ze w szwajcarii o podatkach decyduja obywatele. wyobrażam sobie to jednak nadal jako sklonnośc do robienia deficytu przez obywateli, więc raczej nie dalabym im prawa do zajmowania sie budżetem) partie bardzo szybko przeorientują się na potrzeby ludu i zaczną bac sie ich jak zarządy swoich inwestorów.. bedzie można stworzyć forum dyskusyjne projektow ustaw.. przesyłać sondy aby sprawdzać czego chca wyborcy etc.

    bezpieczenstwo demokracji nie wymaga chyba większych zabezpieczeń niz bezpieczeństwo systemu bankowego gdzie pływa kasa.. a tam internet juz spokojnie działa..