Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

26.06.2008
czwartek

Dobrowolne standardy to nie regulacja, regulacja to nie kontrola, kontrola to nie cenzura

26 czerwca 2008, czwartek,

Informacja o projekcie znakowania blogów wzbudziła już trochę emocji. Zaczęła „Wyborcza”:

Europarlament uważa, że blogi są groźne

Oczywiście posypały się komentarze. Mirek skomentował sprawę dość łagodnie – w kategoriach regulacji:

[…] warto zastanowić się, czy nie poddać blogosfery podobnym regulacjom, jak inne media. Oczywistym kontrargumentem jest jednak automatyczne upodobnienie blogów do tradycyjnych środków przekazu.

Edwin ocenia sprawę bardziej ostro – pisze o oddawaniu wolności i „cenzurze blogów”:

Akcja Mikko i Parlamentu dobrze także ilustruje tezę Jonathana Zittraina o nadchodzącym końcu internetu jako przestrzeni wolności i innowacyjności, wolność tę oddamy sami popierając pomysły ustawodawców nie mogących się powstrzymać przed nachalną regulacją wszystkiego, co niepokoi.

Kataryna z kolei interpretuje sprawę jeszcze bardziej dramatycznie, w kategorii kontroli nad blogerami:

[…] jeśli jednak europosłowie na serio rozważają kontrolowanie milionów internautów to znaczy, że naprawdę utracili kontakt z rzeczywistością.

Można z łatwością podążać dalej wzdłuż spektrum dramatycznych reakcji – wystarczy np. poczytać komentarze pod wpisem Kataryny.

(Przyjemną odmianą jest wpis Vagli, który jedynie sytuuje sprawę w kontekście i trzeźwo zauważa, że polska ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną już teraz nakłada spore wymogi, jeśli chodzi o znakowanie niektórych serwisów internetowych).

Muszę przyznać, że nie do końca rozumiem całą sytuację. A wygląda ona dla mnie tak: dziennikarka GW wychwyciła jeden element z większego materiału poświęconego kwestiom pluralizmu mediów i koncentacji na rynku mediów – element moim zdaniem nie najważniejszy. Do tego materiał nie jest raportem Parlamentu Europejskiego, ale szkicowym raportem (draft report) przedłożonym Parlamentowi przez jedną Eurodeputowaną, która dopiero wnioskuje, by podjąć prace nad odpowiednią rezolucją. Rekomendacja dotycząca blogów ma numer 9. – dwa numery wcześniej jest rekomendacja moim zdaniem dużo ciekawsza:

7. Proponuje się wprowadzenie opłat odpowiadających komercyjnej wartości treści tworzonych przez użytkowników, jak również kodów etycznych oraz warunków wykorzystania treści tworzonych przez użytkowników w publikacjach komercyjnych.

Jednym słowem mamy do czynienia z dość skrzywionym „agenda setting” przez Gazetę Wyborczą. Co gorsza, obecność chwytliwego terminu blogerzy spowodowała, że temat stał się nośny. O sprawie natychmiast doniosły w głównym wydaniu „Wiadomości”, które trudno byłoby chyba przekonać do zajęcia się choćby wspomnianą powyżej kwestią wynagrodzeń dla treści amatorskich.

Polecam więc przede wszystkim lekturę oryginalnego raportu (PDF).

Wracając do samej propozycji – mnie propozycja kojarzy się bardziej ze standardami sieciowymi, niż z cenzurą czy kontrolą. Wyobrażam sobie, że można proponować standardowe opisanie autora w podobny sposób, jak w nagłówku strony WWW opisuje się w standardowy sposób wykorzystywaną wersję HTMLu, a w metadanych zgodnych z Dublin Core cechy różnego rodzaju treści. Kluczowe jest tu słowo „dobrowolne” – mam wrażenie, że większość komentatorów na wyrost założyła, że Europa będzie chciała ciężką ręką wyregulować internet.

Mam wrażenie, że wszyscy blogerzy komentujący sprawę myślą raczej w kategoriach aktywności politycznej i wolności słowa. Mnie natychmiast przyszła do głowy jednak kwestia przejrzystości działań marketingowych. Chętnie poznałbym dokładne statystyki – słyszałem ostatnio z wiarygodnego źródła, że znaczący procent wypowiedzi np. na forach, na których jest okazja do omawiania produktów, jest efektem działań marketingowych.

Jeśli już za coś krytykowałbym ten pomysł, to raczej za to, że system dobrowolnego znakowania ma nikłą szansę być skutecznym – „blogerzy ze złymi intencjami” sfałszują zapewne również i oznakowania. Ale gdyby udało się stworzyć wiarygodny system znakowania – oparty na przykład na wzajemnie potwierdzanej reputacji? – to dla mnie byłby cenną wskazówką, którym blogom mogę bardziej ufać, a którym mniej.

W komentarzach blogowych można też znaleźć argument „zdroworozsądkowy”, który brzmi mniej więcej tak : niech Europa nie traktuje ludzi jak pógłówków, każdy ma swój rozum i umie ocenić rzetelność źródła informacji. Podobnego argumentu używa się odnośnie zagrożeń dla prywatności, sugerując, że każdy dobrze rozumie skutki umieszczania w sieci najróżniejszych informacji. Pytanie tylko: niby skąd? Niby skąd przeciętny internauta ma być przyzwyczajony do sytuacji, w której prywatne miesza się z publicznym, a pośrednicy tacy jak Google udostępniają treści najbardziej przypadkowym szukaczom, przeglądającym sieć w dowolnym miejscu i czasie?

Chętnie wprowadziłbym też w Polsce – być może nie jest do tego potrzebna specjalna rezolucja – zwyczaj ujawniania konfliktów interesów. W blogach amerykańskich jest to częste – choćby Nicholas Carr, pisząc kilka dni temu o Wikipedii, czuł się w obowiązku zaznaczyć, że doradza Brittanice.

Na koniec uwaga na marginesie – dziennikarka „Wiadomości”, która poprosiła mnie o komentarz, bardzo chciała rozmawiać o zagrożeniu, jakie taki system znakowania stanowiłby dla anonimowości. W pewnym momencie stwierdziła nawet, że anonimowość to podstawowa cecha internetu. Muszę przyznać, że siła mitu „anonimowego internetu” jest dla mnie fascynująca.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. tak, ja też chyba zacznę się >i>Ukrywać w Podziemiu; skoto to Trendy będzie…

  2. Alek – ale czy takie systemy wzajemnego rekomendowania i reputacji, to już przypadkiem nie istnieją? Jakimś ruchem w tę stronę są przecież Technorati i ich wskaźnik authority. blogfrog na polskim poletku i ich statystyki cyferki. Tylko, że widać po nich, jak w miarę prosto coś takiego zafałszować – wystarczy grupa, która się będzie trackbackować wzajemnie (a to jakby naturalne – w końcu najczęsciej cytujemy i linkujemy tych, których mamy w blogrollu), żeby te statystyki już mocno straciły na wiarygodności. To samo z punktami w frogranku etc – wystarczy stworzyć grupę, która się będzie wzajemnie klikać.

    Co do marketingowych ataków na fora, to nie dość, że jest ich coraz więcej, to są coraz sprytniejsze. Jeszcze dwa, trzy lata temu nabijaliśmy się na jednym z for muzycznych, że za chwilę nie będzie wiadomo, czy gość który histerycznie reklamuje płytę Metalliki, jest serio zagorzałym fanem, czy dobrze napisanym postem z działu marketingu. A dzisiaj jest tak, że czasem serio już nie wiadomo – widzę to po forum ksiązkowym na gazecie choćby, gdzie średnio raz na tydzień wybucha przynajmniej jeden wątek w którym ktoś poleca jakąś książkę, po czym nicki zaczynają się mnożyć w tempie geometrycznym (z tego samego IP najczęsciej) i naraz okazuje się, że polecany tytuł, jest arcydziełem, które wszyscy już czytali i które na pewno należy znać. I to działa – do pewnego stopnia, bo ludzie już zaczynają nabierać poważnego uczulenia na takie jazdy – co w sumie prowadzi do smutnego wniosku, że jesli tak dalej pójdzie, to skończy się era for otwartych, a wszyscy dotychczasowi dyskutanci pozamykają się w mniejszych ‚sprawdzonych’ grupach, które sobie wzajemnie coś rekomendują. Tę tendencję już zresztą bardzo mocno widać – przyrost for prywatnych na gazecie jest spory, aktywnośc na forach ogólnych (poza wannami z kiselem dla politycznych i społecznych maniaków dyskusji o krajowych problemach), wyraźnie od dobrekgo roku, półtora spada. Co w sumie jest krokiem w bardzo złą stronę.

  3. >> Marceli
    1.
    nie wierzę w żadne rekomendowanie; o ile nie znasz Czlowieka. a zna sie go — z tego, co dotychczas robił.
    (a więc wierze w reputację; jednak.)
    2.
    a co do (tzw.) marketingu; NIESŁUSZNIE nazywanego kiedyś reklamą (Dział Reklamy i Marketingu!;-)) — był zawsze i będzie zawsze.
    tylko teraz ludziom (= wiekszosci) się nie chce sprawdzac informacji; skąd, kto, w Czyim (i za czyje ;-))
    szopena panie (który był Kobietą) — tez na salonach paryskich reklamowano; podobnymi do dzisiejszych metodami…
    (tylko nie bylo wtedy IP; a george sand…)

    Przyjaźni się z wieloma wybitnymi muzykami (Liszt, Vincenzo Bellini, Hector Berlioz), jest zapraszany na prywatne występy nie jako muzyk, ale jako gość, nawet na sam dwór.
    (…)
    Oszałamia go ogromna ilość propozycji. Chopin uczy między innymi księżniczkę de Noailles, księżne de Chimay i de Beauvau, baronową Rothschild, hrabinę Peruzzi i Potocką…

    no i czyż to nie Salon (34;-))

  4. Regulowanie, kontrolowanie i standaryzowanie to narzędzia biurokracji. Urzędnicy zawsze więc będą szukali okazji do manipulowania społeczną materią. To leży w ich interesie i wynika z prawideł biurokratycznego organizmu.
    Że sam tekst „Wyborczej” bazował na uproszczeniach, nie czyni powyższej uniwersalnej uwagi mniej wiążącą dla tych, którzy przed biurokratycznymi ciągotkami urzędników i polityków winni przestrzegać. Serdeczności