Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.06.2008
piątek

Wicemarszałek Bochenek: kultura jako dobro wspólne, prawo autorskie jako kompromis

27 czerwca 2008, piątek,

Na stronach Sejmu została udostępniona publikacja (PDF, 3,3MB) zawierająca materiały z konferencji zorganizowanej przez Komisję Gospodarki Narodowej, zatytułowanej Jak stworzyć prawo autorskie na miarę XXI wieku – pierwsze kroki. Cała publikacja jest ciekawa, gdyż jest zapisem dyskusji w okresie prac nad nowelizacją ustawy o prawie autorskim.

Na zachętę chciałem zwrócić uwagę na krótką wypowiedź Wicemarszałek Senatu Krystyny Bochenek, która zaskoczyła mnie zupełnie broniąc kultury jako dobra wspólnego:

Otóż kilka tygodni temu, jak wiemy, uniemożliwiono fotoreporterom dokumentację czterdziestej rocznicy zdjęcia z afisza ?Dziadów? Kazimierza Deymka. Jak wynikało z prasowych relacji, to nie BOR chroniło wizerunek prezydenta Rzeczypospolitej, tylko Teatr Narodowy strzegł praw autorskich do wykorzystanych w rocznicy materiałów archiwalnych. Trzeba by się zastanowić, czy takiej sytuacji i podobnych nie należy interpretować jako ograniczenia dostępności do narodowego dziedzictwa.

Takie sytuacje mogą rodzić obawy, czy nowe regulacje nie ograniczą tej dostępności, czy prawa twórców do zarabiania na swojej własności intelektualnej nie doprowadzą do tego, że stracimy z pola widzenia kulturę jako dobro wspólne. Chciałabym, abyśmy spróbowali pamiętać o prawie autorskim jako próbie kompromisu między interesami właścicieli tych praw i odbiorców, czyli nas wszystkich. Trzeba by też uwzględnić stanowisko instytucji kultury w takich sytuacjach.

Szkoda tylko, że w rzeczonej publikacji już na drugiej stronie czytamy:

Przedruk materiałów Kancelarii Senatu w całości lub części możliwy jest wyłącznie za zgodą Kancelarii Senatu. Cytowanie oraz wykorzystanie danych empirycznych dozwolone jest z podaniem źródła.

Zastanawiam się, czy materiały te nie są na pewno albo materiałami urzędowymi, albo informacją publiczną? A nawet jeśli są przedmiotem praw autorskich, wolałbym zobaczyć na tej stronie oznaczenia licencyjne Creative Commons, które duchem byłyby chyba bardziej zgodne z wypowiedzią Pani Wicemarszałek.

Z tematów pokrewnych – Marcin Wilkowski z Historia i Media proponuje udostępnić swobodnie w internecie książkę Cenckiewicza i Gontarczyka o Wałęsie:

Już teraz z powodu niewielkiego nakładu dostęp do niej był ograniczony – w księgarniach pojawiły się nawet kolejki, co – szczególnie w kontekście książki historycznej – jest sytuacją dosyć niezwykłą. Dodatkowy nakład pojawić się ma dopiero na początku lipca. Tymczasem, jak poinformowała Wirtualna Polska, elektroniczna wersja książki w formacie PDF trafiła już do internetu. Czy IPN nie powinien w takim przypadku sam udostępnić internetowego wydania swojej publikacji?

Po czym odkrywa, że IPN już udostępnia niektóre materiały, choć nie stosuje świadomie modelu Open Access.

(Ogólnie rzecz biorąc, jeśli jednocześnie po wersję drukiem ustawiają się kolejki, a wersja cyfrowa ląduje w sieci, to znak, że trzeba jednocześnie: 1) robić dodruk 2) wrzucić do sieci wersję autoryzowaną, na stronę zlinkowaną ze sklepem sprzedającym wersje drukowane).

Druga wiadomość – GW donosi, że UOKIK nałożył na ZAiKS 1,5 milionów złotych kary za zwłokę w znoszeniu barier utrudniających artystom możliwość samodzielnego wyboru sposobu zarządzania prawami do własnych utworów

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Wydanie książki Cenckiewicza i Gontarczyka w tak żenującym nakładzie, po wpakowaniu w nią takich pieniędzy, odbieram jako działanie celowe, mające uniemożliwić obywatelom (którzy toto sfinansowali) zapoznanie się z jej treścią i samozielne wyrobienie sobie opinii – działanie mające na celu powołanie do życia „jedynie słusznego” rozumienia tek książki, opartego na szczątkowych relacjach, ergo – de facto prania mózgu. To znacznie większy skandal niż (domniemana) stronniczość tej książki.
    W takiej sytuacji nieautoryzowane umieszczenie treści w Internecie trzeba pochwalić ze wszech miar (nawet jeśli nielegalne) – jako obywatelskie nieposłuszeństwo.

  2. Całkowicie się zgadzam. Sądzę także, że IPN – owi nie zaszkodziłoby publikowanie całości swych osiągnięć w sieci (a nie tylko ścinek z dodatków przez tą instytucję sponsorowanych w „niezależnej Gazecie Polskiej”), skoro idą na to publiczne pieniądze, to niech obywatele korzystają. Ja sam nie wiem, jakie inne monografie IPN opublikował, a specjalistycznych bibliotek nie mam kiedy odwiedzać. Z punktu widzenia promocyjnego i PR byłoby to dla IPN bezcenne.