Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

7.07.2008
poniedziałek

Viacom kontra Google (kontra internauci)

7 lipca 2008, poniedziałek,

Pierwszego lipca sąd federalny w USA nakazał firmie Google przekazać firmie Viacom bazę danych zawierającą informację o oglądaniu klipów w serwisie Youtube (detale np. u niezawodnego w tych kwestiach Vagli, albo na ArsTechnica). A więc o wszystkich przypadkach obejrzenia dowolnego filmu przez dowolnego użytkownika serwisu, od początku jego powstania. Wyjątek stanowią klipy oznaczone jako prywatne. Viacom zamierza wykorzystać te dane by ustalić, czy klipy naruszające prawa autorskie firmy byłby bardziej popularne od innych.

Część komentatorów odnotowuje częściowe zwycięstwo Google’a, bowiem sąd nie uznał wniosku powoda o udostępnienie również kodu źródłowego algorytmu wyszukującego klipy oraz programu „Video ID”, który wyszukuje klipy naruszające prawa autorskie, porównując je z „odciskami palców” treści zastrzeżonych. Sąd uznał kod programów za objęty tajemnicą handlową firmy.

Inni zwracają uwagę na fakt, że udostępnienie bazy danych o zachowaniach internautów, rozpoznawalnych po adresach IP ich komputerów, oraz nazwach kont w serwisie narusza prywatność użytkowników Youtube. Oświadczenie w tej kwestii opublikowała amerykańska Electronic Frontier Foundation. Sąd federalny w swojej decyzji uznał, że możliwość zidentyfikowania użytkownika wyłącznie po adresie IP jest spekulatywna. Tymczasem EFF przypomina sprawę wycieku danych z wyszukiwarki AOL. Okazało się wtedy, że można identyfikować internautów wyłącznie po wyszukiwanych przez nich treściach.

Dane na temat oglądania przez nas klipów (niech podniesie rękę / zostawi komentarz ten, kto ma pewność, że nigdy nie oglądał klipu z Youtube) zostaną więc najprawdopodobniej przekazane z jednej firmy do drugiej na kilku zwykłych serwerach wypełnionych kilkunastoma terabajtami danych.

To dość ciekawe, że chroni się kod, podczas gdy dane prywatne okazują się być mięsem armatnim w cyfrowych potyczkach. Odnośnie kodu sąd argumentował, że należy chronić objęte tajemnicą handlową programy będące efektem tysięcy osobo-lat pracy. Pytanie tylko, co z milionami osobo-lat pracy, które można prześledzić jak na dłoni w danych, które Google udostępni? Tu warto pamiętać o koncepcji „społecznej fabryki” Tiziany Terranovy, która nobilituje „pracę” zwykłych użytkowników (kiedyś pisał o tym u nas Mirek).

Po drugie, jeśli przekazywanie sobie naszych danych przez firmy, z rąk do rąk, jest niepokojące, to warto zastanowić się, czy równie niepokojące nie jest posiadanie tych danych przez Google? Powraca kwestia zdroworozsądkowych reakcji na zagrożenia prywatności – czy rzeczywiście potrafimy je zrozumieć? Komentator BBC pisze, że nie ma nic przeciw filmującym go codziennie kamerom przemysłowym, czy przeciw wykorzystywaniu jego danych w celach marketingowych, ale tym razem poczuł się nieswojo. Zastanawiam się dlaczego – czy przypadkiem wyobraźni (która na codzień z zagrożeniem prywatności sobie nie radzi), nie ruszyła magia wielkich liczb: kilkanaście terabajtów, zapis miliardów obejrzeń klipów na Youtube?

W takim razie może należy przestać się łudzić i zapomnieć o prywatności, która w dzisiejszych czasach jest wartością nie dającą się zrealizować? Alternatywą dla Youtube jest model Last.fm, w którym dane o muzyce słuchanej przez wszystkich użytkowników są dostępne swobodnie.

Wreszcie ciekaw jestem, jak ta historia rozegrałaby się w Polsce – kto pełniłby rolę EFF? Najprawdopodobniej nikt.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. nie wiem czy rozumiem jak Viacom moze domagać się plikow ogladanych a nie adresow IP ludzi ktorzy ladowali nielegalne pliki..

    kodu wyszukiwania na szczeście nie dali im bo Viacom wykorzystalby to pewnie w swojej polityce marketingowej zapychania wszytskiego wlasnym chłamem dla wiesniaków i nadzieja na to ze internet da wolnośc ludziom ktorzy przede wszytskim nie chca ogladac smieci promowanych w VIVIE i MTV spelzlyby na niczym. Swoja droga juz teraz na liście największych hitów muzycznych sa wyłącznie smiecie z TRACE TV prawdopodobnie promowane na zewnątrz. Na liscie nie widziałam np. jakiegos November rain ktory ma jakies 14 milionow obejrzen i tez krąży po youtubie więc mysle że google wbrew podstawowym zasadom wolności internetowej współdziała z MTV w jakis sposob i zapycha główne wejścia promowanym chłamem zamiast docierać do nisz. Britney Spears zaczęła promowac sie w sieci od jakiegos roku, poprawiła sobie profil etc.. zanim zaczela reklamowac siebie na Myspace czy youtubie jej popularność była rzędu 20 tysięcy obejrzeń – czyli tyle co przeciętnej grupy ktorej nie bylo nigdzie i na niczym.

  2. zasadniczo jako sluchacz zapewne wielu kradzionych videoklipow na Youtube zapewniam ze to ich darmowa stacja muzyczna.. tzn moge wypowiedziec sie w imieniu fanow muzyki malo znanej, alternatywnej, awangardowej. odswiezylam tam znajomosci z wieloma grupami i pod wplywem przypomnienia ich sobie w ten sposob kupilam sobie ich płytę.. Myśle ze sami powinni oni dbać zeby ich hity i videoklipy promocyjne wisiały na youtubie.

    ale oczywiscie to nie problem viacomu poniewaz chodzi mi raczej o rzeczy ktorych tam sie nie pokazuje.. moze na MTV2 ale tam tez jest tendencyjny wybor i nie ma dla nikogo idealnej stacji..

  3. Ciekawi mnie czy w ogóle możliwe jest rozwiązanie kwestii praw autorskich w przypadku serwisów takich jak torrent itp, i dlaczego w tej sprawie tak niewiele się robi lub robić się da?