Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

26.07.2008
sobota

Favela.pl

26 lipca 2008, sobota,

Linii demarkacyjnej pomiędzy wykluczonymi i resztą społeczeństwa nie da się wytyczyć na podstawie łatwości dostępu do komputera – czyli znów o tym samym.W sobotniej Gazecie opublikowany został wywiad Adama Leszczyńskiego z prof. Mariuszem Jędrzejko (w chwili, gdy piszę te słowa, tekst nie jest dostępny w sieci już jest – tutaj). Rozmowa dotyczy „polskich faweli” – obszarów dziedzicznego ubóstwa, ale i totalnej bierności, braku woli odmiany swego losu. Jędrzejko „fawelami” określa tereny popegeerowskie, PRL-owskie blokowiska oraz stare, „szemrane” dzielnice takie jak choćby warszawska Praga. Przekaz socjologa jest jednoznaczny – pieniądze wydane na doraźną pomoc dla mieszkańców „faweli” to pieniądze zmarnowane, a wręcz demoralizujące biednych, bo przyzwyczające ich do tego, że zawsze dostaną od państwa zapomogę, która nie pozwoli im umrzeć. Niby nic nowego, ale takie tezy zawsze budzą we mnie poczucie bezradności, zwłaszcza w jednym, interesującym dla mnie kontekście. Jędrzejko mówi o tym, że pozytywną rolę w „polskich fawelach” odgrywa sport, Leszczyński wprowadza do rozmowy bardziej „nowoczesny” wątek i pyta o komputery, na co otrzymuje następującą odpowiedź:

Dzisiaj nawet w fawelach są w 70 proc. domów. Rodzice rozumieją, że są potrzebne. Tyle że z komputerów różnie można korzystać. W fawelach używa się ich niemal wyłącznie dla prostej, jeśli nie prostackiej rozrywki. 

W Polsce notujemy dziś gigantyczny wzrost zainteresowania ułatwieniem wszystkim młodym Polakom dostępu do komputerów i internetu – pisaliśmy tu z Alkiem o tym wielokrotnie, m.in. o projekcie premiera czy słynnych już planach fundacji Billa Gatesa, która pomoże zinformatyzować wiejskie biblioteki w naszym kraju. Równocześnie coraz bardziej oczywiste jest, że komputery (i zapewne w mniejszym stopniu internet, do którego podłączony jest mniej-więcej co drugi komputer na najbiedniejszych obszarach) są już nawet w „fawelach”. Wiemy (choćby z badań robionych w ramach projektu ESPON 1.2.3; także tutaj), że nawet na mitycznej już Ścianie Wschodniej coraz mniej jest miejsc, gdzie komputery są w mniej niż 40% gospodarstw domowych. Tym bardziej widać, że zasypywanie wykluczonych sprzętem nie zmienia ich aspiracji i postaw. Pozostaje (obawiam się, że wciąż bez jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi) pytanie: co zrobić? Jak mogłyby wyglądać projekty, dzięki którym ze sprzętem, którego jest coraz więcej, robionoby coś w ten czy inny sposób pożytecznego? Macie jakieś pomysły?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Biblioteki i ich zaplecze. To powinny być miejsca w których prowadzone są akcje mające na celu zmianę sposobu korzystania z narzędzi informatycznych. Plus szkoły pokazujące i uczące do czego można wykorzystać komputer z internetem.
    Ale to akurat wiadomo…

  2. To chyba odwieczne pytanie. Jak sprawić aby biedni przestali być biednymi i zmienili swoje postawy, nastawienie, zaczęli być aktywni?

    Ale to pytanie prowadzące donikąd, kierujące nas w stronę gdzie nie znajdziemy żadnej odpowiedzi. Tą wewnetrzną motywacje do wyrwania się ze świata nędzy albo się ma albo nie.

    Były kiedyś prowadzone badania chyba przez zespół Lipseta, długotrwałe badania polegające na obserwacji slumsów, faveli i innych obszarów zacofania i nędzy. Skupiano się na tych akurat terenach, gdzie nie były prowadzone żadne programy, żadne działania ani też nie była prowadzona żadna pomoc. Po kilkunastu latach odkryto, że średnio 11% mieszkańców tych dzielnic zmienia swoje położenie, swoj status.

    Żadne zmiany technologiczne, obecność komputerów i dostęp internetu nie zmienią wewnętrznych motywacji, a wręcz przeciwnie prowadzić będą do jeszcze większego rozwarstwienia. Po prostu niektóre grupy ludności nie będa w stanie nadążać za szybkością zmian.

    Jedynym chyba kierunkiem, który wydaje mi się na dziś raczej czystą utopią to calkowita zmiana systemu edukacji. Zmiana, która miałaby polegać na całkowitym oddejściu od wkuwania formułek, dat, niesamowitej ilości informacji, a skoncentrowaniu się na rozwiązywaniu problemów, rozbudzaniu pasji i ciekawości świata. I niekoniecznie trzeba byłoby to robić przy wykorzystaniu książek, ale też gier komputerowych, fotografii, kamery cyfrowej, obecności w przestrzeni miejskiej, podróżach.

    To gdzieś tam w miejscu gdzie zostaje zatrzymana ludzka ciekawość i zdolność zadawania pytań rodzina się rutyna, bierność i brak wiary we własne siły.

    O to chyba na tyle. Ale miałem potrzebe się wygadać, ha ha 🙂

  3. Trochę na zasadzie żartu, ale tylko trochę – obrazek z warszawskiej Pragi:
    http://roody102.pl/2008/03/42-procent-polakw-korzysta-z-internetu.html

    Intuicja podpowiada mi, że sposób w jaki korzysta się z internetu w tych obszarach wcale nie różni się tak bardzo od tego, jak korzysta się z niego poza nimi. Podejrzewam, że np. badania popularności stron osiągnęłyby podobne wyniki, poziom piractwa również. W każdym razie moim sąsiadom na pewno sieć poszerzyła dostęp do kultury. W HD 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wydaje mi się, że tym kontekście warto wspomnieć o tzw. zielonej akcji

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Zielona_Akcja

    Wiem, że to nieco staroświecka „praca u podstaw”, co więcej w tej chwili, właśnie w związku z popularyzacją komputerów w domach, nie jest pewnie tak łatwo zainteresować dzieciaki przychodzeniem do pracowni komputerowej (nie jest to już w końcu nic aż tak atrakcyjnego), niemniej myślę, że tylko tego typu akcje mogą przynieść jakieś efekty. Dzisiaj ważne by chyba było, żeby zajęcia prowadzili nie tylko informatycy, ale np. studenci kierunków artystycznych czy pedagogicznych. Obsługiwać komputer na podstawowym poziomie te dzieci potrafią, a programowaniem w końcu nie zainteresuje się zbyt wielu z nich (no chyba, że programowaniem www, jakimiś prostymi skryptami), za to można im pokazać jak zrobić filmik, jak stworzyć stronę www, może jak zmiksować muzykę czy też powiedzieć im coś więcej o pisaniu bloga (niekoniecznie opisującego to ile wczoraj wypiłem/am czy z kim się ostatnio …).

    Jasne, jak pisze defecator, nie każdy skorzysta z takiej szansy, ale zawsze to jakąś szansę daje…

    Na marginesie, zgodzę się też z roody102, że jeśli chodzi o rozrywkę, wykorzystanie sieci może być bardzo podobne, niezależnie od sytuacji materialnej. Oczywiście to jakiej informacji się szuka, zależy często od stanu naszego portfela, ale pewnie wszędzie ludzie ciągną filmy, czytają pudelki, i oglądają nagie panienki. Z tego punktu widzenia, wspomniane zajęcia nie powinny być kierowane tylko do młodzieży z biednych obszarów.

    A swoją drogą, zastanawiam się jak teraz wyglądają zajęcia z informatyki. Teoretycznie to wszystko mogłoby się odbywać w ramach takich zajęć, ale nie wyobrażam sobie zbyt wielu nauczycieli, którzy dali by sobie radę z tak szerokim spektrum. Dodatkowo, byłby problem z wystawianiem ocen, nie jestem za tym, żeby ktoś kto z braku uzdolnień artystycznych (albo z braku komputera w domu) nie umie zrobić ładnego filmiku, miał gorsze oceny pomijam już, że trudno jednak robienie filmiku zakwalifikować jako informatykę). Dlatego widzę takie zajęcia raczej jako coś dodatkowego (co nie zmienia faktu, że pracownia komputerowa powinna być wykorzystywana na wielu lekcjach, nie tylko informatyki – nie wiem jak to wyląda w tej chwili, al za moich czasów tak nie było, nawet na studiach, przedmioty które prosiły się o użycie komputera, jak podstawy geometrii krzywych i powierzchnii, były męczone przy tablicy)

  6. Z 70% komputerów to, mam wrażenie, prof. Jędrzejko się myli. Średnia w Polsce to 51% (Diagnoza społ. 2007), dla osób z dochodami w najniższym kwartylu, bezrobotnych lub z wykształceniem zawodowym spada do 30%. Niby detal i nie chciałbym, żeby wyszło, że się czepiam, ale sprawa jest istotna. Bo – co jak co – w „fawelach” jednak można jeszcze zastanawiać się nad sensownością wstawiania sprzętu.

    Dziwna zresztą sprawa z komputerami w faweli – Jędrzejko rysuje obraz ogólnego upadku i degrengolady, a potem nagle stwierdza, że rodzice rozumieją znaczenie komputera. Jeśli tak jest naprawdę, to chyba nie jest źle!

  7. Zacznijmy od początku: w Polsce nie ma FAVELI!!!!!!!
    Określanie tym mianem warszawskiej Pragi czy innych biednych dzielnic w naszym kraju jest wielkim nadużyciem i delantyzmem. Wszyscy, którzy kiedykolwiek widzieli favelę na własne oczy zdają sobie z tego sprawę. W brazylijskich favelach są ludzie posługujący się 50cioma słowami po portugalsku a co dnia ktoś ginie od przypadkowych kul. O komputerze moga tylko zamarzyć. Używanie tego terminu na określenie popeegerowskich osiedli – mimo ich kondycji, jest po prostu ignorancją i niedouczeniem. Nawet jeśli stawia się cudzysłów.
    Zapraszam zainteresowanych na prezentację „Miasta Boga – favele Rio de Janeiro” aby doweidzieć się więcej. brasil.com.pl zakłądka „program”.
    Student CEntrum Studiów LAtynoameryk. UW
    Życze dalszych owocnych dyskusji.