Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

30.07.2008
środa

Gry muzyczne w służbie hegemonii?

30 lipca 2008, środa,

Uwielbiam konsolowe gry muzyczne, takie jak Guitar Hero. Zrobiły wiele dla wyprowadzenia gier poza getto hardkorowych graczy, stały się inspiracją jednego z najlepszych w historii odcinków South Parku, podobno są też chwalone przez nauczycieli muzyki. Nigdy – być może ze względu na wiek – nie pomyślałem o tym, że pozwalają w kontrolowany sposób rozładować nastolatkom energię, która bez gier mogłaby stać się podstawą muzycznej rebelii.

Skąd ten pomysł? Taki wątek poruszył Nate Combs na „growym” blogu TerraNova. Punktem wyjścia była wypowiedź Spencera Eldena w programie radiowym. Kim jest Spencer Elden? Pamiętacie pływającego w basenie niemowlaka z okładki płyty Nirvany „Nevermind”? To właśnie on. 17 lat od wydania pamiętnego albumu ktoś wpadł na pomysł, żeby porozmawiać z chłopakiem i spytać go o to, co w jego przekonaniu zmieniło się w tym czasie w życiu młodych Amerykanów. Z tego co mówi Elden wynika, że podstawową różnicę stanowi fakt, że dziś zamiast zakładać własne zespoły, nastolatki wolą grać w Rock Band na Xboksie.

Z tej perspektywy Guitar Hero i Rock Band jawią się jako policjant stojący na straży popkulturowego status quo – pozwalają dobrze funkcjonować muzycznym dinozaurom (Motley Crue sprzedaje więcej muzyki jako utwory do gier muzycznych, niż pliki do słuchania; singiel promujący nową płytę Metalliki ma mieć premierę w Rock Band), a przy tym zawłaszczają bunt i neutralizują kulturę garażowego grania. Zamiast założyć zespół i nagrać płytę, udawaj że grasz hity nagrane przez kogoś innego, skacząc przed telewizorem w swoim pokoju…

Pewną zmianę może przynieść zapowiadana dla nowej generacji gier muzycznych możliwość samodzielnego tworzenia piosenek. Czy wtedy będzie inaczej? Czy Xbox i Playstation mają szansę stać się tym, czym kiedyś były gitara elektryczna i adapter, a później laptop? Sam miałem i gitarę, i adapter, więc z mojej perspektywy spór jest bezprzedmiotowy. Nastoletni następcy Nirvany może jednak widzą to w inny sposób.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. a przeciwko czemu mają się dzisiaj dzieciaki buntować? Maksymalne rozpieszczenie i komfortowe warunki życia – widział kto kiedy żeby pączek w maśle się buntował? 🙂

    A ci co naprawdę czują muzyką, chcą ją grać i (co najważniejsze) mają na nią pomysł, i tak wezmą instrument w rękę, czym by on nie był. Może właśnie potrzeba przedefiniowania słowa ‚instrument’ w tym kontekście. Czy komputer nim nie jest? Jest, więc konsola też może być, a jeśli faktycznie w nowych GH będzie opcja tworzenia własnej muzyki, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy już wkrótce mogli posłuchać takich tworów. I wcale nie jest z góry powiedziane, że to będą raczej dzieła niskich lotów…

  2. Gry muzyczne, to jest jednak jakieś dziwactwo, przepraszam, nisza z napisem bizzarre :), ale ja w sumie nie o tym, bo każdy gra w to, co lubi. Brak natomiast zgody, co do tego, że zabijają kreatywność i chęć tworzenia własnych kapel, własnych dźwięków – podejrzewam, że jest wręcz przeciwnie. Wszystkie te konsolowe maszynki mogą posłużyć do tworzenia własnych dźwięków i założę się, że ktoś w końcu nagra płytę tylko i wyłacznie w oparciu o materiały z Guitar Hero i tym podobnych wynalzków. W końcu Gameboy od dawna jest pełnoprawnym instrumentem muzycznym i da się dzięki niemu zagrać sporo. A przy okazji nie wiem, czy te gierki nie wyrabiają parcia na bycie gwiazdą (niebezpieczna teza, bo daje do łapy argument maniakom tropiącym źródła przemocy w graniu), ale potwierdza to choćby tekścik z Wired: Guitar Hero: Gateway Drug to Six-String Bliss (bez linka, jest w kwietniowym archiwum) czy tekst z Machinista: How „Guitar Hero” saved guitar music (to samo, lipcowe archiwum). Jeśli naprawdę dorzucą możliwość tworzenia własnych kompozycji, to może się okazać, że to własnie konsole przyniosą nową garażową rewolucję.

  3. Nisza? Przecież takie Guitar Hero to teraz najgorętszy brand w branży – pewnie nie w Polsce (ze wzgl. na cenę kontrolera), ale w samych Stanach sprzedało się kilkanaście milionów sztuk, a wpływy łącznie z zyskami ze sprzedaży piosenek w sieci przekroczyły miliard USD! Choć to oczywiście temat ciekawy sam w sobie – jak bardzo zmieniło się pojęcie niszy w branży gier.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nisza w sensie, że ja jako „stary gracz” jej nie rozumiem – tylko tyle. Oczywiście, że sprzedają się wyśmienicie, co mnie ostro zastanawia, ale pewnie przestałoby, gdybym zagrał:) Zjawisko samo w sobie zresztą jest ciekawe, bo i zmienia sposób patrzenia na gry – bo a nuż jednak są w stanie nauczyć kreatywności, no i na samą dystrybucję muzyki.

  6. @marceli
    a propos starych, ktorzy nie rozumieja: miałem smutną przygodę z Wii – jak wreszcie, po nieprzyzwoicie długim czasie, udało mi się u przyjaciół pograć, ze smutkiem odkryłem w sobie zero ekscytacji. a miało być tak świetnie! i wtedy poczułem, że czegoś może po prostu nie rozumiem (że to ja siedzę w dziwnej niszy!)

    swoją drogą, Marceli, podoba mi się pomysł definiowania niszy z własnej perspektywy – niezależnie od jej rozmiaru, nawet gigantycznego.

    przypomina mi się jeszcze mój tata, który nigdy nie grał, ale z jakiegoś powodu lubił patrzeć jak gram ja – co można potraktować jako formę przystosowania się do gier osoby wychowanej w kulturze oglądania.

  7. Na komórce? C`mon. Dopiero z kontrolerem zabawa jest przednia. Komórkowo – klawiaturowy odpowiednik jest miernym surogatem. Niczym więcej.

  8. @swoją drogą, Marceli, podoba mi się pomysł definiowania niszy z własnej perspektywy – niezależnie od jej rozmiaru, nawet gigantycznego.

    Przecież dziś wszystko jest niszą. Kultura 2.0 to kultura niszy.