Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

5.08.2008
wtorek

Wtorkowy przegląd sieci

5 sierpnia 2008, wtorek,

Co wynika z upadku The Sims Online i piracenia dostępnego za darmo albumu Radiohead? Czy prezydent największego mocarstwa świata musi potrafić wysłać maila? I wreszcie – co ciekawego szykuje warszawski ratusz.

Electronic Arts, pomimo protestów graczy i pomysłów wykupienia gry przez fanów, „zwinęło” interes pt. The Sims Online. Niby nic – pomijając krótką chwilę tuż po premierze w roku 2003, sieciowa wersja gry, która (uwzględniając wszystkie odmiany i dodatki) sprzedała się w przeszło 80 mln kopii, nigdy nie zdobyła większej popularności. Sims Online zamknięto 1 sierpnia, bo od dłuższego czasu liczba abonentów nie przekraczała kilkunastu tysięcy. Mnie ta wiadomość natchnęła jednak do refleksji nad ogólną kondycją masowych gier sieciowych, „wirtualnych światów”. Czytając w prasie powierzchowne notki o przereklamowanym Second Life i śledząc sukcesy World of Warcraft można myśleć, że mają się świetnie. Okazuje się, że jest niemal dokładnie odwrotnie. Wystarczy tylko trochę poszperać na MMOG Chart by zobaczyć, że cóż z tego, że WoW utrzymuje bazę abonencką na poziomie zbliżonym do 10 mln osób, jeśli liczba wszystkich osób, które płacą za korzystanie z MMORPG na całym świecie nie przekracza 16 mln, a tytułów utrzymujących się na poziomie zbliżonym do miliona jest – uwzględniając nawet te azjatyckie, które mocno „oberwały” od WoW – góra pięć. Typowane kiedyś na wielki hit Star Wars Galaxies przyciąga dziś raptem 150 tys, graczy, a w Second Life liczba osób płacących za grę (czyli w mojej opinii większości graczy, którzy nie są przypadkowymi odwiedzającymi logującymi się jeśli nie raz, to maksimum kilka razy) wynosi zaledwie 100 tys. Wygląda na to, że jeśli gry tego typu wychodzą poza niszę to tylko w wypadku WoW. Oczywiście zostawiły swój trwały ślad w postaci trójwymiarowych interfejsów graficznych z awatarami, pojawiających się przy okazji różnych usług sieciowych, ale wbrew temu, co można było sądzić jeszcze 2-3 lata temu, formuła „wirtualnych światów” chyba się wyczerpuje i pomysł, że w klasycznej formie będą grami przyszłości brzmi coraz bardziej dziwacznie. Wspominane tu przeze mnie ostatnio Guitar Hero pokazuje, że kierunek jest zupełnie inny.

A teraz druga sprawa, z zupełnie innej beczki – „Wired” informuje o ciekawym raporcie na temat piractwa i promocji muzyki w sieci, przygotowanym na podstawie analizy sieciowych wyników legalnego i nielegalnego ściągania In Rainbows Radiohead. Pokazuje on, że pomimo możliwości legalnego pobrania albumu za darmo, sporo osób wolało go ściągnąć z sieci P2P. Znacznie więcej, niż albumy o potencjalnie porównywalnej popularności, których wykonawcy nie udostępnili za określaną przez fanów cenę. Oznacza to, że wzrost legalnej sprzedaży w sieci wcale nie musi oznaczać spadku piractwa danego nagrania, jest raczej odwrotnie: to co dobrze sprzedaje się w sieci, świetnie rozchodzi się również za darmo. Interesująca jest jednak interpretacja tych danych: młodzi ludzie postrzegają ściąganie torrentów z Pirate Bay jako jedną z oczywistych dróg wejścia w posiadanie muzyki. Skoro dobrze działa – nie mają ochoty tego zmieniać, nawet jeśli jest to praktyka nielegalna i posiada darmową, legalną alternatywę. Trzeba więc przestać myśleć o nielegalnych kopiach jako straconych pieniądzach, a traktować je jako część rzeczywistości, z którą nie sposób walczyć. Jedyne, co pozostaje, to pracować nad modelami biznesowymi, które wykorzystują reklamę, jaką w pewnym sensie jest popularność plików w sieciach P2P. Zapewne z perspektywy wytwórni płytowych to kontrowersyjna teza, a liczby można różnie interpretować, niemniej problem jest ciekawy – a na ile przystaje do polskiej rzeczywistości pewnie będzie okazja porozmawiać na OFFie.

Teraz o czymś jeszcze innym. Zastanawialiście się, czy kandydat na prezydenta może być komputerowym analfabetą? Ze względu na deklaracje McCaina Amerykanie zastanawiają się coraz częściej. Nie trzeba kojarzyć internetu tylko z pornografią i piciem piwa by przyznać, że odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista. Sprawie przyjrzał się Mark Leibovich z „NY Timesa”, może i wy zechcecie rzucić okiem (jak zwykle „NYT” wymaga rejestracji, jak zwykle można skorzystać z BugMeNot. Dla leniwych krótki cytat:

Choć wg badań Pew Internet and American Life Project 73% dorosłych Amerykanów używa internetu (tylko 35% w wieku 65 lat i więcej), jest prawdopodobne że wielu z nich wolałoby prezydenta który potrafi złapać Osamę bin Ladena, niż korzystać z internetu. Popularne jest przekonanie, że bycie prezydentem powinno być raczej pracą opartą na „wizji” niż „zarządzaniu” i że bałagan cyfrowego życia mąciłby tylko Ogólny Ogląd i Głębokie Przemyślenia, którymi powinien zajmować się przywódca. Innymi słowy, czy naprawdę chcemy prezydenta „randkującego” z Owalnego Gabinetu, szukającego w Wikipedii informacji o irańskim programie nuklearnym lub odpowiadającego na e-maila od kogoś, kto podaje się za „nigeryjskiego generała” i poszukujące amerykańskiego konta bankowego dla zdefraudowanych milionów?

I wreszcie – warszawski ratusz podobno chce pomóc restauratorom i księgarzom w nierównej walce, jaką w przestrzeni miejskiej toczą z bankami – więcej tutaj.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. NYT nie wymaga rejestracji (?)

  2. trudno oprzeć sie wrażeniu, ze radiohead wiedza co robia, a udostepnienie ‚in rainbows’ bylo czescia ich dluzszej strategii marketingowej.przynajmniej tak wynikało z wywiadu jaki mozna było podsłuchać w radiowej trójce. btw, przemysł muzyczny powoli, ale skutecznie przekierowuje się w stronę czerpania zysków z koncertów, bo piractwo wydaje sie nie do powstrzymania

  3. odnośnie badania wyników „In Rainbows”, kłopot z analizą w Wired polega na tym, że przypisuje się sukces płyty nieautoryzowanej dystrybucji – zapominając, że może on wynikać po prostu z popularności zespołu.

    Najlepsze zdanie z tekstu? ‚popular music is popular everywhere it’s popular.’