Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

19.08.2008
wtorek

W Mysłowicach o muzyce (z Leszkiem Możdżerem i Megatotalem)

19 sierpnia 2008, wtorek,

Spotkanie dotyczące dystrybucji muzyki, zorganizowane przez Joannę Porembę i Jacka Drozdę w ramach festiwalu OFF w Mysłowicach, przypomniało mi się przy lekturze bloga Granta McCrackena (o którym później). Krótkie podsumowanie spotkania brzmi następująco: Megatotal to ciekawy projekt, Możdżer powiedział kilka ciekawych rzeczy o tworzeniu i dystrybucji muzyki, muzycy z festiwalu nie są zainteresowani dyskutowaniem o tym, co robią, i nie zapowiada się żaden nowy artysta wydający muzykę na licencji CC.

Megatotal przypomina nieco Sellaband – ten drugi serwis jest zapewne bardziej w Polsce znany z powodu sukcesu Julii Marcell (serwisy różnią się w detalach związanych z finansowaniem płyt i zarabianiu na tym przez „chmurę inwestorów”). Dobrze, że są w Polsce takie alternatywy, nawet jeśli pozostają dość niszowe – Megatotal sfinansował i wydał na razie cztery płyty. Zresztą oparcie modelu działania o wydawanie płyt wydaje mi się nieco zaskakujące. W czasie spotkania pojawiła się kwestia symbolicznego znaczenia „pierwszej wydanej płyty” dla każdego artysty – z drugiej wokoło trąbią, że płyty grają dzisiaj coraz mniejszą rolę. Megatotal jest więc przykładem innowacyjnego modelu finansowania muzyki (poprzez „crowdsourcing mikro-sponsorów”), ale na poziomie dystrybucji oferuje model dość konserwatywny. Podstawowe – dla mnie – pytanie brzmi oczywiście: czy muzyka z Megatotalu mogłaby być dostępna za darmo również po premierze płyty, i czy nadal dałoby się na niej zarabiać?

Leszek Możdżer powiedział w trakcie spotkania trzy ciekawe rzeczy. Po pierwsze, stwierdził, że tantiemy z tytułu praw autorskich stanowią jedynie 5-10% wszystkich jego przychodów. Wydaje mi się, że to zaskakująco mało, jak na tak znanego artystę. Trudno uogólniać jeden przypadek, ale wyciągając wnioski z sytuacji Możdżera należałoby uznać, że system zbiorowego zarządu prawami nie jest w takim razie skutecznym mechanizmem wynagradzania artystów.

Po drugie, w trakcie dyskusji poświęconej z założenia „formalnym” kwestiom związanym z dystrybucją – a więc ignorującej samą muzykę – Możdżer konsekwentnie wplatał wątek talentu artysty i jakości tworzonej przez niego muzyki. To rzeczywiście sprawa, który zazwyczaj w tych dyskusjach się pomija – a jednocześnie element, który tak strasznie komplikuje ocenę nowych modeli dystrybucji: „udało się dzięki innowacyjnemu podejściu, czy udało się, bo ma talent”?

Wreszcie, zapytany o możliwość swobodnego udostępniania swojej twórczości, Możdżer zaczął rozważać – jak zrozumiałem – model dwutorowy, w którym udostępniłby nagrania dotychczas nieopublikowane swobodnie w sieci. I po chwili namysłu stwierdził, że choć ma dużo takich nagrań, to nie publikuje ich wszystkich – odwrotnie, dokładnie rozważa publikacje i stara się je dozować.

I to właśnie stwierdzenie przypomniało mi się przy lekturze wpisu McCrackena na temat Lil Wayne’a. Lil Wayne jest raperem, który podobno zalewa internet swoimi produkcjami – a jednocześnie wydał właśnie płytę, która świetnie się sprzedaje. McCracken nazywa Lil Wayne’a „księciem ekonomii daru” i zastanawia się, jako obecność gigabajtów darmowej muzyki tego rapera wpłynie na a) jakość b) sprzedaż jego płyty.

Drugą sprawę łatwo ocenić – w pierwszym miesiącu sprzedano około 1,7 miliona egzemplarzy płyty. Tu McCracken cytuje osoby, które przypisują wszystko popularności i talentowi muzyka, który przez to może sobie a takie działania pozwolić; po czym dodaje, że intuicyjnie wydaje mu się, że nie jest to dobre wytłumaczenie:

It may be that Lil Wayne has succeeded here because he is, in the opinion of Rolling Stone, the „best rapper alive.” If you are this good, ubiquity and generosity have no penalty. Free for all or fee for all, it doesn’t matter. We have to listen. But intuitively this seems wrong. Surely the incentive for „giveaways” should be more pressing for lesser talents.

I dalej rozwodzi się nad będącą ciągle w powijakach wiedzą na temat funkcjonowania „ekonomii daru” – polecam cały wpis.

Model przyjęty przez Lil Wayne’a jest wart powielenia w warunkach polskich – przynajmniej jako eksperyment. Myślę, że Leszek Możdżer świetnie by się do takiego eksperymentu nadawał.

j

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Co do tantienów uzyskiwanych przez Możdżera. To kwestia nikłej obecności na radiowych playlistach. Co innego Rubik, tudzież takie tuzy rodzimej popkultury jak Budka Suflera lub Lady Pank. Mają z tytułu permamentnej obecności w „zetkach i rmf-ch” – tak mniemam – kokosy.

    Sądzę, że ratunkiem dla muzyki – która w XX wieku przeistoczyła się w rodzaj produktu/usługi – czymś masowym i banalnym jak guma do żucia – będzie powrót do swoistych gatunkowych nisz, enklaw wykorzystujących różnorodne formy dystrybucji.

    Myślę tu o pojawieniu się hybryd – grupa/wydawca/dystrybutor/ – uwzględniających kanały dystrybucji jakie daje i sieć komórkowa, i internet oraz live act. Myślę o wydawniczych niskonakładowych seriach….

  2. ups… tantiemów

  3. @ Model przyjęty przez Lil Wayne?a jest wart powielenia w warunkach polskich – przynajmniej jako eksperyment. Myślę, że Leszek Możdżer świetnie by się do takiego eksperymentu nadawał.

    Sam pomysł fajny, ale nie w przypadku pana Możdżera, który nie ma tylu odbiorców, co Lil Wayne’a i raczej nigdy nie będzie miał, chyba, że coś się radykalnie zmieni w jego muzyce (opcja niekonieczna:) albo w świadomości słuchaczy (opcja niemożliwa:).

    Choć z drugiej strony ostatnio mignął mi jakiś blogowy tekst, gdzie ktoś dowodził, posługując się całkiem wiarygodnymi na pierwszy rzut oka statystykami, że ‚rozdawanie’ plików w sieci, a także piracenie niedostępnych, dziwacznych, pokręconych materiałów muzycznych i filmowych, tworzy rynkowe nisze, tam gdzie ich wcześniej nie było i jest w stanie wywrzeć taką presję na dystrybutorów, by decydowali się na reedycje albo i oficjalne pierwsze wydania tego typu rzeczy, bo nagle okazuje się to w jakimś stopniu opłacalne.

    Plus chyba działa tu jeszcze mechanizm jakiejś takiej prostej wdzięczności – twórca dał mi coś za darmo, sam z siebie (nie ma darmowych obiadów, ale zawsze jest ktoś, kto odda nam kompot, bo albo go nie lubi, albo ma go dużo), więc idziemy i kupujemy jego płytę lub pliki, szczególnie jeśli to co wcześniej dostaliśmy jest fajne.

    Gdzieś ostatnio dyskutowałem, że to chyba w ogóle powinien być pierwszy krok w karierze każdego muzyka, twórcy etc – przekonać ludzi darmowymi próbkami, że ich twórczość jest cokolwiek warta, zebrać wokół siebie jakiś fan base na majspejsie czy innych serwisach – typu 10k unikalnych i wracających użytkowników, a dopiero potem próbować działać na zasadach komercyjnych. Naprawdę, działań twórczych i ich wyników jest tak dużo, że coraz ciężej będzie przekonać kogoś do kupowania kota w worku, niezależnie od tego, co będą próbowali robić marketingowcy i reklamiarze. Ale pomysł się nie przyjął:)

  4. Po pierwsze, dziękuję raz jeszcze za przypomnienie spotkania w Mysłowicach.

    Jesli chodzi o porównania Możdżera do Lil Wayne’a, to istnieje oczywiście pewien wspólny mianownik, którym jest sława. Nie ważne, czy globalna, czy lokalna i niszowa. W każdym razie sława i rozpoznawalność są przymiotami obu wykonawców. Dlatego skłaniałbym się raczej ku prostym tłumaczeniom i nie szukał śladów ekonomicznego sprzężenia zwrotnego w tej kwestii. Lil Wayne jest instytucją, podobnie jak większość amerykańskich dżentelmenów o rozbudowanej muskulaturze tworzących tzw. hip-hop (polecam ostatni ranking Forbesa – dwudziestu najbardziej nadzianych raperów). Nawet jeśli zalewa sieć niepublikowanym na fizycznych nośnikach materiałem to jest to raczej efekt, a nie przyczyna popularności. Przecież gość nie jest postacią znikąd. Jego „fizyczne” dzieła w USA były chętnie kupowane już wczesniej, a „uspołeczniony” Interent pomógł mu jedynie w dojściu do globalnej marki.

    Bardzo podobały mi się proste komentarze Możdżera i jestem pełen uznania dla jego przywiazania do warsztatu grania na żywo. Ale nie zmienia to faktu, że wypowiadał sie on z pozycji twórcy sznowanego powszechnie, o ugruntowanej pozycji. Zarówno artystycznej, jak i finansowej. Jest luka między nim a młodymi, wchodzącymi w świat przemysłu muzycznego. Jednak każdy, kto próbuje odgrzewać tu jakieś PRL-owskie podziały – muzyczna nomenkaltura i szacowne podziemie – nie ma racji. Tak zwani „młodzi muzycy” to w ogromnej większości dzieci bogatych rodziców, których problem z muzycznym biznesem polega na tendencji do szybkiego nudzenia się, braku solidności, często dyskusyjnym talencie i przeroście oczekiwań nad własnymi i rynkowymi możliwościami. I kto ma rozmawiać o około-artystycznych sprawach? Problemy wykluczonych są zupełnie inne i wymagają innej refleksji. Krótko mówiąc, przeżyłem radyklany wstrząs z powodu nietrafności własnego pomysłu.

  5. Festiwal Łódź Alternatywa wyrasta z chęci odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na wydarzenia prezentujące wykonawców szeroko rozumianej muzyki alternatywnej. Muzyczny eklektyzm, innowacja, kontra wobec proponowanego przez mass media mainstreamu ? to wartości wyznaczające ramy programowe festiwalu. Wiedzeni tymi zasadami organizatorzy pragną, tak jak poprzednio, w ciągu dwóch dni przedstawić to, co ich zdaniem najciekawsze w polskiej muzyce ? od niebanalnego popu, poprzez dance-punk, klasyczny alt-rock i yass aż do jazzowo-elektronicznych poszukiwań.

    Dzięki festiwalowi Łódź Alternatywa, w dniach 24-25 lipca 2009 roku, podobnie jak rok wcześniej, do naszego miasta zawita czołówka krajowej muzycznej sceny niezależnej. Koncerty odbędą się na dwóch scenach zlokalizowanych na terenie unikatowego XIX-wiecznego kompleksu fabrycznego Księży Młyn, przy ulicy Tymienieckiego, obecnie siedziby Fabryki Sztuki. Dzień pierwszy upłynie pod znakiem artystów eksplorujących nowe muzyczne przestrzenie i swobodnie łączących odległe nieraz gatunki. Drugiego dnia ze sceny popłyną dźwięki zdecydowanie bliższe estetyce rockowej. Nowość w porównaniu z poprzednią edycją stanowi współpraca z portalem MegaTotal.pl, której rezultatem będzie prezentacja najbardziej obiecujących zespołów dopiero szukających swojego miejsca na muzycznej mapie naszego kraju. Wstęp na wszystkie koncerty jest wolny.