Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

29.08.2008
piątek

Kto się boi singli?

29 sierpnia 2008, piątek,

Ciekawy artykuł o wpływie iTunes na rynek muzyczny w Ars Technica. Podstawowa informacja: w USA Apple kontroluje 19% rynku muzycznego, przegoniła niedawno Wal Mart i jest największym sprzedawcą muzyki.

(Ta drobinka informacji pokazuje zresztą, jak mało mają wspólnego rzeczy dziejące się w Stanach i w Polsce. Nieobecność iTunes na naszym rynku jest dla mnie zagadką, nie kupuję argumentu o tym, że winne jest piractwo – bo piractwo jest wszędzie, także w Stanach. Może prędzej trudności z płaceniem przez internet bez dużych narzutów?).

Wracając do iTunes: szereg artystów sprzeciwia się modelowi sprzedaży pojedynczych utworów (stosowanemu przez iTunes) – sprzedaż singli podobno szkodzi sprzedaży pełnych albumów, które są bardziej opłacalne. Kid Rock, Jay-Z i AC/DC bojkotują iTunes, podobno z niezłym skutkiem. Z drugiej strony Radiohead ugięło się i w czerwcu wrzuciło katalog na iTunes.

Ciekawe pytanie brzmi: czy może się to opłacić tylko gwiazdom? Uważam, że ktoś w stylu Chrisa Andersona powinien zabrać się za rozpracowanie ewentualnych różnic w strategiach przetrwania na rynku artystów dużych i małych. Podejrzewam jednak, że zadanie może być niewykonalne, bo chodzi nie tyle o sławę, co o talent. Mówił o tym kilka razy Leszek Możdżer na spotkaniu w Mysłowicach: oponując przed ujmowaniem sprawy w kategoriach pieniądze i sława dodawał, że kluczowy jest jeszcze talent (ciężka praca, i dobre zdjęcie prasowe…).

Myślę, że strategie artystów bardziej niż od ich popularności zależą od nawyków słuchaczy. Te mogą mieć związek z popularnością, ale nie muszą – kluczowym czynnikiem jest tu dziwna kategoria, jaką jest fandom (przydałby się tutaj przymiotnik: fanowość, fandomiczność?). Fani to ludzie, którzy przesłuchają płyty artysty od początku do końca i zakupią pełną dyskografię na nośnikach fizycznych, czasem we wszystkich dostępnych wydaniach.

Z drugiej strony istnieje sporo osób, które słuchają muzyki niczym wieloryby filtrujące przez zęby plankton, zatrzymujące się na dłużej przy smacznych kąskach. Pełno takich ludzi na last.fm i wśród czytelników (słuchaczy?) mp3blogów.

Prosta odpowiedź na protesty przeciw dominacji singli brzmi: nie ma co protestować, tego chcą słuchacze! Jednak słuchacze niczego nie chcą tak po prostu – powodem zaistnienia „muzyki planktonowej” jest jak sądzę nadmiar dźwięków, wobec którego jedną strategią jest słuchanie szybkie, spersonalizowane, i nastawione na jakość poszczególnych kawałków. Wtedy single sprawdzają się znakomicie. Drugą strategią jest okopanie się na pozycjach fandomu. Strategii pewnie jest więcej (zapraszam do zgłaszania ich w komentarzach), a na myśl o strategiach hybrydalnych zaczyna boleć mnie głowa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Do kogo należy się udać aby się dowiedzieć, czemu iTunes, Amazon i parę innych serwisów nie działa w Polsce? Czy to faktycznie przysłowiowe „tam, gdzie diabeł mówi dobranoc”? Czy tu chodzi o to, że banki nie wydają normalnych kart debetowych za pomocą których można kupować w Internecie? Zła wola przemysłu muzycznego? Zastój ogólny? Pytam się więc: kogo zalać listami o taki stan rzeczy? Winnych musi być sporo ale utworzenie inicjatywy społecznej na pewno byłoby korzystne. Nie każdy musi być skazany na wątpliwą jakość polskich sklepów „internetowych” i przecudaczne metody płacenia.

  2. lekkie veto. Właśnie na rapidowych blogach podstawowe filtrowanie odbywa się na poziomie albumu. Od filtrowania na poziomie kawałka, hitu czy pałerpleja są serwisy typu wrzuta czy boomp3. Tak na serio, to rapidowe blogi są jednym z ostatnich bastionów albumu jako pewnej formy opakowywania treści muzycznych, zwartej całości, której (choćby z szacunku dla pomysłu artysty) należy wysłuchać od kawałka nr 1 do kawałka nr ostatni. To jedno z tych nielicznych miejsc, gdzie singiel, hiciak i pałerplej są w odwrocie i liczy się album jako całość, nawet oficjalne ripy z singli trafiają się rzadko, a najczęściej jeśli już to pod postacią zbioru wszystkich singli artysty. Nie jesteś już skazany na słuchanie w kółko We don’t need no education, tylko w szybki, sprawny i sensowny sposób masz szansę poznać całość dorobku PF, czy kogo tam akurat szukasz, lubisz. I w sumie, raczej chyba dałoby się łatwiej dowieść tezy, że spora część rapidowców, tworzy te blogi, by pokazać, że singiel to najmarniejszy sposób na pokazanie fajności muzyki (sprawdź sobie choćby modelowy blog na blogspocie – wehavenozen).

  3. uwielbiam to wytłumaczenie: nie wprowadzamy czegoś tam do Polski, bo tam jest piractwo! no chyba oczywiste jest, że jak czegoś nie można kupić (np. przez 2 lata od premiery GTA: San Andreas nie było w dystrybucji w PL), to trzeba się ratować innymi metodami. nie każdy pojedzie po płytę do Londynu – czyż nie lepiej zerżnąć z sieci? podejrzewam, że z itunes będzie tak jak z iphonem w PL – kiedy już wejdzie, nikogo to nie będzie obchodzić, bo będą działać lepsze zamienniki.

    poza tym zgadzam się z przedmówcą – dla mnie liczy się płyta, nie singiel. lubię słuchać całych płyt a nie playlist

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. uświadomiłem sobie, że jest jedna osoba (niemal-) publiczna, która korzysta z iTunes. Wojtek Orliński w jakiś sposób to robi, mam niejasne wrażenie, że być może nielegalnie (z punktu widzenia regulaminu iTunes) i pisze u siebie na blogu, jak gdyby nigdy nic, „piosenka mi się spodobała, więc kupiłem ją sobie na iTunes”). Jednym słowem przyszłość jest rzeczywiście nierówno rozmieszczona. Podoba mi się też, że u Orlińskiego, choć pisze o swoich itunesowych zakupach z pełną nonszalancją, to między wierszami można się doczytać drobnego elementu przechwałki.

    też bym tak chciał! ale wszystkie dostępne metody, typu protest ulicami Warszawy spragnionych iTunesa internautów, są dość żałosne.

  6. Jestem przekonany, ze w Polsce iTunes używają setki ludzi. Sam znam dwie osoby, które robią to za pomocą jakichś przehandlowanych giftcardów. nie znam się na ty, ale wiem, ze nie wymaga to żadnych skomplikowanych zabiegów.

    Organizowanie się dla lobbowania na rzecz uproszczenia systemów płatności internetowych – zdecydowane tak. Ale zrzeszani się po to, by jakaś konkretna firma mogła wejść na polski rynek??? Dlaeczgo, bo iTunes prowadzi taką „uspołecznioną” sprzedaż? Ja się nie zgadzam, bo choć dostrzegam słuszność zamiarów, to w moich oczach taka inicjatywa byłaby symbolicznie skompromitowana od samego początku.

    „Singiel” w Polsce umarł wraz z masową produkcją płyt winylowych. Kompaktowe single zawsze były u nas tylko obiektami kolekcjonerskimi. Wiem, że dwa lata temu najlepiej sprzedającym się singlem w Polsce był pewien hicior Britney Spears. 250 sztuk? Numer dwa na liście to było chyba niecałe 200 sprzedanych egzemplarzy. Ja zawsze byłem wielkim fanem singli, nawet nie wiem do końca dlaczego. Ale „singiel” oznaczał dla mnie organiczną całość ? dwie lub trzy piosenki, ewentualnie jakieś remiksy lub rovery. W każdym razie, nie przyszłoby mi do głowy nazwać kawałka do ściągnięcia z sieci za 0.99$ „singlem”. Ciekaw jestem, jak wiele osób ma sentymentalny stosunek do tych mini wydawnictw. Brałem udział w eskapadach do Anglii po single, mój kolega jeździł do największego płytowego outletu Europy, czyli do Czech. Jeśli chodzi np. o brytyjską muzykę gitarową przełomu wieków, to w Czechach gdzie jest kilka wielkich tłoczni płytowych, tam single były zawsze, nawet te pozornie rzadkie, przeznaczone raczej wyłącznie na wyspiarski rynek. Ja na single zawsze czekałem z niecierpliwością. Oczywiście, to tylko rzewne wspominki, ale mnie singli jest strasznie żal, muzyka coś traci na ich upadku. Mogę wymienić przynajmniej 10 artystów, którzy na b-side’ach zawsze zamieszczali absolutnie rewelacyjne, dopracowane kawałki. A nawet jeśli singiel, poza promowanym potencjalnym hitem zawiera jedynie wątpliwej jakości odrzuty z sesji, to i tak był ciekawą formą. Ja tam żałuję?

  7. @JD
    kiedyś singla na nośniku zastąpi strumień RSS o nazwie „B stream”.

    a jeśli chodzi o miłośników singli, nie zapominajmy o scenie reggae, gdzie masa osób szaleje na punkcie winylowych siódemek (które, co zabawne, podobno przechowuje się i nosi w skrzynkach na narzędzia – bo dokładnie pasują wymiary). w piątek np. byłem na imprezie w warszawskiej Pawiarnii, gdzie wszystko leciało z singli winylowych.

  8. Trochę z innej beczki: przeczytałem, że zespół Snow Patrol wydaje jesienią album, który w specjalnej wersji dostępny będzie jedynie dla użytkowników iPodów Touch i iPhone’ów. Posiadacz jednego z tych urządzeń będzie miał dostęp do wirtualnej książeczki, w której znajdą się specjalne materiały multimedialne. To ciekawy zabieg, bo ktoś wymyślił? „booklet 2.0”, a jednocześnie ruch, który może chyba zostać odebrany jako praktyka monopolistyczna. Chyba, że Apple w jakis sposób partycypuje w kosztach wydania/dystrybucji płyty.