Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

14.10.2008
wtorek

Dzień Otwartego Dostępu / Open Access Day 2008

14 października 2008, wtorek,

Open Access Day 2008

Dzisiaj, po raz pierwszy, jest obchodzony na świecie Dzień Otwartego Dostępu – Open Access Day 2008. Koordynatorami są SPARC, PLoS i Students for Free Culture, a w Polsce inicjatorką obchodów jest Bożena Bednarek-Michalska z EBIBu.

O obchodach pisałem wcześniej na blogu Creative Commons – tam można znaleźć również promocyjny baner, ulotkę i plakat.

Dzień dzisiejszy ma na celu zwiększenie znajomości ruchu Open Access – dla (jeszcze) nieprzekonanych o jego znaczeniu, kilka wyjaśnień.

Ruch Open Access opiera się na bardzo prostym postulacie, wyrażonym w 2001 przez sygnatariuszy Budapest Open Access Initiative:

„[internet] umożliwia zaistnienie dobra publicznego w postaci dystrybucji elektronicznej czasopism typu peer-reviewed w skali globalnej, oraz w pełni wolnego i nieograniczonego dostępu do nich przez wszystkich naukowców, badaczy, nauczycieli, studentów i uczniów, oraz i
inne umysły ciekawe świata”.

Innymi słowy, Open Access jest przełożeniem idei wolnej kultury na sferę nauki oraz jej „krwioobieg”: publikację artykułów naukowych.

Postulat Otwartego Dostępu może być realizowany na dwa podstawowe sposoby: przez czasopisma otwierające swoje archiwa i numery bieżące, oraz przez naukowców udostępniających teksty w otwartych repozytoriach. Na świecie istnieje już kilka tysięcy czasopism OA oraz kilka tysięcy repozytoriów. Tymczasem w Polsce brak repozytoriów, a czasopisma (szczególnie te naprawdę profesjonalnie udostępniane) można niemalże policzyć na palcach. Pytanie, czy Otwarty Dostęp jest nam potrzebny?

Zacznijmy od dostępu elektronicznego jako takiego. Niewiele polskich tytułów naukowych jest obecnie dostępnych w internecie – wiele tytułów zadowala się opublikowaniem w sieci spisów treści. Natomiast duże jednostki naukowe wykupują dostęp do baz zagranicznych. Tu warto dodać, że subskrybując wersje elektroniczne za podobne pieniądze można zwiększyć nawet kilkudziesięciokrotnie liczbę dostępnych tytułów, w porównaniu z subskrypcją wersji papierowych. Dystrybucja elektroniczna jest po prostu tańsza. Mamy więc paradoksalną sytuację, w której łatwiej nam korzystać z dorobku zagranicznego, niż z polskiego, pochowanego w bibliotekach.

Digitalizacja polskich zasobów naukowych jest więc koniecznością – pytanie teraz, czemu robić to w sposób otwarty? Przede wszystkim dlatego, że przeważająca część polskich czasopism naukowych jest finansowana z pieniędzy publicznych. Jako takie powinny więc być dobrem wspólnym – czyli dostępne w modelu Otwartego Dostępu. Wielka kolekcja zagranicznych czasopism elektronicznych jest bardzo przydatna, ale dostęp do niej mają jedynie pracownicy i studenci kilkudziesięciu uniwersytetów i instytucji naukowych. W przypadku Otwartego Dostępu treść, po umieszczeniu w sieci, jest dostępna powszechnie. Wiele wskazuje na to, że model Otwartego Dostępu można też stosować w przypadkach komercyjnych. Ale w Polsce nie mamy takiego dylematu, skoro większość publikacji jest finansowana publicznie.

Gdy byłem na studiach, wszyscy – studenci i wykładowcy – na potęgę kserowaliśmy. Bez punktów ksero, funkcjonujących często w szarej strefie, jeśli chodzi o zgodność z systemem praw autorskich, nie mogła działać edukacja wyższa. Teraz, z tego co wiem, teksty są coraz częściej skanowane i rozsyłane mailami, lub nawet umieszczane na dedykowanych serwerach i serwisach sieciowych. Publikacje naukowe, także polskie, są więc digitalizowane – ale w sposób często nieautoryzowany, oraz również zamknięty.

Myślę, że pora stworzyć alternatywę, która żabim skokiem przeskoczy nad modelami zamkniętymi, i która zapewni powszechny dostęp do polskich publikacji naukowych.

Jeśli doczytaliście do tego miejsca, to zastanawiacie się, co można zrobić? Otwarty Dostęp wymaga wsparcia instytucji, oraz tworzenia repozytoriów: miejsc do systematycznego i uporządkowanego udostępniania treści. Jeśli macie więc kontakt z instytucją naukową, nakłońcie ją do zainteresowania się Otwartym Dostępem oraz rozpoczęcia prac nad tworzeniem repozytoriów i pocedur zapewniających zapełnienie ich tekstami.

Jeśli interesuje Was Otwarty Dostęp do wiedzy, to więcej informacji – wraz z bieżącymi – znajdziecie na prowadzonym przez Justynę Hofmokl Blogu o Otwartym Dostępie (BOA).

Na koniec zapowiedź – żeby nie być gołosłownym: ICM UW i Creative Commons Polska wystartuje niedługo z projektem OA, dotyczącym książek naukowych. Szczegóły wkrótce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Co do studenckich praktyk – dalej kserujemy 😉
    Próbowałam zainteresować BJ dniem Open Access, ale widać jeden mail na tak wielką instytucje nie wystarcza. Szkoda.