Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

18.10.2008
sobota

Nowa książka Lessiga

18 października 2008, sobota,

W USA zadebiutowała nowa książka Lawrence’a Lessiga – „Remix”. Jej fragment zamieścił niedawno „Wall Street Journal”, przy okazji irytując autora nadanym fragmentowi tytułem – „W obronie piractwa”.

Mam wrażenie, że dobrze byłoby wypromować jakąś nową terminologię, bo media mainstreamowe nie są czułe na niuanse i z promowania piractwa musiał też niedawno tłumaczyć się Henry Jenkins. Oczywiście, będzie to trudne, bo określenie „pirat” jest dla jednych obelgą, dla drugich hasłem na sztandarze i wzbudza skrajnie różne odczucia, czasem kojarząc się z nagannym działaniem poza prawem, a innym razem (jak choćby w wypadku twórców Pirate Baya czy Hakimowi Beyowi), raczej z romantyczną wizją bojowników o wolność i równość, wymykających się scentralizowanym aparatom kontroli. Tym bardziej jednak przydałoby się rozszerzyć słownik pojęć, może dzięki temu argumenty osób takich jak Lessig nie byłyby tak często spłycane w publicznej debacie. Ale to na marginesie – teraz kilka słów o książce, której nie czytałem…

W „Remix” Lessig postuluje przede wszystkim deregulację amatorskich remiksów – zwykli ludzie powinni mieć możliwość wykorzystania tworzonych przez zawodowców treści do własnej twórczości. Lessig wspomina, że można tu zadbać o interesy artystów i znaleźć model, który pogodzi obie strony, stając się dla profesjonalistów kolejnym źródłem zysków. Wskazuje na hybrydalne modele ekonomiczne, które dowodzą – jak np. oprogramowanie Open Source – że dzielenie się nie wyklucza zarabiania. Lessig chce też, aby zmienić podejście do kopii, która w XXI wieku nie jest już związanym z kłopotliwym powielaniem, źródłem potencjalnego zysku, ale stanowi podstawę logiki sieci i jako taka nie powinna być obiektem zainteresowania prawa. Sposoby użycia kopii – już tak. Lessig proponuje też uproszczenie systemu prawnego i zwiększenie jego efektywności, oraz wyśmiewa walkę z użytkownikami sieci peer-to-peer, która w ciągu dekady nie zanotowała żadnych sukcesów.

To tyle na podstawie materiałów w sieci, na pdf-a (lub – jak kto woli – przesyłkę z Amazona) trzeba jeszcze poczekać. Za to już teraz dostępny jest do ściągnięcia pierwszy numer posthumanistycznego pisma „H+”. Jego redaktorem jest RU Sirius, znany z pisma „Mondo 2000” i obecności na kartach książki Douglasa Rushkoffa Cyberia (z tego co pamiętam, przed laty zrobiła na mnie ogromne wrażenie – jeśli ktoś jest ciekaw, na ile się zestarzała, może przeczytać ją tutaj). Jeśli chcecie zobaczyć, jak ma wyglądać cyberkultura po internecie, przejrzyjcie „H+” – choć zapewne z polskiej perspektywy trudno uznać ten magazyn za coś więcej niż ciekawostkę z pogranicza SF.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. @rushkoff
    co ciekawe, cyberia wlasnie ukazala sie w polskim tlumaczeniu – i chyba nie ma wyjscia, jak funkcjonowac w polskich warunkach jako ksiazka historyczna! nie wiem, czy takie tlumaczenie ma sens.

    a z „pirata” zrobil nam sie blizniak terminu „haker” – sprawa beznadziejna i raczej nie do odkrecenia

  2. o cyberii nie wiedzialem – rzeczywiscie decyzja wydawcy dosc karkolomna…

    a co do pirata i hakera – wielu osobom hakerzy niestety tez nie kojarza sie najlepiej, nie wiem czy pamietasz jak na konferencji edukacja 2.0 nauczyciele byli zdziwieni, ze – zdaje sie w wystapieniu Grzeska Stunzy – haker moze byc wymieniany jako przyklad pozytywny.

  3. Zastanawia mnie ta obsesja na punkcie odróżniania „amatorów” od „zawodowców” i chętnie bym przeczytał, jak Lessig ją chce uzasadnić (nie wiecie może, co będzie szybciej – przesyłka z Amazona czy wersja CC?). To właśnie jest kluczowe w open source, że nie ma tam takiego rozróżnienia – umiesz dobrze pisać programy, to już jesteś zawodowcem, nawet jak robisz to bezpłatnie, a z zawodu jesteś kucharzem.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. też jestem ciekaw, choć intencja jest jasna: większość produkcji oddolnych jednak nie konkuruje z mainstreamem i jako taka nie powinna być zbyt restrykcyjnie traktowana. pytanie, od jakiego momentu zmienia się klasyfikacja z „am” na „pro” – od jakiejś kwoty, liczby odsłon…

  6. @burlap
    to co kluczowe w open source jest nieprzekladalne na kulture. i dlatego moze jednak ta obsesja ma sens? kod dziala lub nie, i wszystko jasne – z plyta jest zupelnie inaczej. innymi slowy, porownanie drogi do popularnosci tworzczosci np DJ Dangermouse’a (Grey Album) i Shawna Fanninga (Napster) mogloby byc pouczajace.

  7. Tak myślałem, że argument, że oprogramowanie i piosenka to nie to samo, musi się pojawić, mnie też męczy i na pierwszy rzut oka jest tak oczywisty, że tłumaczy wszystko. Mam jednak wątpliwości.

    Bo nie jest tak, że kod, który działa najlepiej to kod, który wszyscy stosują. To niby matematyka, ale przy milionach linii kodu jedyne na co możemy liczyć to kod przyzwoity, o jego stosowaniu decyduje marketing, moda, przyzwyczajenia, zależność od ścieżki, czy co tam jeszcze.

    O popularności utworów artystycznych (dać cudzysłów, nie dać?) też decydują jakieś nieobiektywne kryteria. Można ryzykownie powiedzieć, że wielkie wytwórnie muzyczne i filmowe mają monopol na decydowanie o tym, kto jest profesjonalistą i czyje utwory zasilą kulturę. Podobna jest rola wielkich producentów oprogramowania (liczba mnoga prawie zbędna).

    Podział na profesjonalistów i amatorów jest więc całkowicie sztuczny z powodu braku kryteriów, a taka terminologia przypomina etykietki „piratów” i „hakerów” – coś jest amatorskie, więc ma być chronione inaczej. Jeśli działania amatora są w jakimś stopniu lepsze (bo bardziej mi się podobają na przykład) od działań profesjonalisty, dlaczego mam tego profesjonalistę traktować lepiej? Bo był pierwszy? Jeśli rzeczywiście, to zdążył zarobić swoje, są lepsi, trudno.

    Pisanie tego wszystkiego przed przeczytaniem książki może być oczywiście zupełnie bez sensu, może Lessig przedstawia argumenty tak, że nie będę się mógł nie zgodzić, ale deregulacja amatorskich remiksów to brzmi jak złota klatka – profesjonaliści (a o tym statusie będą dalej arbitralnie decydować jakieś przedsiębiorstwa) automatycznie zlikwidują całą konkurencję.

    Znacznie ciekawiej byłoby pozwolić tym amatorom konkurować na równych prawach, puścić wszystko na żywioł. Prawo autorskie to już jest piramida zgniłych kompromisów, po co dokładać kolejne?

  8. zgadzam sie z przedmowca. kryteriow odroznienia tworczosci amatorskiej od profesjonalnej nie da sie ustalic… wezcie np. to: http://error-lofi.com/wordpress/?p=100 generalnie obstawialbym tworczosc amatorska, ale tak sie rozsmakowalem w dzwiekach lo-fi, ze brzmi mi to bardziej profesjonalnie niz dajmy na to jakas tam producencko dopieszczona plyta u2… chyba tylko sam artysta moglby okreslic czy tak sobie amatorsko przygrywal na gitarze czy tez wlasnie rozpoczal profesjonalna kariere…

  9. @ burlap
    To przeciwstawienie amator – profesjonalista przypomina wątpliwy podział na kulturę niską i wysoką. Prawdopodobnie jest to po prostu cecha naszego sposobu myślenia/postrzegania rzeczywistości, może wpływy modernistycznego myślenia, w którym „wysokie” bardzo się wyodrębniło od „niskiego”.
    W każdym razie warto je stosować, jeśli o coś walczymy – jest łatwiej, bardziej klarownie, jesłi zdefiniujemy „wroga”.