Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

11.12.2008
czwartek

Adaptacje i remiksy

11 grudnia 2008, czwartek,

Marcin Jagodziński opublikował świetny komentarz do dyskusji o piractwie (zorganizowanej przez Gazetę Wyborczą i później opublikowaną na jej łamach). Punktem wyjścia jest pytanie Kamila Przełęckiego:

na czym ma polegać edukacyjna korzyść z remiksowania Pana Tadeusza?

Na które Marcin odpowiada:

na tym, na czym polega korzyść miksowania mazurków (wielokrotnie przemiksowanych przecież wcześniej) przez chopina, przysłów przez anonimowego autora „księgi przysłów”, czy motywów włoskiej architektury renesansowej przez budowniczych krakowskich sukiennic. miałem wrażenie, że jest to dość oczywiste.  mógłbym odpowiedzieć pytaniami, niegrzecznie: jaka jest wartość dzieła, jeśli nie można go miksować? albo: jaka jest strata z miksowania Pana Tadeusza?

Po czym słusznie zauważa, że Kamil Przełęcki był ko-producentem „Pana Tadeusza” Andrzeja Wajdy, czyli filmowego remiksu literatury par excellence.

Marcinowi udało się wyciągnąć sedno sprawy, wokół której krążyła przez pewien czas dyskusja, dotykając tematów związanych z wartością adaptacji / remiksu. Ja starałem się pokazać, że otwartość na adaptację jest ważnym elementem otwartości, obok prostej dostępności dzieła – ale miałem poczucie, że nie do końca było dla wszystkich jasne, dlaczego adaptacje są ważne. Jedna z odpowiedzi brzmi: żeby Wajda mógł nakręcić „Pana Tadeusza”

[Tu warto zaznaczyć, że Marcin odwołuje się do wersji drukowanej dyskusji – która jest tak naprawdę remiksem oryginalnego spotkania. W rzeczywistej dyskusji Kamil Przełęcki nie był tak zachowawczy, jak się Marcinowi wydaje.]

Punkt widzenia Kamila Przełęckiego jest w gruncie rzeczy bardzo ciekawy – bo nie sprzeciwia się wszelkim remiksom: akceptuje adaptacje, które ja (Marcin zapewne też) uznałbym oczywiście za formę remiksu. Jednak taki punkt widzenia rozgranicza wyraźnie adaptację i remiks, granicę wytyczając na linii między kulturą profesjonalną i amatorską, wysoką i niską. Wychwycił to w komentarzu pod wpisem Marcina Radek Zaleski:

To Ty nie wiesz, że Wajda na prawo, bo jest Wieszczem i zna się na Sztuce, a ci gówniarze z youtube’a tylko by hiphopu słuchali?

Inaczej rzecz ujmując, adaptacja jest przewidywalna – remiks nie. A to dlatego, że jest obudowana licznymi „zaworami bezpieczeństwa”, związanymi z reputacją twórcy, funkcjonowaniem utworu w oficjalnym obiegu kulturowym, wymogami źródeł finansowania, itp. Amatorskie remiksy są tymczasem kompletnie anarchiczne – i lądują bezpośrednio w Sieci.

I tym samym wracamy (znów) do edukacji medialnej – której kluczowym zadaniem powinna być nobilitacja / rehabilitacja remiksu. A więc z jednej strony trzeba dawać remikserom podstawowe kompetencje, tak by profesjonalni twórcy adaptacji uznali ich za młodszych, ale równych sobie twórców – a z drugiej edukować o znaczeniu remiksu (który obok wartości kulturowej ma – w przypadku remiksów „amatorskich” – dużą wartość edukacyjną).

Innym rozwiązaniem byłyby ulgi prawne dla remikserów – np. zespół Negativland zaproponował uznanie kolażu (czyli remiksu) za formę dozwolonego użytku.

Lawrence Lessig lubi mówić, że Disney nie pozwala robić innym tego, co sam zrobił z klasyką – remiksować. Można więc wreszcie wyobrazić sobie zasadę (chyba lepiej moralną niż prawną), która skłaniałaby twórców adaptacji do umożliwienia innym dalszych adaptacji. Jednym słowem, niech Andrzej Wajda pozwoli innym robić z „Panem Tadeuszem” to, co sam z nim zrobił.

*

Gazeta Prawna: Minister Zdrojewski zapowiada natężoną dygitalizację w ramach promocji kultury polskiej zagranicą / Jurgi o telewizyjnej „Sondzie” jako utworze osieroconym, zagubionym w archiwach telewizji (mimo starań samych twórców!) / TVN24: nowelizacja ustawy medialnej ma powołać sieciowe Archiwum Misji Publicznej na wzór brytyjskiego BBC Archive / NYTimes magazine: serwis Netflix poprawia wyniki mechanizmu rekomendującego poprzez crowdsourcing

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Jednym z problemów, o czym zresztą wspominał Lessig, jest kwestia określania granic – np. co jest adaptacją, a co remiksem, co trawestacją, co nie itd, i kto w ogóle ma o tym decydować? (bo przecież nie prawnicy). Oczywiście dotyczy to także podziału amatorzy/profesjonaliści.
    Ale z doświadczenia wiem, że nie jest to tylko problem „amatorów”, którzy coś tam sobie miksują w domu, ale także „artystów”. A może nawet przede wszystkim „artystów”, ponieważ przeciętny „amator” zazwyczaj nie zawraca sobie głowy prawami autorskimi. Natomiast studenci akademii zastanawiają się np. nad tym, do jakiego stopnia należy przekształcić font, żeby włączyć go bezpłatnie do projektu albo czy mogą wykorzystać pewien fragment utworu muzycznego w swoich pracach.
    Bliska mi osoba uczestniczyła ostatnio w zajęcach dotyczących praw autorskich (V rok ASP) i niestety na mało które z bardzo szczegółowych pytań prowadzący potrafił odpowiedzieć (o CC również wiedział niewiele).

  2. Jeśli remiksy miałyby wyglądać i brzmieć tak jak wykonanie przez Edytę G. polskiego hymnu – jestem całkowicie po stronie twórców i przeciwko Kulturze 2.0 😉

  3. Taaak? A słyszałeś superremiks ? zmiksowane nagranie hymnu: J. Kaczyński i E. Górniak wykonują razem? Wiesz, że tempo i rytm im się zgadza?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ja odniosłem zupełnie inne wrażenie z wypowiedzi K. Przełęckiego. Nie widziałem w niej rozróżnienia na dopuszczalną adaptację i zakazany remix, ale na wykonywanie tych – identycznych z prawnego punktu widzenia – czynności za zgodą twórców.

    Jeśli twórca wyraża zgodę na wykonywanie przeróbek a priori, to jego wolna wola. Nie można jednak narzucać tego rozwiązania tym twórcom, którzy uważają integralność utworu za jego ogromną wartość i nie godzą się na żadne przeróbki. To, na co wskazywał K. Przełęcki, to potrzeba uszanowania woli takiego twórcy.

  6. @Piotr Barczak

    źle się w tekście wyraziłem – nie jest to punkt wyrażony przez K. Przełęckiego, lecz wynikający z takiego podejścia.

    Odnośnie zgody twórcy sprawa nie jest prosta – bo jak uzyskać zgodę Adama Mickiewicza? Więc do rozróżnienia na adaptację (ok) i remiks (zły) należałoby dodac rozróżnienie na domenę publiczną, jako zbiór treści, co do których nikt nam raczej głowy nie będzie zawracał co do ich integralności (twórcy już dawno nie żyją), oraz utwory objęte prawem autorskim, z którymi potencjalnie może być problem.

    Wszystko więc pięknie, ale jak uszanować wolę Mickiewicza? Logicznie rzecz biorąc należałoby chyba zakazać, na wypadek, wszelkich adaptacji?

  7. @Alek

    Z Twojego podejścia wynika jednak wniosek, że integralność utworu nie jest godna poszanowania.

    Pomijam oczywistą oczywistość, że takie podejście jest sprzeczne z prawem. To co przeszkadza mi bardziej, to odebranie utworowi wszelkich wyższych wartości i sprowadzenie go do kategorii towaru. Oto autorowi, który od początku istnienia prawa autorskiego w Europie (kontynentalnej) korzystał z szeregu uprawnień osobistych, które pozwalały mu na kontrolę nad sposobem korzystania z utworu (łącznie z prawem zakazania korzystania z niego każdemu, łącznie z licencjobiorcami i nabywcami praw majątkowych!) zostaje przy Twoim podejściu pozbawiony wszystkiego, może poza prawem do autorstwa. Dla mnie to jest wylewanie dziecka z kąpielą.

    I jeszcze raz powtarzam. Nie zauważyłem rozróżnienia na dobra adaptację i zły remiks, więc nie chodzi o dodawanie rozróżnień, a o wskazanie rzeczywistych różnic.

    A co do woli Mickiewicza. Nie wiem jaka religia lub jaki kapłan musiałby prać komuś mózg, żeby pomyślał, że Mickiewiczowi przeszkadza to, co ktokolwiek robi współcześnie z jego twórczością. Za to Wajdzie może przeszkadzać. Naprawdę nie widzisz różnicy?

  8. @ Piotr

    Widzę sprawę inaczej: z funkcjonowania kultury w internecie wynika, że w 99% przypadków integralność utworów nie jest ważna dla ich twórców. Czy ktoś czepia się Sejmu Muppetów? Czy pozwy o naruszenia praw autorskich dotyczą integralności utworów? – mogę się mylić, ale mam wrażenie, że raczej kwestii majątkowych. Więc nie chodzi mi o to, co mi się wydaje – tylko jaka jest praktyka, i jak wobec niej kształtować prawo. Osobiście, jako autor szeregu opublikowanych tekstów, oczywiście niezbyt poczytnych, chętnie zgodzę się na dowolną ich manipulację, pod warunkiem, że ktoś wyraźnie właśnie fakt manipulacji oznaczy.

    Nie masz racji twierdząc, że negując znaczenie prawa do intregralności utworu czyni się z niego wyłącznie towar. Nie trzeba utworu utowarowić, by zgodzić się na jego przeróbki – trzeba raczej zaakceptować, że treści kultury są elastyczne i nie podlegają kontroli jednej osoby.

    Sam pisząc o prawach autora dodajesz dwa ograniczenia: czasowe (czas istnienia praw autorskich) i terytorialny (Europa kontynentalna) – wcześniej i poza granicami Europy mamy więc prawnoautorskie ubi leones? Dla mnie prawo autorskie jest jedynie kontraktem społecznym – a nadrzędną wartością jest kultura, której to prawo powinno służyć.

    Z Mickiewiczem doprowadzasz mój argument do absurdu – ale jeśli wieź autora z utworem jest wieczna i niezbywalna, to tak naprawdę nie chodzi o wolę autora, tylko o integralność utworu („wolę utworu”). Tak więc fakt, czy autor żyje, czy nie, jest nieistotny. Tak ujmując sprawę nadal nie widzę za bardzo, jak inaczej chronić integralność dzieła niż przez prewencyjny zakaz.

  9. To Ty podałeś Mickiewicza jako przykład. Nie czuję się więc adresatem zarzutu sprowadzania dyskusji do absurdu.

    Nie przeczę, że większość twórców udostępniających swoją twórczość w sieci nie ma nic przeciwko dowolnemu opracowywaniu swoich utworów przez osoby trzecie (choć odsetek 99% z braku danych traktuję jako figurę retoryczną).

    Jednak po pierwsze, nie wszyscy twórcy rozpowszechniają swoją twórczość via sieć, a po drugie, zawsze pozostaje jeszcze ten jeden procent nie godzących się na dowolne modyfikacje.

    Różnica pomiędzy stanowiskiem Twoim a moim (i jak rozumiem K. Przełęckiego) jest taka, że ja uważam, że to twórca powinien decydować, jak daleko chce pozbawić się kontroli nad stworzonym przez siebie utworem, a Ty chcesz go tej możliwości pozbawić w imię „elastyczności kultury”.

    Kultura, czy owa elastyczność, to duża wartość. Jednak nie widzę powodu, aby w jej imię każdy zmuszony był oddawać swoją twórczość , bez żadnej kontroli, na pastwę ludzi, których inwencja i kreatywność w korzystaniu z cudzego dorobku nie pozwalają zmieścić się w granicach inspiracji lub cytatu. Czy taka swoboda korzystania przysłuży się kulturze bardziej niż obecnie obowiązujący katalog praw osobistych (przy czym w zezwalaniu na opracowania też się go doszukuję)? Nie mam takiego przekonania, choć obecny system również uważam za niepozbawiony wad (np. czas trwania praw majątkowych, wieczystość praw osobistych).