Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

16.12.2008
wtorek

Jamie Olivier i Yochai Benkler: dalsze przykłady Crowdsourcingu

16 grudnia 2008, wtorek,

Nową akcję Jamiego Oliviera, brytyjskiego kucharza (i „działacza żywieniowego”) można określić jako edukacyjny crowdsourcing żywieniowy. Olivier namawia brytyjczyków żeby organizowali imprezy „Pass It On” (przekaż to dalej), w czasie których goście gotują z gospodarzami, ucząc się od nich przepisów. Na stronie projektu jest elegancki system, który pozwala budować coraz to dłuższe „łańcuchy przekazanych przepisów”, zobrazowane jako stoły, przy których u głowy siedzi twórca łańcucha, a dalej kolejne osoby, którym przekazał przepisy. Można zbierać punkty i coraz ładniejsze talerze, jakaś Polka prowadzi nawet obecnie z 33-osobowym łańcuchem, ale to tak naprawdę tylko nieistotne detale.

Projekt „Pass it On” jest częścią kampanii „Ministry of Food”, na którą składa się też program telewizyjny o tym samym tytule. Cel jest prosty: namówić brytyjczyków, by ponownie zaczęli gotować. Tytuł nawiązuje do czasów Drugiej Wojny Światowej, gdy tytułowe „Ministerstwo jedzenia” dbało o dystrybucję racji żywnościowych, ale przede wszystkim uczyło Brytyjczyków, jak w trudnych czasach i przy ograniczonej ilości dostępnego jedzenia żywić się zdrowo. Program telewizyjny jest zapisem szkoleń prowadzonych przez Jamiego w brytyjskim mieście Rotherham. Recenzentka opisuje scenę, w której Jamie odwiedza młodą matkę karmiącą małe dzieci wyłącznie słodyczami – po wyjściu od niej Jamie stwierdza, że widział sieroty z AIDS w Soweto, i były lepiej odżywione.

Można oczywiście cynicznie powiedzieć, że część crowdsourcingowa napędza popularność serialu i sprzedaż książki kucharskiej. Ja widzę to na odwrót – zamiast ograniczać się do działalności komercyjnej i bycia kucharzem-celebrytą, Jamie wykorzystuje popularność swoich programów jako silne narzędzie wspierające akcję społeczną.

Nie wiem, jak jest z żywieniem w Polsce. Podejrzewam, że kiepsko. W wielu rodzinach nie je się niemal żadnych warzyw. W Polsce też przydałoby się takie Ministerstwo. Przewrotna nazwa trafia w sedno sprawy – nie zawsze potrzebujemy oficjalnych Ministerstw, nie ma co się na nie oglądać i narzekać na nieskuteczność ich działań. W wielu kwestiach możemy być własnymi Ministerstwami.

Pytanie oczywiście, na ile ten projekt potrafi przekraczać bariery społeczne – organizując obiady dla znajomych będziemy ciągle poruszać się w swoim kręgu towarzyskim.

Drugi przykład to na razie tylko pomysł. Yochai Benkler wyobraża sobie, że rząd amerykański mógłby zlecić edukację medialną i informatyczną „studentom, nauczycielom, pracownikom umysłowym i wszelkim innym osobom o odpowiedniej wiedzy”. Zalety takiego rozwiązania są dwie: po pierwsze, wykorzystuje się nieformalną wiedzę rozproszoną w społeczeństwie, której nie posiadają zawodowi nauczyciele. Po drugie, buduje się kapitał społeczny, gdyż proces edukacyjny ma charakter rozproszony i nieformalny. Benkler proponuje, by potraktować to również jako sposób na aktywizację osób starszych (wtedy należy pewnie zmienić tematykę) – a także, w czasach kryzysu, jako formę robót publicznych:

Chętnie rozważamy płacenie ludziom za kopanie dróg i lanie cementu. Budują bowiem wówczas naszą infrastrukturę fizyczną. Nie ma powodu, by równie chętnie nie płacić ludziom za nauczanie, uczenie się, i dzielenie wiedzą. Będą wówczas budować infrastrukturę wiedzy.

*

Torrent Freak: BBC odtwarza dźwięk do nagrania z lat 60-ych z kopii amatorskiej (pirackiej?); Polimerek: Brytyjski serwis filtrujący treści blokuje (na krótko) możliwość edycji Wikipedii; ORG: Brytyjski rząd chce wydłużyć okres obowiązywania praw pokrewnych wbrew wynikom analiz.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Czytając o „Ministerstwie jedzenia? dbającym o dystrybucję racji żywnościowych w czasie wojny, zastanawiam się, czy nie czeka nas – z racji nieuchronnego kryzysu – konieczność przemodelowywania stylu życia, aby spełniało wymogi modnego slow life.