Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

28.01.2009
środa

Blogi dorastają – i wrastają w tkankę nowych mediów.

28 stycznia 2009, środa,

Nadrabiając zaległości, przeczytałem tekst (jak się okazało, i można było spodziewać – świetny) z „Economista” sprzed trzech miesięcy na temat przemian blogowania – „Oh, grow up”.

Tekst dotyka kilku kluczowych przemian: z jednej strony komercjalizacji blogowania (blogi korporacyjne, obecność blogów na platformach wszystkich liczących się tytułów medialnych, czy też najpopularniejsze blogi – które same stają się małymi, komercyjnymi tytułami) – a z drugiej rozmycia się sensu blogowania jako czynności, przy jednoczesnej jej popularyzacji.

„Dzisiaj, wielu internautów [bloguje], nie wiedząc, że to robi”.

Chcąc nadawać w świat wiadomości na temat własnego codziennego życia, łatwiej to robić (często w pół-automatyczny sposób) z pomocą Facebooka – lub w dużo mniej czasochłonnej skali z pomocą mikrobloga. „Chyba zostawiłem zasilacz w hotelu” nadaje się na mikrowiadomość, a jako temat wpisu na bloga byłoby zupełnym obciachem.

Tekst wydaje mi się interesujący, bo proponuje nowy sposób mówienia o przemianach miedlanych, niż wszechobecna metafora wzrostu. Economist, opisując w gruncie rzeczy sukces blogów, nie odwołuje się do statystyk pokazujących rosnącą liczbę blogów – sukcesem jest upowszechnienie blogowania, graniczące z zatarciem jego specyfiki. Rzeczy powszechne po prostu przestają być widoczne.

Patrząc na gołe liczby pewnie można wręcz wskazać na kurczenie się „blogosfery” (szczególnie biorąc pod uwagę faktyczną liczbę blogów, a nie rozdmuchane statystyki). I znów, warto odejść od tradycyjnych szablonów, karzących myśleć, że jak mniej, to gorzej, a może nawet upadek i koniec. Nawet skurczona blogosfera jest nadal potężną przestrzenią debaty publicznej. Natomiast wizje blogowania (we w miarę czystej postaci) należy chyba jednak włożyć między bajki – nawet przyjmując wzrost kompetencji i chęci wyrażenia samego siebie w kolejnych pokoleniach.

*

o licencjach CC na blogu warszawskich Zielonych / raport z badań innowacyjności polskiej nauki (być może rozwinie się z niego ciekawy blog o nauce?) / LittleSis, „Facebook dla prominetnych Amerykanów tworzony niezależnie od ich zgody” / Raport zamówiony przez rząd holenderski szacuje zyski z wymiany w sieciach p2p na dwa razy wyższe od ewentualnych strat – a spadające przychody tłumaczy substytucją jednych form kultury (muzyka) innymi (gry komputerowe). Wersja angielska raportu wkrótce / Artur Kurasiński zrobił wywiad z Bartkiem Rusińskim, który od 2000 roku prowadzi niezależny portal kultury independent.pl: „Serwis obywa się bez tradycyjnie rozumianej redakcji. To takie lotne brygady specjalne” / Jacek Karaszewski o doniesieniach ze strefy Gazy – w kontekście mediatyzacji wojny od czasu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku / Digital Foundations: kurs designu używania Adobe Creative Suite w oparciu o formalne ćwiczenia stworzone przez grupę Bauhaus. Do tego na licencji CC BYNCSA / Grupa Monty Python udostępniła swoje filmy na Youtube („uznaliśmy, że pora wziąć sprawy we własne ręce”). Efekt: kolekcja DVD na drugim miejscu listy bestsellerów Amazon, wzrost sprzedaży o 23 000 %.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Informacja o sukcesie (również komercyjnym) kanału Monty Pythona już się przebiła do newsów w sieci, warto nagłośnić ten holenderski raport, który zadaje kłam wydumanym wyliczeniom zarządcom „praw autorskich”.

  2. W tym poście widzę wpływ things magazine 🙂 Fajny pomysł jako uzupełnienie wpisu. Jednak mam taką cichą nadzieję, że poprzednia formuła nie zostanie zastąpiona przez linkowisko.
    pozdrawiam

  3. @make
    raczej nie zastąpi, choć sporo z nią ostatnio flirtuję. mam nadzieję przy tym, że formuła „things” – poprzez krótkie notatki – ma więcej sensu niż bezsensowne linkowski w stylu „automatyczny zasysacz linków z deliciousa do postów”.

    A gdzieś w tle pozostaje (nieodpowiedziane) pytanie, jak dużo warto pisać, jak dużo warto rekomendować, czy więcej znaczy lepiej (a na świecie *tyle* się dzieje), i co robić z buforem informacji, który ciągle trzeba jakoś czyścić (mój obecny model: wyrzucać z tabów przeglądarki do wpisów na blogu).