Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

15.02.2009
niedziela

Dyskusja o przyszłości prasy trwa, c.d.

15 lutego 2009, niedziela,

Mirek pisał niedawno o pomyśle, by uczynić z nich instytucje non-profit fundowane, jak rozumiem, z publicznych pieniędzy. W jednym z komentarzy opublikowanym na stronach NYTimes czytelnik proponuje nieco inny model – prasę opartą na datkach. Słusznie argumentuje, że skoro ludzie z jakichś powodów płacą dobrowolnie napiwki, to dlaczego nie dałoby się stworzyć podobnej mody / przymusu społecznego, płacenia dziennikarzom? Pomysł taki leży u podstaw projektu Vodo, który ma stworzyć mechanizm dobrowolnych opłat zagnieżdżony w popularnych klientach p2p. Twórcy Vodo zakładają, że tworząc dogodne warunki da się wygenerować sensowne zyski z opartych na impulsie opłat widzów. Projekt Vodo opiera się na tezie o ekonomii „post-copyright”, w której nie da się wyegzekwować opłat przymusowych. Pikanterii dodaje fakt, że twórcy projektu są silnie związani z kręgami pirackimi, np. z twórcami serii Steal This Film.

Wracając do przyszłości prasy – Mirek wspomina o mikropłatnościach (tyle że nie dobrowolnych) – poświęca im sporo uwagi Nicholas Carr w długim tekście, w którym twierdzi, że kurczenie się rynku prasowego na skutek bankructwa wielu tytułów zakończy obecny okres przesytu, który wymuszał publikowanie prasy za darmo. Zdaniem Carra opłaty nie będą „mikro”, gdyż byłoby z nimi zbyt wiele zachodu, biorąc pod uwagę efemeryczność treści newsowych, które zazwyczaj czytamy tylko raz. Więc w grę wchodzi raczej jakiś system subskrypcji?

Zastanawiam się, czy w świecie płatnych newsów nie będą one natychmiast piracone? Dla profesjonalnych piratów dystrybuujących w sieciach p2p filmy czy piosenki, powodem do dumy jest prędkość wrzucenia treści w sieć. Być może więc piraci treści prasowych potrafiliby udostępniać bezpłatne wersje w sekundy po ich publikacji?

Inna sprawa, że do końca nie wiadomo, dlaczego jedne treści pojawiają się w sieciach p2p, a drugie nie. Wiadomo, że jednym czynnikiem jest rozmiar plików / przepustowość łączy – stąd wcześniej wymieniano się muzyką, niż filmami. Druga, to popularność – łatwiej znaleźć hollywoodzki blockbuster niż polskie telewizyjne programy edukacyjne. Jednak nie wiem, czemu na przykład użytkownicy sieci p2p nie wymieniają się na potęgę np. materiałami naukowymi?

Oczywiście, jeśli liczba tytułów gwałtownie się skurczy, to te, które przetrwają, będą miały zapewnione duże zyski z publikowania reklam – i być może będą mogły nadal funkcjonować w obecnym, darmowym i legalnym modelu?

PS. Pięć minut za późno (pięć minut po opublikowaniu tego tekstu) uświadomiłem sobie, że popełniłem klasyczny błąd – bujania w zagranicznych obłokach, z dala od polskich realiów. Dzieje się tak, niestety, często (i przydarza nie tylko mnie) – dlatego, że ciekawe analizy pochodzą zazwyczaj z zagranicy. NYTimes to nie Fakt, w polskich warunkach mikropłatności są kompletną fantazją, bo musiałyby mieć postać smsów premium, które nikomu się nie opłacają; nie jest też prawdą, że dziś większość treści jest dostępna online, za darmo, itd. Polska jest też krajem, w których nie istnieje legalny rynek muzyki i filmów online, a co dopiero treści prasowych.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. >Jednak nie wiem, czemu na przykład użytkownicy sieci p2p
    >nie wymieniają się na potęgę np. materiałami naukowymi?

    Studenci Politechniki Wrocławskiej jakiś czas temu zeskanowali dużą część skryptów z pierwszego roku. Teraz można je znaleźć na emule, rapidshare i od czasu do czasu na torrentach.
    Zdaje się, że kryterium wyboru książek była popularność – są to głównie skrypty kursów ogólnouczelnianych, jak również specjalistyczne, ale tylko dla najliczniejszych kierunków.

  2. Owszem, jak najbardziej istnieje u nas legalny rynek treści prasowych on-line. Liderzy rynku walczą dość zacięcie o ten segment: zarówno Fakt/Dziennik (dziennik.pl) jak i Agora (gazeta.pl), jak i pomniejsze redakcje prasowe, nie zapominając przy tym o mediach czysto internetowych (WP, Onet) czy radiach (RMF). To, że na tym rynku walczy się o kliki i odsłony, a nie sprzedaje dostęp, nie znaczy, że nie jest to rynek. TVN i Polsat to też rynek, choć również walczą o oglądalność i wpływy z reklam.

  3. @Lipszyc
    chodziło mi o rynek, na którym klienci płacą za dostęp – nie wyraziłem się jasno. co do dostępności treści prasowych online (albo ich braku) – może się zagalopowałem, ale dużo dużych tytułów jest dostępnych, ale jakby nie do końca, a publikacji bardziej specjalistycznych nie ma. przydzałby się jakiś audyt obecności online polskich mediów.