Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

22.02.2009
niedziela

Jak unikać słowa na „k”

22 lutego 2009, niedziela,

Cory Doctorow zachęcał niedawno czytelników BoingBoinga do rozmawianiu o najważniejszym dziś chyba słowie na „k”, czyli kryzysie: o planach, marzeniach, trudnościach w stawianiu czoła rzeczywistości, i sukcesach. Sam przyznaje, że stan ekonomii zaczyna go stresować, a w tyle głowy myśli jeszcze o stanie środowiska naturalnego.

Jeśli kryzys zawitał na dłużej, to stoimy przed zadaniem wspólnego stworzenia kultury na czas kryzysu. Kultury szeroko pojętej, a więc sposobów rozmawiania o kryzysie, sposobów radzenia sobie z kryzysem, sposobów bawienia się w czasie kryzysu, itp. Na razie kultura kryzysu jest zdominowana przez analizy ekonomiczne, pełne samego słowa „kryzys”. Wszyscy mimowolnie zdobywamy wiedzę o opcjach walutowych, złych kredytach, bankach inwestycyjnych, itd. Myślę, że stać nas na więcej.

Doctorow zauważa ciekawą rzecz:

„to najlepszy okres w historii, by trafiły się nam trudne czasy – okres, w którym nasza zdolność do robienia rzeczy na sposób wykraczający poza tradycyjną ekonomię jest najbardziej rozwinięta. Nigdy nie było jeszcze tak łatwo zebrać się razem dla zabawy, robienia rzeczy lub zmieniania ich stanu”.

Innymi słowy, jak zauważył to mój przyjaciel Jon na swoim mikroblogu:

„nigdy jeszcze tak wiele osób nie pracowało tak ciężko bez żadnego wynagrodzenia”.

Czasy kryzysu na pewno nie będą dobre: to czasy ludzi tracących pracę, kurczących się budżetów domowych, bankructów i trudnych do spłacenia kredytów. Pytanie tylko, jak poradzą sobie z tym ludzie. Dużo mówi się o tym, że kultura internetu jest inna od kultury telewizyjnej – czy odbije się to na przykład na kondycji bezrobotnych? Typowym schematem w przypadku długotrwałego bezrobocia, szczególnie mężczyzn jest poddanie się i apatyczne spędzanie dni przed telewizorem. Miejmy nadzieję, że w przypadku internautów schemat jest inny – bo mają dostęp do interaktywnego medium, i kontakt z innymi ludźmi (a nie tylko z ofertą programową). Oczywiście może się też okazać, że internet nie jest żadnym panaceum (to wiemy zresztą od dawna) i wobec poważnych problemów życiowych na nic się zda interaktywność, poziome sieci komunikacyjne i modele pracy zbiorowej.

Doctorow wspomina o ostatnim (nie tak dużym) kryzysie który go dotknął: upadku bańki dotcomowej w okolicach roku 2000. Twierdzi, że ludzie szybko pogodzili się z myślą, że nagle są dużo biedniesji – i nauczyli się kreatywnie wykorzystywać wolny czas. Czytałem kiedyś tezę, że pęknięcie bańki wyzwoliło kreatywność, która wcześniej była zblokowana w dotcomowych przedsięwzięciach – a która zaowocowała ostatecznie nastaniem bańki web-dwa-zerowej.

Wracając do kultury na czas kryzysu: Momus pod koniec zeszłego roku zaczął pisać stały felieton „The Post-Materialist” na łamach The Moment, bloga New York Times o modzie. Jego zamiarem było

„położyć nacisk na design etyczny i ekologiczny, tak by tanie style życia były znów na fali. W ten sposób ludzie, którzy tracili wszystko mogliby nadal mieć poczucie, że zwyciężają”.

Polecam kilkadziesiąt krótkich esejów Momusa na temat „kultury postmaterialistycznej” (co brzmi dużo lepiej niż „kultura kryzysowa”). Niestety do znalezienia tylko w archiwum – bo restrukturyzacja (w związku z kryzysem) spowodowała koniec współpracy New York Timesa i Momusa. Post-materializm interesuje Momusa od dawna, zresztą dobrze zna on kulturę japońską, która od dekad jest kulturą czasów recesji. Myślę, że wzorów do naśladowania można znaleźć więcej: w kulturze brytyjskiej z czasów Drugiej Wojny Światowej, czy polskiej kulturze niezależnej i podziemnej z czasów komunizmu.

PS. Rozwiązaniem nie jest oczywiście unikanie tego słowa, a tym bardziej zakazy jego używania.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Zadziwiający wątek. Trudno mi wyobrazić sobie recepcję tego tekstu w polskiej populacji. I nie mam tutaj na myśli 10.000 kreatywnych z Warszawy i dalszych 10.000 z miast liczących ponad 250.000 mieszkańców. Wiek < 35. Staram się raczej wyobrazić sobie te pozostałe 35 milionów na dorobku, z zaciśniętymi zębami zaciągające kredyty i spłacające raty w celu objuczenia się przeważnie bezużytecznym technicznym badziewiem, zdesperowanych absolwentów różnych uczelni z kredytem mieszkaniowym i nadzieją na zastąpienie kiedyś ikei czymś bardziej indywidualnym, słowem – staram się wyobrazić sobie może wyniknąć ze zederzenia ewngelii poskonsumpcjonizmu z nie zaspokojonym głodem ogółu.
    Wnioski są niewesołe. Coś tak jakby próbować z architektem Bauhausu w 1927 roku porozmawiać o posmodernizmie.

    Mam wrażenie że tu następuje zderzenie światów.