Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

13.03.2009
piątek

Przyszłość czytelników prasy

13 marca 2009, piątek,

Czytając jeden z wielu pojawiających się artykułów o „końcu gazet” – tym razem Michaela Hirschorna w The Atlantic – uświadomiłem sobie, że nie słychać w tej dyskusji głosów czytelników, mówiących o swoich nawykach i potrzebach. Ci są sprowadzeni co najwyżej do słupków na wykresie pokazującym, że w zeszłym roku po raz pierwszy więcej Amerykanów uważało za ważne źródło informacji internet, a nie telewizję. Dyskusja krąży po pierwsze wokół kondycji finansowej prasy, a po drugiej wokół jakości newsów – i jej ewentualnego spadku, wraz z upadkiem prasy drukowanej.

Brakuje natomiast rozmowy o samym medium, jakim jest wydrukowana gazeta w ręku czytelnika. Hirschorn wspomina o „niedzielnym rytuale czytania gazety”, ale chodzi też o coś więcej niż przyjemność płynąca ze spaceru do kiosku czy szelestu papieru w ręku. Gazeta drukowana pozwala na wizualną kategoryzację tematów (według działów, umieszczonych na kolejnych stronach) oraz ocenę znaczenia treści (poprzez rozmiary artykułów i ich tytułów). Moim zdaniem wydania online, mimo starań działów webowych i wyraźnej poprawy w ostatnich latach, nadal szwankują pod tym względem. Strony gazety z wyraźnymi sygnałami co do znaczenia tematu zostały zastąpione długimi listami tytułów linkujących do tekstów. Rozbite na kolejne strony artykuły nie pozwalają łatwo oszacować ich długości („cała strona – esej – nie czytam”). I tak dalej. Alternatywą mogłyby być mechanizmy społecznościowe (systemy ocen, rekomendacji, itd.) – ale to jednak albo nie to samo, albo jeszcze nie działa odpowiednio. W rezultacie mam poczucie, że online nie czytam tytułów, tylko pojedyncze artykuły – zlepione przeze mnie samego we własny rozproszony tytuł. Tak w sumie miały działać media pull. Czasem jednak tęsknię za redaktorem, którym zamiast mnie skomponuje treści – oraz narzucających rytm życia tytułach ukazujących się w regularnych odstępach.

Hirschorn porusza też temat alternatyw sieciowych – i zauważa, że rozproszone informowanie np. o zamachu terrorystycznym w Mumbaju w zeszłym roku osiągnęło  niespotykany wcześniej poziom i jakość. Hirschorn sugeruje, że Sieć może jednak zastąpić Prasę. Myślę, że przede wszystkim nie należy traktować sprawy zero-jedynkowo. Szereg działów trudno prowadzić w sposób oddolny – ale część da się tak prowadzić bez kłopotu: opinie, felietony, kultura, a do pewnego stopnia także zagranica. Hirschorn zresztą sugeruje, że modelem dla prasy może być hybryda, zawierająca na równych zasadach treści „profesjonalne” i „amatorskie”.

Jeszcze jedna rzecz jest ciekawa – podobno „New York TImesa” (archetypiczny przykład dużej, dobrej gazety) czyta milion osób drukiem i dwadzieście milionów online – mamy więc do czynienia z ciekawym przykładem „free ridingu” – relatywnie niewielka grupa płacących za wydanie papierowe finansuje w dużym stopniu darmową prasę dla dwadzieścia razy większej grupy.

*

Poegle – googlowane wiersze polecone przez Jeża. Jarosław Lipszyc zrobił podobną rzecz z Wikipedią. Od wierszy ciekawszy esej o ich „rodowodzie” – udana próba pokazania remiksu jako zjawiska długiego trwania – oraz koincydencji osób i miejsc / Watermark – uświadmianie ludziom skutków efektu cieplarnianego poprzez wyświetlanie w przestrzeni publicznej prognozowanych przyszłych poziomów morza / Thinking for a Living – „open source design education”

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Ha, a my kiedyś robiliśmy takie „poegle” w starych, analogoeych czasach, na prowadzonych przeze mnie warsztatach poetyckich. To był popisowy numer: ciąłem na krótkie frazy opowiadania (nasze własne), każdy losował z wielkiej czary garść, dostawał papier i klej, żeby utrwalić… i składał wiersz. Wychodziły czasami naprawdę rewelacyjne kawałki. Muszę je odgrzebać i napisać przy okazji na swoim blogu.
    Wiersze przy okazji montowali też różni zaproszeni goście, nie miający żadnego związku z poezją… i też tworzyli fajne rzeczy.