Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

21.03.2009
sobota

Internet ciągle w martwym punkcie debaty publicznej

21 marca 2009, sobota,

Podobno internet zawitał już na dobre pod strzechy – przeprowadzone niedawno badanie „Portret internauty” dowodzi, że przekroczyliśmy symboliczną miarę korzystania z internetu: robi to już 50% Polaków.

Jednak przeglądając dziś Gazetę Wyborczą trafiłem na dwa teksty z rzędu, w którym internet pozostaje niezauważony, lub nie docenia się jego wpływu. Nowe media są nadal w martwym punkcie naszej zbiorowej wyobraźni odnośnie mediów.

Pierwszy tekst to komentarz Marcina Wojciechowskiego na temat telewizji Biełsat, robionej w Polsce telewizji białoruskiej nadawanej przez satelitę, co znacząco ogranicza krąg odbiorców. Wojciechowski pisze:

„Fakt, formuła stacji nie jest doskonała. Ale nikt nie wymyślił lepszej niż Romaszewska.
Biełsat może nadawać tylko przez satelitę, bo europejskie konwencje zakazują nadawania naziemnego na terytorium innych państw bez ich zgody. A Łukaszenka się nie zgodzi. Żadna białoruska kablówka nie przyjmie Biełsatu do swej oferty, bo następnego dnia odwiedzi ją milicja, inspekcja podatkowa, straż pożarna i pod byle pretekstem zamknie.
Jedyną drogą dotarcia pozostaje antena satelitarna, co jest kosztowne i skazuje Biełsat na ułamkową oglądalność. Ale ci, którzy chcą, dostają niezależną informację.”

Zastanawiam się, dlaczego Biełsat nie może nadawać przez Sieć – najlepszym rozwiązaniem byłoby wrzucać audycje na kilka różnych serwisów wideo (dla zachowawczych istnieje opcja postawienia własnego serwisu przez TVP – podejrzewam, że kosztowałoby to mniej niż opłata za nadawanie przez satelitę).

Do tego na tej samej stronie znajduje się artykuł o kubańskim opozycyjnym muzyku Ciro Diaz Penedo, który z pomocą ambasady polskiej w Hawanie wydał płytę z coverami Jacka Kaczmarskiego – dostępną głównie na Youtube.

*

Kilka stron dlaje, w dziale kultura, artykuł (jeszcze niedostępny w Sieci) o spadku czytenictwa: 62% Polaków nie miało w zeszłym roku kontaktu z książką, tak źle było ostatni raz na początku lat 90ych. Autorka tekstu robi krok w dobrym kierunku stwierdzając, że wadą badania Biblioteki Narodowej i OBOP jest nieuwzględnienie książek dostępnych online, np. w bibliotekach cyfrowych. Ale nie zauważa już, że korzystanie z internetu to w dużej mierze czytanie – Naszą Klasę można traktować jako jedną wielką, interaktywną, ilustrowaną powieść. Tymczasem autorka pisze:

„Spadek czytelnictwa o 18 proc. w ciągu dwóch lat może wskazywać, że internet nie wspiera, ale zastępuje papierową książkę”.

I tu docieramy do sedna sprawy – błędem jest utożsamianie czynności (czytanie) z medium pozwalającym je realizować (książka) – co powoduje, że media alternatywne, służące realizacji tej samej czynności, trafiają w martwy punkt. Zauważył to niedawno Clay Shirky w odniesieniu do prasy, stwierdzając:

„Społeczeństwo nie potrzebuje gazet. Potrzebuje dziennikarstwa”.

Oczywiście czytanie książek jest czynnością inną niż czytanie wpisów na forum internetowym – ale czytanie jako takie ma się, jak sądzę, całkiem dobrze, a pożytki płynące np. z czytania wypowiedzi innych osób, choć inne od pożytków z obcowania z literaturą, mogą też być znaczące.

AKTUALIZACJA: Monoio w komentarzach pisze, że internet na Białorusi jest tak drogi, że nadawanie tą drogą nie ma sensu. Moim zdaniem ma – biorąc pod uwagę zbliżający się do zera koszt wrzucenia gotowego już materiału w Sieć, każdy dodatkowy widz oglądający przez internet jest dla stacji zyskiem. Trudno znaleźć wiarygodne dane, ale według Open Net Initiative ktoś jednak na Białorusi z internetu korzysta. A jeśli dostęp rzeczywiście jest problemem, to należy rozważyć wysyłanie na Białoruś pendrive’ów z bieżącymi archiwami nagrań.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Gdyby ktoś w ten sposób zbadał moje czytelnictwo, to też mógłby dojść do strasznych wniosków: wcale nie czytam gazet! A nie czytam, bo gazety to mam w sieci. Nie kupuję prawie wcale, ale czytam wielokrotnie więcej, niż kiedyś, nawet odliczając, fora, blogi, itepe.
    Papierową książkę też rzadko ostatnio mam w ręce, ale co z tego, skoro praktycznie czytam więcej niż kiedyś, jeśli się policzy wszystko. Szczerze mówiąc, czytam wręcz za wiele.

  2. Jeśli chodzi o internet na białorusi polecam ten artykuł: http://odkryjmybialorus.blox.pl/2009/03/Jak-to-jest-z-tym-internetem-na-Bialorusi.html

    Biełtelekom – 1 Mb download / 0.5 Mb upload -> 980 000 rubli białoruskich = 1278 zł

    To powinno rozwiać twoje argumenty odnośnie nadawania Białsatu przez sieć.

  3. Wychodzi tutaj metalność polaskich „dziennikarzy”. Ci ludzie nie potrafią zrozumieć, że są już dinozaurami i już dawno powinni wyginąć. Nie potrafię oglądać TVN24. Po paru minutach przełączam się na CNN bo tam jest zupełnie inny poziom debaty. Jaki naród, taka kultura.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Od czasu kiedy korzystam z sieci czytam znacznie więcej. Gazeta nie jest w stanie zapewnić takiej różnorodności tematów i poglądów jakie znajduję w sieci.

    A wbrew badaniom moje czytanie książek stale rośnie (~25 książek w zeszłym roku, nie licząc tego co musiałem przeczytać na uczelnię).

  6. Po co sie zastanawiac na Bielsat? Ja sie zastanawiam, dlaczego w USA nie moge zobaczyc polskiej telewizji przez Internet. Kiedys bylo to mozliwe, ale teraz juz nie.

    TVP jest z zalozenia telewizja publiczna, wiec powinna byc ogolnodostepna. Rozumiem, ze wiadomosci rowniez objete sa ochrona praw autorskich, ale przeciez nikt nie oglada juz wiadomosci z zeszlego tygodnia. Maja jedynie wartosc archiwalna.

    Dlaczego wiec takie utrudnienia?

    Moze zamiast zastanawiac sie nad ogladalnoscia Bielsat w Ukrainie, trzeba byloby zastanowic sie nad ograniczeniami w samej Polsce. To ladnie pomagac komus wybic sie na niepodleglosc i dojsc do demokracji, ale podstawowa rola panstwa jest troska o swoich wlasnych obywateli, nawet na terenie innych krajow. Jesli zatem TVP jest telewizja panstwowa, to …

    Jak mowic o ograniczniach w sieci, to trzeba zaczac od siebie.

  7. Przepraszam, mialo byc: „na Bialorusi”.

  8. @sl3dziu
    moje badanie wynosi przeszło 3 razy więcej w zeszłym roku, ale to z powodu nadmiaru wolnego czasu 🙂

    @Alek
    Pendrive’y wydają się mało praktyczne – dlaczego nie po prosu stare, poczciwe CD? Mniejszy koszt produkcji i tylko niewiele trudniejszy transport.
    I nie chciałbym potraktować Białorusi niesprawiedliwie, ale podejrzewam, że komputeryzacja tego kraju (pomijając już aspekt Internetu) wygląda tam teraz mniej więcej tak, jak u nas 10 lat temu.

  9. @Misiael
    rzeczywiscie, CD to lepszy pomysl. mozna by je przewozić nanizane na kije od szczotek! (jako przeciwwaga dla pirackich płyt, które podobno płyną ze wschodnich kierunków)

  10. Fajnego masz blogaska cacy rozkminiasz ja duzo czytam ale tylko w necie a nie ksiazki bo nuda ! Se wole na nasza Klase wejsc no i lepiejbo nie same Chlopy a w ksiąszkach trudno cos obczaić .

  11. @Bladaczka
    Biorąc pod uwagę Twój gombrowiczowski nick, to tylko sarkazm, mam nadzieję?
    Bo jeśli nie, to głęboko współczuję.

  12. Czytanie czytaniem. Wspomniane badania są jak dla mnie nierzetelne – chociażby ze względu na brak uwzględnienia internetu. Osobiście uwielbiam czytać słowo drukowane. Pierwszą pozycję zajmują książki. Gazety i czasopisma są daleko. dzieje się tak z dwóch powodów. Podstawowy czyli tempo naszego życia. Drugi nadmiar słowa wyświetlanego (dla odmiany z drukowanym). Korzystając codziennie z dobrodziejstw internetu, zauważam szum informacyjny, którego swego czasu miałem dosyć w telewizji. Otwierając co rano czytnik RSS, przemykam jedynie wzrokiem po interesujących mnie nagłówkach, a należy pamiętać że RSS sam w sobie jest już filtrowany pod użytkownika końcowego. Istotna jest we współczesnych rozważaniach ?jakość? czytelnictwa niż jego ?ilość?.
    Uwzględniając nowoczesne kanały dystrybucji treści można budować statystyki oparte na ilości przeczytanych znaków (odpowiedni do ilości przeczytanych książek). Oczywiście można rozbudowywać narzędzia, podmioty badań.
    Najważniejsze jest zrozumienie zmiany sposobu dystrybucji treści. Na drugim planie – nie mniej ważne – znajduje się poziom merytoryczny publikacji.

    Statystyki są jedynie słupkami liczb – tak na marginesie.

  13. nie ma już OBOPu, od kilku lat jest TNS OBOP

  14. @zy

    slusznie, dzieki za uwage. (linia obrony mogłaby być następująca: czasem mówimy „cola”)?.

  15. Badania czytelnictwa nie badają czynności czytania – czytanie naszej klasy bardziej mi się kojarzy z czytaniem reklamy, a nie o to raczej w owych badaniach chodzi. Czy macie jakiekolwiek informacje dot. badań czytelnictwa w sieci? Literatura, dziennikarstwo, a nie ilość przeczytanych znaków.
    Na marginesie, omijanie internetu jako źródła pokazuje moim zdaniem jak silną pozycję jeszcze w myśleniu o kulturze zajmuje książka…

  16. @Doris
    Z tego co wiem nikt czytelnictwa w sieci nie bada. Sprawa jest ciekawa – gdzie przebiega granica między czytelnictwem, które należy uznać, a „czytaniem reklamy”? Zgodzę się, że w naszej klasie nie ma dużo okazji do czytelnictwa – ale co z blogami? forami internetowymi? itd. Ktoś powinien to przebadać, jak sądzę zespół złożony z badaczy czytelnictwa wspartych 1-2 osobami, którzy wiedzą coś o kulturze sieciowej, by pięknie sobie z zadaniem poradził.

    Co do książki – zgoda. Spycha pewnie nawet w cień znaczące analogowe formy tekstu.