Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

26.03.2009
czwartek

Kocioł nadprodukcji kiedyś się skończy

26 marca 2009, czwartek,

W dodatku do ostatniej „Polityki” jest wywiad z Leszkiem Możdżerem, który nagle stwierdza:

„A tak na marginesie, mam szczere przekonanie, że cała muzyka przepadnie, wszystkie płyty, książki, encyklopedie. Wszystko kiedyś się skończy. Muzyki jest tak dużo na świecie, że dlaczego jeszcze ja mam coś dokładać do tego kotła bulgoczącego z nadprodukcji. Robię to oczywiście, bo lubię zajmować się muzyką, bo jestem w tym dobry, nic innego nie umiem, ale chcę to robić na luzie”.

Stwierdzenie Możdżera jest w paradoksalny sposób wewnętrznie sprzeczne – a jednocześnie sumuje w jednym zdaniu dwa dominujące nastawienia wobec kultury dzisiaj: z jednej strony, że nigdy nie było jej tak wiele – a dziś jest powszechna niczym woda; a z drugiej, że grozi jej rychły koniec i śmierć – wraz z upadkiem dotychczasowych instytucji gwarantujących produkcję i dystrybucję w modelu masowej kultury nadawczej. Muzyki jest tak dużo, a jednocześnie ma przepaść, być może lada moment.

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, co by się stało, gdyby (scenariusz jest mocno hipotetyczny), z dnia na dzień zatrzymała się produkcja kultury. Z punktu widzenia odbiorcy kultury, zasób istniejących utworów jest tak przepastny, że raczej nie groziłaby nikomu kulturowa głodówka. Wystarczy zrobić prosty eksperyment – wypisać wszystkie książki, filmy, płyty, przedstawienia teatralne, gry komputerowe, i tak dalej, które nas interesują (najlepiej zrobić w tym celu dobry research – sęk w tym, że zająłby on pewnie sporo czasu). Następnie podliczyć, ile czasu na nie potrzeba – obstawiam, że więcej, niż przeciętna osoba ma czasu wolnego w życiu, jak nie dwóch.

Oglądałem ostatnio Marię Antoninę. Bohaterka w pewnym momencie wypowiada sławne

„Niech jedzą ciastka!”

(czego zresztą w rzeczywistości zapewne nie powiedziała – a jeśli nawet, to wydźwięk był zupełnie inny, jak twierdzi Wikipedia). Myślę sobie, że gdyby doszło do kulturowego odpowiednika Rewolucji Francuskiej i padłby całkiem dotychczasowy reżim kulturowy, to nie głodowalibyśmy – brakłoby codziennie dopiekanego chleba kulturowego, ale w archiwach byłoby pełno ciastek do jedzenia. A treści, w przeciwieństwie do prawdziwych ciastek, nie zawsze wysychają z czasem.

Oczywiście uczestnictwo w kulturze to więcej niż bierna konsumpcja, i o tym też wspomina Możdżer. Nadprodukcja treści może sprawiać kłopoty dla biernego odbiorcy, ale nie przeszkadza twórcy – ten tworzy dla siebie. Wartość, jaką jest tworzenie, to powód, dla którego pewnie lepiej, żeby kultura się nie skończyła. Ale gdy odróżni się samą kulturę od przemysłów i instytucji kultury – to widać, że tworzyć może zupełnie kto inny: amatorzy. Trudno to zweryfikować, ale mam wrażenie, że kultura amatorska czerpiąca z przepastnych archiwów dotychczas stworzonych treści nie byłaby kulturową pustynią (jak wieszczą czarnowidzowie).

*

Holendrzy traktują sprzęt komputerowy jako dziedzictwo – i zastanawiają się, jak go archiwizować dla potomności.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Nie jestem w stanie nawet polizać bieżącej produkcji z interesujących mnie dziedzin kultury: książki, gier (filmy i muzykę nawet pomijam), a tym bardziej ani być na bieżąco, ani zapoznać się z klasyką, czy tym, co mi uciekło.
    Co jakiś czas kupuję okazyjnie np. najlepsze klasyczne gry. Stoją na półce. Boję się, że tak już pozostanie.

  2. Pomysł „co by się stało” ciekawy, ale czy Możdżer jakoś podpadł, że zasłużył na taką nadinterpretację?
    Bo owszem, powiedział, że to wszystko kiedyś się skończy, ale nie, że skończy się „wraz z upadkiem dotychczasowych instytucji gwarantujących produkcję i dystrybucję w modelu masowej kultury nadawczej”.
    Czytałam cały wywiad – i również nie znalazłam kontekstu „ekonomiczno-produkcyjnego”, raczej bardziej filozoficzny. Jeśli już, stawiałabym na to, że Możdżerowi chodziło o coś, co w przypadku literatury byłoby lękiem pisarza przed wszystkimi napisanymi kiedykolwiek książkami. Czyli (dla osób utożsamiających książki z czytaniem) przed nadprodukcją informacji.

    Jest o tym bardzo fajne opowiadanie Lema w „Dziennikach gwiazdowych” , nazywa się „Profesor A. Dońda”. O tym, i o tym, o czym piszesz :-), czyli powrocie do stanu pierwotnego.

  3. „Zastanawiam się od jakiegoś czasu, co by się stało, gdyby (scenariusz jest mocno hipotetyczny), z dnia na dzień zatrzymała się produkcja kultury.”

    Jakie zadziwiające pojęcie: PRODUKCJA. Produkcja może się istotnie zatrzymać bez praktycznie żadnych konsekwencji dla koneserów malarstwa, czytelników, słuchaczy muzyki, miłośników teatru lub tańca. Klęska będzie dotyczyć natomiast konsumentów produktów „przemysłu kulturalnego” Krytyków, wydawców, lektorów, producentów papieru, wytwórców sprzętu muzycznego i nagłaśniającego, organizatorów festiwali bądć innych spędów.
    Twórczość jest pochodną potrzeby. Ta może być uzewnętrzniana bez konieczności istnienia przemysłu kulturalnego pragnącego na tejże przeweażnie pasożytować.

    Iliada i Odyseja powstały i podbiły świat bez agenta, wydawcy, agencji reklamowej, strategii marketingowej, listy bestsellerów, targów książki i nawidzonego bredzenia zawodowych krytyków. Bez tego że sprzedano prawa do sfilmowania a także do koszulek z Achillesem oraz produkcji maskotki Odysa.

    Być może powrót do kilku dzieł rocznie, dzieł powstałych z potrzeby wewnętrznej a nie wyprodukowanych przez przemysł na zamówienie obsługujących rynek, być może taki powrót wcale nie jest głupi?
    Kto będzie chciał posłuchać Możdżera pójdzie na koncert – i zrobi tym samym tak samo jak robili nasi pradziadkowie gdy pragnęli posłuchać młodego Caruso: wsiadali do pociągu i jechali do Mediolanu. Why not?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @telemach
    No faktycznie, masz rację – w gąszczu akademickiej dyskusji nie zauważyliśmy, że przyjęto błędne założenie – kultury nie produkuje się w fabrykach, jak np. Spodni czy amerykańskich trampek made in China. Owszem, jest coś takiego, jak polsatowska „Fabryka Gwiazd”, ale wszyscy się chyba zgodzimy, że „Targowisko Próżności” byłoby tu trafniejszym tytułem 🙂
    Wróćmy jednak do meritum sprawy – kultura tworzy się niejako samoistnie, w odpowiedzi na ludzką potrzebę estetyki.
    Terry Pratchett w swojej książce „Nauka Świata Dysku” przedstawił kiedyś przestrzeń fazową wszystkich książek, przyjmując rozsądne założenia (że każda książka ma tyle i tyle stron, na nich jest tyle i tyle słów, których liczba też została w miarę logicznie oszacowana). Po wyliczeniu okazało się, że jeszcze bardzo, bardzo długo limit książek „niewymyślonych” się nie wyczerpie. A przecież powyższy szacunek nie uwzględnia m.in rozwoju trendów nauki i – w konsekwencji – powstawania wielu nowych słów, zmiany sposobu myślenia ludzi, która zacznie skutkować inną kompozycją scenariusza i tak dalej.
    Z powyższego można wyciągnąć następujący wniosek: Kultura i jej dorobek, a także potencjał w nim zawarty (przez „potencjał” rozumiem wszystkie niewymyślone dotychczas utwory) ewoluują wraz z człowiekiem, ciągle reagując na jego potrzeby i światopogląd. Oznacza to, że zapas książek nienapisanych, utworów nieskomponowanych, filmów nienakręconych nigdy się nie wyczerpie.
    Cóż, do dosyć krzepiąca myśl, nie uważacie?

  6. Zatrzymanie produkcji kultury nam nie grozi, chyba że zakazano posługiwać się językiem i komunikować ze sobą. A to nam nie grozi.
    Zaś upadku przemysłu się nie obawiam, bo zawsze pozostaje idea „do it yourself” 🙂 oraz rękodzielnictwo Polecam dokument „Homemade nation”

  7. @gosia

    Chyba Możdżera nie z-nad-interpretowałem – fragment z wywiadu (który zresztą dotyczy czegoś zupełnie innego, i dla mnie mniej ciekawego) był punktem odskoczni do własnych pomysłów na koniec kultury.

    ps. dzięki za informację o opowiadaniu Lema.