Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

25.05.2009
poniedziałek

Stare media kontra: piractwo informacyjne, bzdury i histeria, idioci

25 maja 2009, poniedziałek,

Kilka tygodni temu Artur zlinkował do tekstu Michała Kobosko, naczelnego Newsweeka, „Jak robić watę cukrową bez cukru” – na temat śmierci starych mediów, oczywiście z rąk mediów nowych.

Mam wrażenie, że komercyjne media (nie takie znowu „stare”, bo każde z nich ma swoje poletko online), wytoczyły niedawno internetowi wojnę. Powodem było „piractwo informacyjne” – tak prezes PAP, Piotr Skwieciński nazwał darmową reprodukcję informacji medialnych przez portale internetowe. Mamy więc nowy rodzaj piractwa! – i co ciekawe, winni wreszcie nie są sami internauci, tylko poważne, komercyjne przedsięwzięcia. Mamy też, po raz kolejny próbę zdefiniowania konkurencji w kategoriach przestępstwa. Naznaczanie „piractwa informacyjnego” przestaje mi się podobać z chwilą, gdy obejmuje nie tylko zachowania nielegalne, ale też zdaniem definiującego niemoralne – po czym nazywa je kradzieżą, piractwem, itd.

Ale „piractwo informacyjne” (sprawa ciekawa sama w sobie, polecam tekst Vagli na ten temat) to wątek poboczny – bo walczące z nim media wzięły na celownik cały internet. Wszystko opiera się na wielkim uproszczeniu, znanym dobrze z Keena, które zrównuje media komercyjne z profesjonalizmem i jakością, a media nowe z amatorszczyzną i bylejakością. Skwieciński upraszcza tak:

W natłoku informacji wylewających się z mediów, a zwłaszcza z Internetu, łatwo bowiem zapomnieć, że nie biorą się one znikąd. Że ktoś je wytwarza. A ten ktoś to portale społecznościowe, media, a najczęściej agencja prasowa. W Polsce ? PAP.

I tym samym pomija kilka milionów innych źródeł informacji w postaci indywidualnych internautów, oraz tworzonych przez nich oddolnych inicjatyw.

Podobnie uważa Kobosko, pisząc:

Sam z siebie internet wytwarza głównie informacyjną watę cukrową ? kuszącą, acz bezwartościową.

I ten prosty podział zastosowany w obecnych tekstach, na stare-dobre i nowe-złe strasznie mnie, po raz kolejny denerwuje. Mniej więcej w tym samym czasie, co publikacja powyższych tekstów, głosowano w Parlamencie Europejskim nad Pakietem Telekomunikacyjnym, i trwała wielka akcja społeczna w imię obrony praw internautów, zagrożonych przez pewne zapisy zawarte w Pakiecie. Najlepszym źródłem informacji i analiz na ten temat nie są żadne komercyjne tytuły ani agencje prasowe – tylko niezależne źródła online, takie jak francuska La Quadrature du Net. Analiz i komentarzy w mediach „starych” albo w ogóle nie było – albo były stosunkowo płytkie. Konrad Niklewicz z Gazety Wyborczej, któremu chwali się to, że w ogóle zajął się problemem, postanowił przy okazji oczernić internet jako źródło informacji, w stylistyce „Piwo, porno i internet”:

W ostatnich dniach na wielu interentowych forach rozpętała się histeria, że oto Europarlament ma przegłosować szkodliwą dyrektywę, której skutkiem będzie ograniczenie dostępu do internetu i cenzura… Ja juz naprawdę nie wiem, skąd się takie bzdurne plotki biorą.

Znów mamy prosty podział: tradycyjne źródła informacji to źródła eksperckie, a online mamy tylko bzdurne plotki i histerię. Niklewicz może się nie zgadzać z zarzutami krytyków niektórych zapisów Pakietu – ale nie rozumiem, czemu nie traktuje ich jako równych partnerów dialogu, tylko swołocz przybyłą z Sieci.

Pewnie można by tak ciągnąć dalej i długo. Za każdym razem mamy prosty podział, który w gruncie rzeczy sięga wiary sprzed dekady, że internet to inny i obcy świat, zagrażający „światu rzeczywistemu”. Podział, który nie jest w stanie uznać, że nowa, poszerzona sfera komunikacji rządzi się tymi samymi prawami co świat starych mediów – a więc jest zarówno odtwórcza, jak i twórcza.

Życie sprawiło mi dziś nieoczekiwaną puentę, którą wskazał mi Marcin Wilkowski:

Blogi są czymś idiotycznym bo pozwalają każdemu wygłaszać opinie na każdy temat anonimowo. To psuje życie publiczne.

Nie chciałbym nikogo obrażać, ale odnoszę wrażenie, że blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy różne.

To – niestety – opinia Profesora Marcina Króla, opublikowana przez „Dziennik”. Większość blogów, które czytam, raczej nie odważyłyby się opublikować opinii tego rodzaju. Pretekstem była sprawa Kataryny – którą można lubić lub nie, ale nie można jej nazwać idiotą. Co gorsza ten akurat tekst Profesora, którego wiele prac szanuję, nie jest najwyższych lotów. I do tego niepotrzebnie wykracza poza kwestie anonimowości w Sieci, tylko odnosi się ogólniej do sieciowego obiegu informacji, stwierdzając:

każdy idiota ma takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze.

Tak jakby wśród dziennikarzy („prawdziwych”) nie było idiotów, oraz gdyby opasłe tomy na tematy różne, silva rerum, nie były perełkami polskiej kultury pisanej XVI-XVIII wieku. I nagle okazuje się, że w wojnie, którą stare media zadeklarowały nowym, winne jest nie tylko kopiowanie treści (którą można traktować jako nieuczciwą konkurencję), ale także przykłady sieciowej aktywności kulturowej.

*

Może niepotrzebnie się przejmuję – choć kalki pojęciowe forsowane przez media potrafią silnie oddziaływać. Ale do sytuacji dobrze pasuje cytat z Brzechwy:

„Po co wasze swary głupie,

Wnet i tak zginiemy w zupie!”

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Afera z Kataryną to w ogóle osobny wątek, bardzo zabawne, jak „elastyczne” jest stanowisko „Dziennika”, któremu przeszkadza anonimowość blogerów, ale głównie wtedy, kiedy nie korzystają z oferty nawiązania współpracy z redakcją. Oczywiście anonimowość nie może być parawanem, za którym kryją się ludzie rzucający oszczerstwa, ale niech o tym decyduje sąd, a nie w pewnym sensie konkurująca z blogerką redakcja. Kataryna zadeklarowała, że w razie pozwu sądowego ujawni swoją tożsamość. Dlatego mam nadzieję, że teraz to ona pozwie „Dziennik” – przy okazji może debata o anonimowości w internecie weszłaby na bardziej merytoryczny poziom.

  2. Michał Kobosko trochę wtedy, moim zdaniem, zagalopował. Bo w kiosku też można kupić Newsweeka oraz wydawnictwa imć Bubla. Ale nikt na tej podstawie nie stwierdza, że media tradycyjne, to wata bez cukru.

    Jak wszędzie – i w mediach tradycyjnych i w social mediach (kto jeszcze stosuje taki podział?) – są teksty/content głupi i mądry. I nie zależy to od jego nośnika, lecz od jego autora.

    Ostatni tekst P. Krasowskiego był w stylu „najlepszych” wpisów na forum Onetu, ale czy to powinno przekreślać medium w którym było opublikowane? Nie. Przekreśla to raczej w tym przypadku jego autora.

    W tym misz-maszu My/Oni najzabawniejsza jest chyba sytuacja osób pracujących w mediach tradycyjnych oraz – z własnej woli – działających w internecie. Czy to na blogach, czy to mikroblogach.

    Czy będąc w redakcji i pisząc do wydania prasowego są wartościowymi profesjonalistami a tworząc w internecie – zaledwie żałosnymi amatorami?

    Lubię to powiedzenie, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

    Nawet najbardziej zatwardziali zwolennicy mediów tradycyjnych, w nich pracujący, widzą i czują we własnej kieszeni, że ich obecny model ekonomiczny się kończy. Stąd ich nerwowe i mało przemyślane ruchy, gdzie próbują kopać się ze słoniem. I nawet sobie z tego nie zdają sprawy.

    Bo… tak! 🙂 Dziś to social media są koniem a oni tymi, którzy próbują się z nim kopać.

    A wszyscy wiemy czym to się kończy.

    Dziś, aby przetrwać, niestety dla niektórych – trzeba wejść do tego nurtu (ładnie mi wyszło 🙂 – bo to wezbrany nurt przecież 🙂 ). I -o zgrozo! Przestrzegać panujących tam zasad.

    A jedną z nich – jest nieobrażanie bezpodstawnie innych. Bo w mediach tradycyjnych to uchodzi, a w social media – już nie. Bo dostaje się bana i… koniec naszej znajomości 🙂

    Drugą zasadą tam panującą, jest merytoryczność. Albo się ma coś ciekawego i ważnego do powiedzenia i odbiorcy to akceptują, albo nie. I wtedy dostaje się łatkę spamera. I znowu.. ban 🙂

    Oczywiście piszę tu o tej – coraz większej – części social web, która występuje pod imieniem i nazwiskiem budując swoje społeczne relacje w sieci.

    Bo o tym red. Krasowski nie wie (choć na ten temat pisze) – te komentarze na jego forach piszą tzw. dzieci neostrady oraz trolle internetowe, a nie spora część społeczeństwa będąca w social web, którą tak skutecznie obraził 🙂 Oni by tego nie zrobili, bo wiedzą, że w sieci nie ma prawdziwej anonimowości 🙂

    Należy się jednak pocieszać, że social web zmierza – chociażby powtarzając za Jeremiahem Owyangiem, w kierunku, który pozbawi nas, na nasze własne życzenie, sieciowej anonimowości i skończy tego typu dyskusje. http://xrl.us/beqocm

    A co niektórzy „tradycjonaliści” mogliby się zapoznać z przewidywaniami jak będzie wyglądać dostarczanie informacji za 10 lat, bo wtedy może nie popełnialiby takich tekstów jak te, o których pisze na górze autor. http://xrl.us/betzb5 🙂

    W obu cytowanych tekstach zapraszam do ich źródeł.

  3. I niejako na czasie „świeżutka” informacja o tym, że amerykański miesięcznik o prasie kończy swój papierowy żywot:
    http://xrl.us/bet35f

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A przecież tradycyjne media doskonale funkcjonują w internecie i same obniżają swoją powagę, co można łatwo sprawdzić, porównując papierowe i internetowe wydania Gazety i Dziennika (ok, oficjalnie należy rozróżnić Gazetę.pl od Wyborczej.pl, ale w praktyce jest to podział sztuczny).

  6. Skrobałem o tym jakiś czas temu – http://my.opera.com/Jurgi/blog/2009/04/22/balwan-ze-scinkow-walka-o-prawa-czy-kase – bo znowu mam wrażenie, że jak Kali… itd. Jak „państwo redaktorstwo” z „poważnych” mediów korzystają z informacji tworzonych przez bloggerów, zwykle rżnąc bez podania źródła nawet, to jest cacy? Tak naprawdę chyba po prostu zaczynają się bać i walą na oślep, sami nie wiedząc, czy chcieliby iinternautów wykorzystywać jako tanią siłę roboczą, czy też ich wydusić.

    P.S. Podoba mi się dzisiejsze cpatcha: „bbbb”, ja chcę zawsze takie łatwe! 🙂

  7. ?Po co wasze swary głupie,
    Wnet i tak zginiemy w Soupie!? 😉

  8. . prosimy o pilny kontakt w sprawie wyjasnienia niejasnosci i dowiedzenia, ze jednak !fail.

  9. Alek: jestem otwarty i bardzo chętnie się dowiem, czemu udostępnienie WK w wersji zeskanowanej, 6x cięższej od preprinta i przejechanie jej niedoskonałym OCR to świetny pomysł. 🙂

  10. Ja przekornie chciałbym zapytać, czy Wasz (Mirka i Alka) blog pisany pod egidą „Polityki” uważacie za niezależne czy też „zależne” źródło informacji internetowej 🙂

  11. @Jan
    piszę co chcę – więc jak na mój gust niezależne. a Ty jak uważasz?

  12. @Krzysztof
    pamietaj prosze, ze „Otworz ksiazke” nie ma na celu publikacji tylko WK, tylko takze innych ksiazek, obecnie kilkunastu – mam wrazenie, ze ten fakt przegapiles. We wszystkich przypadkach innych niz WK nie ma eleganckiego preprintu dostepnego w sieci, wiec zeskanowanie, zocrowanie, a potem mozolna korekta niedoskonałego OCR jest jedynym sposobem na udostępnienie, nawet jeśli rzeczywiście niedoskonałym (lada moment do skanów dodamy PDFy, choć mogą się Tobie też nie podobać, bo tak ladne, jak oryginalny pdf WK, to na pewno nie beda).

    Mozna sie oczywiscie jeszcze zastanawiac, po co do takiej kolekcji dodawac WK, skoro jest na stronie Marka Futregi – robimy to dla kompletnosci kolekcji, ktora daje sie przeszukiwac jako calosc, i do ktorej zajrza zapewne ludzie, ktorzy nie zajrza na strone z sama ksiazka WK.

    Gdybyś miał uwagi, co mozemy zrobić lepiej, daj proszę znać.

  13. Alek: Pewnie, rozumiem że chcecie publikować różne rzeczy i calkowite normalne jest dla mnie udostępnienie skanów i tekstu po OCR, jednak może warto się zastanowić nad udostępnianiem PDF-a preprintu do downloadu w takich przypadkach?

    Poza tym, może możnaby skorzystać z preprinta (niekoniecznie w PDF, jest przecież też w plain text), zamiast jechać skany OCR-em, a później zgrać go tylko ze skanami?

  14. Poza tym, może w tym przypadku dobrze byłoby wziąć przykład z Zachodu i, podobnie jak Google, udostępniać nie dwie strony na arkusz, a jedną? Nawet jeżeli Wasz skaner by tego nie umożliwiał, to można przecież już po zekanowaniu porozcinać skany. I efekty OCR byłyby lepsze, i czytałoby się wygodniej…

  15. piszę co chcę – więc jak na mój gust niezależne. a Ty jak uważasz?

    @Alek
    Chodzi mi o to, że oprócz tego, że ten wątek i dyskusja są wartościowe i merytoryczne, to wyszło trochę tak, że „Dziennik” i „Newsweek” (bezpośredni konkurent „Polityki”) są „be” a „Polityka” „cacy”. Innymi słowy moje pytanie dotyczy tego, na ile czujecie się w „Kulturze 2.0” redaktorami „Polityki” włączonymi w jej politykę 🙂 i czy ten kontekst dał już kiedyś o sobie znać.

  16. @Jan
    przyznam, że nie czuję się częścią redakcji Polityki – choć współtworzę niezależnego bloga obecnego w „przestrzeni internetu ‚Polityki'”. moze nalezaloby raczej, zachowujac oczywiscie proporcje, traktowac to jako osobny tytul.

    mysle tez sobie, ze moje komentarze sa tak wybiorcze, ze trudno stwierdzic, ze jakis tytul jest wedlug mnie „be”, a jakis „cacy”. interesuja mnie konkretne sprawy. a „Polityka” po prostu nie zabrala jeszcze glosu w tej dyskusji (albo tez ja tego glosu nie zauwazylem).

  17. Tutaj jedynym własciwym dzialaniem jest to co dzieje sie teraz w Gdańsku- czyli naloty do domu i sprawdzanie legalnosci oprogramowania.