Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.05.2009
środa

Stare media kontra (anonimowy) internet, cz. 2

27 maja 2009, środa,

Nie jestem pewien, czy należy temat Kataryny ciągnąć – bo komentowanie w tej sprawie niebezpiecznie przypomina karmienie trolli. Właściwie nie jest to już „sprawa Kataryny” tylko wojna, przede wszystkim „Dziennika” z (anonimowym) internetem. Ale nie mogę się powstrzymać, bo męczy mnie uproszczony sposób, w jaki „Dziennik” portretuje internet (męczy mnie też ciągle – niczym refren kiepskiej piosenki – zdanie „blog jest czymś idiotycznym…”; męczy mnie wreszcie nowa, kiepska piosenka Mezo: „opluj.pl”).

Nie wiem więc, na jakiej podstawie prof. Hołówka stwierdza:

Bo na polskich blogach dominuje ton oczerniający”.

Wiem natomiast, że gdyby przyjrzeć się całej produkcji medialnej w Polsce, zdominowanej przez doniesienia tabloidowe, to prawdziwe byłoby stwierdzenie, że „w polskich mediach dominuje ton oczerniający”. Polecam w poniższym fragmencie zamienić słowo „blogi” na „media komercyjne”, „autorzy informacji” na dziennikarze, i wyrzucić fragment o anonimowości, bo nie jest on tu istotny:

Bardzo często blogi są prowadzone w sposób nierzetelny i naciągany. A autorzy informacji wykorzystują fakt, że są anonimowi i wypuszczają paszkwile lub niesprawiedliwe krytyki wymienianych już z nazwiska osób. Zdają oni sobie sprawę, że nie grożą im za to żadne konsekwencje. Na anonimowych blogach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci.

Jak dla mnie niezły opis debaty publicznej w Polsce, ogólnie rzecz biorąc.

Dodam jeszcze, że nie czytam żadnego bloga, w którym dominuje ton oczerniający. Podejrzewam też, że jeśli spojrzeć poza salon24 (do którego zapewne pije Hołówka), to ton byłby prędzej nudny i banalny. To trochę jak z forum Gazety, o którym panuje opinia, że to największy rynsztok internetu – a którego administratorzy, mający dostęp do statystyk pokazujących faktyczny stan rzeczy, twierdzą, że dominuje tematyka lokalna i samopomocowa, i że dzieje się dużo dobrego.

Może więc, zamiast pytać o zdanie takich ekspertów od internetu jak Krzysztof Ibisz czy Marcin Król, „Dziennik” zamówiłby solidne badanie stanu polskiego internetu, które pokazałoby, czym faktycznie ten internet stoi?

Dziennik jak z karabinu trzaska opiniami (a ich rozpiętość jest imponująca), które wszystkie opierają się na tej samej tezie: internet ma jedno oblicze, i jest nim anonimowy tłum wypisujący bzdury i świństwa na forach i blogach. Myślę, że jest to teza głupia i paskudna.

Anonimowe fora to na ważna przestrzeń internetu, ale nie jedyna. Do tego zjawisko jest w całości wykreowane przez komercyjne media, które wiedzą, że fora z rejestracją byłyby dużo mniej popularne – a potrzebują ruchu na forach, bo przekłada się to na pieniądze reklamodawców. Raz na pewien czas przedstawiciel tych mediów może publicznie ubolewać nad jakością komentarzy – ale w codziennej praktyce mediów nie liczy się w ogóle ich treść, tylko rosnący licznik odsłon.

Poza tym w wielu innych kluczowych przestrzeniach tego internetu ludzie anonimowi nie są: na Naszej Klasie i innych portalach społecznościowych czy Allegro ludzie nie są, nie chcą być i nie mogą być anonimowi.

Jeśli anonimowe komentarze tak „Dziennikowi” przeszkadzają, to rozwiązanie jest proste – można tę opcję z łatwością wyłączyć.

*

Na deser polecam jeszcze jeden cytat, tym razem z flame’a Roberta Krasowskiego, redaktora naczelnego „Dziennika”:

Macie pretensję, że szantażowaliśmy Katarynę, ale prawda jest taka że wysłaliśmy jej informację o tym, że wiemy kim jest i chcemy pogadać. Dla „Lucusiów” to koniec świata, ale drodzy bohaterowie, tak właśnie wygląda prawdziwe dziennikarstwo. Tak się namawia ludzi do przekazywania informacji.

Tak wygląda prawdziwe dziennikarstwo, trochę to przerażające.

*

Dobre komentarze w sprawie napisał też netto (który nawet w tym celu reaktywował chwilowo bloga!):

krasowski monstrualnie przegina w wielu miejscach. fragment o tym, jakie są metody działania dziennikarzy (szantaż) jest obrzydliwy, nawet (zwłaszcza) jeśli szczery. takie historie, w których agent werbuje informatora, strasząc go „bo jak nie pójdziesz na współpracę z nami, to przyjdzie kgb, a znasz ich metody” czytałem do tej pory głównie w powieściach le carre.

i Marta Klimowicz:

Na temat anonimowości w sieci wypowiedziały się osoby, które naprawdę się na tym znają: ks. Adam Boniecki (Jedyną forma anonimowości jaka jest dla mnie dopuszczalna to anonimowość penitenta w konfesjonale), prof. Jacek Hołówka (Osobiście nie czytam blogów), prof. M. Król (Blogi są czymś wręcz idiotycznym – bo pozwalają każdemu wygłaszać opinie na każdy temat anonimowo), prezenter telewizyjny Krzysztof Ibisz (Wiem, że w Azji, aby zamieścić komentarz pod notatką o kimś znanym, trzeba podać swoje dane osobowe) oraz tancerka Edyta Herbuś (Chciałabym poznać tożsamość osób piszących o mnie i komentujacych te doniesienia na różnego rodzaju portalach. To byłoby właściwe). Natomiast sam redaktor naczelny Dziennika dba o poziom i prosi, a internauci natychmiast reagują.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Naprawdę, aż się nie chce komentować. Jeśli dziennikarstwo ma polegać na stosowaniu takich metod, to ja się cieszę, że dziennikarzem jestem tylko niedzielnym i opisuję spotkania dzieci z autorami książek, nie muszę sobie rąk brudzić.
    Gdyby Dziennik posłużył sie takimi metodami do zdemaskowania mafii, czy groźnego gangstera, to rozumiem – cel uświęca. Tu natomiast nie widzę żadnego powodu, dla którego Dz zrobił „wielkie dziennikarskie śledztwo”. Po co? Żeby pokazać że potrafi? Sami przyznają, że to żadna sztuka, bo wiele osob wiedziało wcześniej. Otóż: właśnie po to, żeby coś wymusić. Szantażem, bo to był szantaż i kropka. I to Dz ujawnił dane, a teraz próbuje wmawiać, że wcale nie (bo nic nie powiedział, tylko pokazał palcem, tak?). Dziecinne i żałosne wymówki.

    Zamiast się czepiać blogerów, lepiej by się zajęli poprawieniem idiotyzmów w swoich tekstach: http://my.opera.com/Jurgi/blog/2009/02/20/ptak-z-malborskiego-rozporka

    Acha, zanim czasem ekipa Dziennika rozpęta wielkie śledztwo, kto ja jestem: moją ksywę i prawdziwą tożsamość zna pół miasta i tysiące ludzi w Polsce i na świecie, macie pole do osiągnięć, panowie.

  2. Co do wypowiedzi ekspertów, to John Hartley nazwał to kiedyś „intelligentsia mode of media reception” – taka krytyka na bazie szafowania ogólnikami, bez odniesienia do konkretów, których się nie zna (Hartleyowi chodziło o telewizję i jej krytyków, którzy nie posiadali telewizorów).

    Oczywiście też nie przesadzajmy i nie uromantyczniajmy blogosfery, której poziom jest zróżnicowany, ale afera z Kataryną dla mnie nie jest o sile blogów, tylko przede wszystkim o mankamentach profesjonalnego dziennikarstwa – „Dziennik” zaprezentował się bowiem katastrofalnie.

  3. Cała ta afera jest nakręcana przez „Dziennik” głównie z powodu szumu, jaki zrobił się koło Kataryny. Wiadomo, „Nieważne, jak o tobie mówią, ważne, żeby nie pomylili nazwiska”. Dla mnie podmioty (pomioty?) odpowiedzialne za tę nagonkę na blogi i bloggerów to zgraja zawistnych nikczemników.
    A uogólnienia dyletantów zawsze były najgorszym czarnym pijarem. To dzięki nim gry komputerowe są w oczach opinii publicznej narzędziem do prania mózgów niewinnych dzieci; komiksy – fabułkami dla niedorozwojów; manga i anime – rysunkową pornografią najgorszego rodzaju.
    A blogi siedliskiem frustratów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. proszę państwa, Dziennik to upadająca gazeta, chwytająca się każdego sposobu, żeby narobić wokół siebie trochę szumu. powołując się na „rzetelne dziennikarstwo” sami obnażają swoją nierzetelność, a dobór osób komentujących przypomina pytanie Dody czy Mandaryny o sposób na rozwiązanie problemu głodu w Afryce. Dziennik jak większość prasy podaje argumenty wybrane pod ustaloną wcześniej tezę i jest totalnie stronniczy. wrzucanie wszystkich blogerów do jednego worka (kto oprócz dziennikarzy czyta blogi polityczne? kogoś to interesuje? ja czytam kilkadziesiąt blogów i zaden nie traktuje o polityce) świadczy o ignorancji i niekompetencji dziennikarzy. jednym słowem wiocha.

    obrona przez atak to znana metoda.

  6. Tytuł „Utracona cześć …” był strzałem w dziesiątkę. Heniek B. ze śmiechu kapcie pogubił na cmentarzu. Znów jesteśmy najweselszym barakiem.

  7. Facet przed wejściem do mieszkania trzy razy klaszcze. Kumpel go pyta, o co chodzi. „Odstraszam krokodyle”. „Ale u Ciebie w domu nie ma krokodyli!” „No widzisz!”.
    Ludzie, którzy uważają się za specjalistów i profesjonalistów czują się zagrożeni przez hałaśliwych laików. Mogliby sprawdzić, czy mają w tej ocenie rację, ale musieliby ich poczytać. Nie poczytają, bo po co zajmować się hałaśliwymi laikami? „No widzisz!”. Jeśli jednak na takiego H.L trafią – o co nietrudno – to mają dowód na swoje. Jeśli doliczyć do tego chęć obrony własnej pozycji i popularność oskarżania Internetu o upadek cywilizacji (pisałem o tym dawno, http://blog.cel.agh.edu.pl/?p=83), to możemy wnioskować, że Krasowscy i Królowie tego świata zbudowali blokadę skutecznie uniemożliwiającą im zmianę zdania – teraz i w przyszłości.

  8. Może banalne stwierdzenie, ale jak nie wiadomo, o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze…
    Popyt na papierową prasę spada (ludzie biorą Metro za darmo i czytają te same wiadomości, co w Wyborczej, Dzienniku, etc.),
    coraz więcej osób przekonuje się do wiadomości w Internecie, po które nie trzeba „iść do kiosku”,
    nastąpił swoisty paradoks: prasa spod znaku rzetelnej informacji trzyma się standardowego, szarego papieru, przez co forma newsów jest mniej atrakcyjna, ale tak musi pozostać, bo kolor od razu kojarzy się z fakt’em i innymi podobnymi bruk…cami,
    cały nakład (i pracy i w sensie – ilość) z dnia na dzień pochłania ogrom energii maszyn i ludzi, gdy tymczasem publikowanie w internecie, to obecnie rzecz, którą niemal każdy potrafi dokonać przy niewielkim nakładzie kosztów i energii.
    No cóż… nie jestem obłąkanym zwolennikiem teorii spiskowych, ale chyba coś jest na rzeczy, czy to przez zawiść, czy to w wyniku agonii, niektórzy tzw. dziennikarze starają się szkalować sieć i blogosferę, podkreślając wady tego medium (wiadomo – nic nie jest bez wad), a tym samym próbuje się chyba zmienić oblicze i uprawomocnić negatywną opinię o Internecie w ogóle. Ale to jest walka z wiatrakami – tej masy krytycznej nie sposób już pokonać czy zatrzymać 🙂

  9. Dyżurni eksperci od wszystkiego (duchowny, profesorów dwie sztuki, tancerka i prezenter telewizyjny). Średnia wieku gdzieś w okolicach 55 i to tylko dzięki pani Herbuś. Inżyniera nie zaprosili, albo chociaż syna sąsiada, oświeciłby ekspertów na temat technicznych możliwości albo raczej niemożliwości walki z anonimowością w internecie.
    Z Kataryną póki była anonimowa trzeba było dyskutować na argumenty mniej lub bardziej merytoryczne, albo nie dyskutować wcale. W tym sporcie ogromna część polityków i dziennikarzy nie czuje się mocna. Postanowili zmienić dyscyplinę na bardziej znaną i swojską. „A pani to z tym Kwiatkowskim interesy robiła a na blogu to źle o nim pisała, no znaczy dwulicowa pani jest … „. Mądrze czy głupio pisała nic nie znaczy bo „interesy” robiła.

  10. Czy red. Adam Grzeszak moglby sie odniesc do tego artykulu ?

    Mam na mysli jego kompletnie inne zdanie na ta sprawe oraz na wnioski z niej plynace, wyrazone w artykule „Utracona cześć Kataryny” z dn 25 maja 2009.

    A moze sie myle.. ?

  11. A ja tam wole anonimowe proxy 😛

  12. Ciekaw jestem, Twojego Arek, zdania na moje spostrzeżenia w tej materii http://perturbacje.blogspot.com/2009/05/kataryna-dziennik-i-wojna-z-internetem.html