Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

28.05.2009
czwartek

„Halo, tu jesteśmy!” (albo: są conajmniej dwa internety)

28 maja 2009, czwartek,

Dziennik zasypuje nas bon motami:

„Internet to miejsce wyjątkowo toksyczne” (Piotr Zaremba)

„Internetem rządzą anonimowi donosiciele” (Cezary Michalski)

Czytam kolejne teksty (z niezdrową ekscytacją) coraz bardziej przekonany, że publicyści „Dziennika” korzystają z innego internetu niż ja. I tak chyba rzeczywiście jest – i powinno być. Najwyższa pora wypromować internet w liczbie mnogiej.

Słuszną intuicją wykazał się kiedyś George W. Bush, mówiąc:

„Słyszałem, że pojawiają się plotki w internetach” (wideo)

Piszę to bez przekory – przesadne uogólnianie zazwyczaj jest złym pomysłem, ale w przypadku internetu, który zmaterializował i unaocznił wielką różnorodność wszystkiego na świecie, trzeba wyjątkowo uważać.

Sedno sprawy uchwycił Vagla, pisząc:

Z dziennikarskich komentarzy wyjawia się obraz świata, w którym są tylko oni i banda anonimów, którzy posługują się jedynie wulgaryzmami. Gdyby dziennikarze zaczęli czytać nie tylko swoje własne teksty, ale rozejrzeli się dookoła – znaleźliby sporo materiałów i komentarzy, które odbiegają od wizji szaletu. Ale musieliby zmienić paradygmat. Musieliby uznać, że nie tylko dziennikarz ma coś do powiedzenia i wypowiada to. Instytucjonalna prasa nie ma już monopolu na nazywanie się „mediami”. Tytuły prasowe nie są już organizatorami publicznej debaty (chociaż wciąż chcą, by było inaczej).

Dodałbym jeszcze, że w polskim świecie blogów jakoś nie przyjął się model rozproszony, w którym „blogosfera” to sieć pojedynczych blogów. W zamian mamy sytuację, w której żeby istnieć trzeba być częścią jakiegoś „blogowiska”.

Tu uczciwie przyznam, że poniekąd k20 jest częścią tego trendu – w końcu nasz blog istnieje w ramach portalu „Polityki” (inaczej rzecz się ma z Vaglą, który od dawna, konsekwentnie, jest wolnym strzelcem blogowym. Na szczęście blogi „Polityki” nie są tradycyjnym blogowiskiem – które charakteryzuje się wyraźną barierą pomiędzy „wnętrzem” i „na zewnątrz”. Większość dyskusji, „aktywności blogowej” toczy się więc wewnątrz danej grupy (oraz w odniesieniu, oczywiście, do przekazów „profesjonalnych mediów”.

To oczywiście powoduje homogenizację dyskusji, oraz traktowanie głosów odmiennych od głównego dyskursu danego środowiska za wrogie. Zaremba, symptomatycznie, pisze o „wygnaniu” z Salonu24 osób o nieodpowiednich poglądach. W teorii nie powinno to stanowić żadnego problemu – a jednak praktyka dowodzi, że Polscy blogerzy samodzielnie czują się nieswojo, a ich szanse na bycie zauważonym maleją.

Tu oczywiście nie pomaga praktyka polskich komercyjnych portali, by promować wyłącznie blogi z własnej stajni (chlubnym wyjątkiem są próby takie jak onetowski Blog Roku, który pozostaje „neutralny co do platformy blogowej”).

W wersji radykalnej praktyka ta sprowadza się do niewychylania nosa poza komentarze pod własnymi tekstami. Co ciekawsze, normą jest nieodnoszenie się do komentarzy przez autora tekstu.

*

Zastanawiam się, czemu z uporem maniaka się tym tematem zajmuję. Chyba dlatego, żeby nie oddać pola opiniom, że internet to miejsce toksyczne i idiotyczne. Najwyższa pora na kampanię pozytywną – ta niestety nie będzie równie atrakcyjna medialnie, co „wojna”, którą wieszczy Zaremba.

Odsłonięcie nazwiska Kataryny stało się próbą generalną czy wstępnym bojem przed wielką wojną między zawodowymi dziennikarzami a blogerami.

[Powiało grozą]

*

Osobom zainteresowanym internetami polecam koszulki „I work for the internets”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. A mnie ciekawi, skoro wg Dz Kataryna postępowała tak bardzo nieetycznie, kryjąc się za pseudonimem, tudzież postępując inaczej w sieci a inaczej w realu, skoro taka z niej „paskuda”, to po co Dz chciał ją zwerbować na publicystkę? Ach, chyba sami niechcąco obnażyli swoje lekceważenie etyki.

  2. Dla niektórych powieje grozą jak już nikt tej obwieszczanej wojny nie zauważy.

  3. Dziennikarze mogą machać rękami, tupać w podłogę i wogóle się oburzać na wszystko, ale nie zmienia to faktu, że któregoś dnia obudzą się w świecie, gdzie już nie bedą mieli monopolu na informację. I tylko ich ograniczony światopogląd może im sugerować, że tą ‚niby wojnę’ są w stanie wygrać krzykami i tekstami. A tak naprawdę już dawno ją przegrali, gdy staneli okoniem do nowych technologii. Bo postępu nie są w stanie zatrzymać. I albo się przystosują, albo odejdą.

    PS. internauci do tego postępu też muszą się przyzwyczaić – ale oni przynajmniej tak panicznie się tego nie boją…

    PS2. Polska (i nie tylko, większość krajów na świecie) jest zacofanych w stosunku do pionierów, czyli głównie USA i UK, ale fala tego co się tam dzieje i jak się zmienia dopłynie do wszystkich, nie ma sposobu się przed tym bronić – więc cała ta afera z mojego punktu widzenia jest śmieszna, żałosna i tak naprawdę sztuczna. Bardzo dobra z marketingowego punktu widzenia (o dziwo, dla obu stron), ale jeśli ktoś ją bierze na serio, to radzę usiąść spokojnie i zastanowić się jeszcze raz.. 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Fachowość z jaką Dziennik (zresztą – nie tylko Dziennik) pisze o blogach jest po prostu ilustracją ogólnej fachowości z jaką są pisane artykuły – na dowolny temat – w codziennej prasie. Taki auto-komentarz do sprawy powstaje…

    A smutniejszy komentarz: ale to nie ma znaczenia. Jakość, fachowość, informacyjność tekstów od dobrych paru lat się w ogóle nie liczy. Tak na papierze, jak w sieci.

    PS Ale wielka wojna itd? Wolne żarty…

  6. Mekk:
    lekka przesada. teraz jedziesz na papier jak Król na blogi:/

  7. Dziennik wpisuje się w pewną smutną tradycję – przecież ich Guru już jakiś czas temu stwierdził, że internet to tylko porno i piwo.
    (swoją drogą – ciekawe, czy po aferze z Kataryną „dziennikowi” spadła ‚czytalność’ wśród ludzi przed 30-tką)

  8. ręce opadają. polskie bagno i zacietrzewienie. proponuję zbyć pismaków milczeniem, bo próby podejmowania dyskusji tylko ich podjudzają do kolejnych absurdalnych ataków. wracam do czytania blogów muzycznych i boraksa. i wam też radzę to samo:)

  9. Ja się tam nie przejmuję.

    Kiedyś Internet był ziemią obiecaną dla nielicznych; potem był miejscem, gdzie można znaleźć instrukcje jak zbudować bombę; potem TPSA wprowadziła słynny numer 0-20-21-22 i pięknie się rozwijała radość z dostępu do mnóstwa fajnych rzeczy aż do Neostrady włącznie; teraz jest znów siedliskiem zła…

    Ot, sezonowe wahania nastrojów – raz euforia, raz paranoja. A dla mnie to normalne, chociaż nowe i nadal rozwijające się, środowisko życia.

  10. Wpisy w serwisie internetowym „Dziennika” to małe piwo. Jeśli nie widziałeś, polecam obejrzenie piątkowej porannej rozmowy w TVP1 prowadzonej między Igorem Janke (Rzeczpospolita / Salon24), Robertem Zielińskim (Dziennik) i Tomaszem Szymborskim (SDP).

    Trochę dłuższą i chyba nawet bardziej interesującą jest dyskusja w Onecie między Cezarym Michalskim (Dziennik) i Łukaszem „Galopującym Majorem” (blogger z Salon24). Choć w przypadku tej być może bardziej sensowne jest określenie „przerażająca”.

    W obu przypadkach mam nieodparte wrażenie, że albo jest to część jakiejś miernej medialno-marketingowej gry „Dziennika”, albo to dowód na kompromitujące wręcz niezrozumienie współczesnego Internetu. Nie wiem, co gorsze…

  11. Haha, parafrazując: zapewne niektórzy powiedzieliby, że wstydziliby się pracować w Internecie. 😛

  12. Sam Vagla chyba nie za bardzo uznaje się za blogera? Źródło: http://prawo.vagla.pl/node/8409

  13. faktycznie, co nie przeszkadza, ze wedlug wielu definicji zdecydowanie nim jest

  14. Niki, jakiego boraksa? Davida ze Stanów? Nie znalazłem tam nic ciekawego…