Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

24.08.2009
poniedziałek

Kulturowe ADHD a ekonomia

24 sierpnia 2009, poniedziałek,

Jeden z ciekawszych chyba wątków związanych z ekspansją komputerów na nasze życie podnosi Michael Erard w „Krótkim manifeście o przyszłości uwagi”.

Erard pisze o tym, że być może zastanawiając się nad przyszłością ekonomii zbyt mało miejsca poświęcamy temu, czego deficyt jest największy – uwadze. Pieniądze są wtórne – Anderson daje swoją książkę za darmo, bo chce zwrócić na nią uwagę.

W manifeście – który odbieram jako wyraz nostalgii za czasami, kiedy wszystkiego było mniej i mogliśmy na tę mniejszą ilość rzeczy poświęcać więcej czasu – pojawiają się ekscentryczne, ale ciekawe pomysły, np. by nie dzielić sektorów kultury na branżę literacką, filmową, itd., lecz na działy oczekujące od swoich klientów określonej liczby uwagi. Skoro media konwergują, a treści krążą między różnymi kanałami, może jest to sensowny sposób podziału? Żart rysunkowy, opowiadanie i piosenka pop do jednej przegródki, pięć sezonów „The Wire” i opasła powieść do drugiej. Co zabawne, Erard uważa, że to, co wymaga dużej uwagi, powinno być tańsze. Może wręcz powinno być subsydiowane przez państwo? Walutą mogłaby też być, oprócz pieniędzy, nasza własna uwaga. Chcesz, żeby ktoś przeczytał twój tekst? Czytaj cudze.

Na tym skończę, by nie narazić się na TLDR; jeśli jednak macie luźną chwilę, koniecznie przeczytajcie. A jeśli jesteście koneserami uwagi i chcecie jeszcze więcej, to dorzucam kilka linków o podobnej tematyce:
– świetny tekst Sama Andersona z magazynu „New York”;
Kultura przekąsek – z odsyłaczami do „Wired”;
– wreszcie: „Wyborcza” z (wartościującym) tekstem o przegrzewających się mózgach.

A dla porządku (i bycia w porządku) – informację o tekscie Erarda znalazłem na boingboing.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. To ja dorzucę jeszcze jednego linka: http://goldhaber.org/ Goldhaber był chyba pierwszym z badaczy proponujących ‚ekonomię uwagi’:http://goldhaber.org/blog/?p=197 .

  2. Temat jest interesujący, choć rzeczywiście łatwo obrócić go w nostalgiczny truizm. Z jednej strony nie zgadzam się z powszechną tendencją do reifikowania abstrakcyjnych pojęć, jak wspomniana „uwaga”. Czy chodzi tak naprawdę o „skupienie”, czyli skierowanie większości percepcyjnego potencału na jeden, konkretny tor, czy może o jakieś „postrzeganie” lub „zgłębianie”, czyli procesy, w których najważniejsza jest aktywność interpretacyjna? Ja też posługuję się tymi wszystkimi terminami mocno intuicyjnie.

    Jednak każdy chyba zdaje sobie sprawę z niedoboru „uwagi”, gdy codziennie przychodzi mu korzystać z setek przekazów naraz. Jeśli rozwiązaniem ma być tu zabieg na poziomie czysto fizjologicznym – walnięcie kilku kaw albo napojów energetyzujących, to chyba nie mamy jednak do czynienia z „postrzeganiem”.

    Wątek ten całkiem nieźle wpisuje się, jak sądzę, w interesujące „dyskusje pomocnicze”, jak choćby debaty o realnych możliwościach wykorzystania ekonomii behawioralnej w kotekście walki z efektami kapitalistycznego kryzysu finansowego. Pozornie marginalne kategorie niejednokrotnie działają bardzo ożywczo na humanistyczne rozważania. Ale uprzedmiotowienie uwagi, myślenie o niej jak o potencjalnej „walucie” przypomina mi handel limitami emisji dwutlenku węgla…

  3. Bezsprzecznie należy szukać rozmaitych sposobów radzenia sobie z deficytem czasu i energii. Choć należy pamiętać o powiedzeniu, które choć powala truizmem, szczególnie trudno jest przełożyć na życiową praktykę: robić mniej, ale lepiej.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @JD

    Oczywiście, to strasznie rozmyte, ale jak sam piszesz – potencjalnie ożywcze. Skoro marketing i okolice mocno eksplorują takie tematy jak emocje czy uwaga, to refleksja teoretyczna też pewnie jest w stanie to jakoś dopracować 🙂 Zwłaszcza, że egzotyka zajmowania się uwagą wynika pewnie ze schematów myślenia, do których przywykliśmy. A jeśli np. wrzucimy to na swój sposób dziwacznego Kittlera, dla którego kluczem do definiowania mediów jest zapis czasu i manipulacja nim, to jesteśmy już bliżej „attention”.

  6. re: przegrzewające się mózgi

    ten ktest jak dla mnie dowodzi, że nawet neurokognitywista potrafi pleść bzdury o internecie. znajomość poziomu synaps nie oferuje automatycznie wiedzy nt. zjawisk społecznych i konsumpcji mediów. więc na koniec mamy napuszone, „zdroworozsądkowe” stwierdzenia takie jak:

    ‚Poza tym uwielbiamy chodzić po internecie. Po gapieniu się w telewizor to dziś najbardziej popularny sposób marnowania czasu, teraz już uprawiany przez prawie 1,4 mld ludzi. Zaczynamy od sensacyjnych newsów i przeglądania poczty, a potem godzinami uprawiamy wilfing (od „What Was I Looking For”), czyli błądzimy po sieci bez celu.”

    nie mówiąc o „komputer pozbawia nas naturalnych kontaktów” – komórki (na szczęście?) nie znalazły się na radarze neurokognitywisty.

  7. @Mirek

    Masz rację. Wszystko tu opiera się na znanych schematach i intuicyjnie wyczuwalnych definicjach. Dla mnie Kittler i jego terminy, podobnie jak zmilitaryzowana wizja historii Virilio nie są tu atrakcyjnym odniesieniem, choć na pewno, pod pewnymi względami, dostarczają pewnych ciekawych propozycji wyjaśnień.

    Tak, czy inaczej, ciekaw jestem, czy dzisiejsza psychologia jest w stanie zająć się problemem ‚uwagi’ w kontekście sieci bez wracania do wyeksploatowanych formułek…

  8. @JD, Mirek

    Innym punktem startu niż psychologia może być ekonomia – słyszałem postulaty stworzenia solidnej „ekonomii uwagi” (brak mi kompetencji, by ocenić, czy coś takiego jest realne). Oczywiście nie mogłaby się ona opierać na prostej teorii, że uwaga jest jak pieniądz, lecz oprzeć się na autonomicznej „teorii wartości uwagi”.