Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

26.08.2009
środa

Treści oddolne jak jedzenie

26 sierpnia 2009, środa,

Komisja Europejska, patrząc w przyszłość po programie i2010, poważnie myśli o treściach oddolnych (czyli tzw. User Generated Content). Mirek pisał niedawno o najnowszej wypowiedzi Komisarz Reding, a na liście przyszłych wyzwań, kończących komunikat komisji „Najważniejsze osiągnięcia strategii i2010 w latach 2005-2009” znajduje się:

„Wspieranie kreatywności użytkowników. Nowe środowisko cyfrowe (WEB 2.0 i dalsze wersje) oferuje bezprecedensową szansę uwolnienia kreatywności obywateli Europy. Obecnie internet stanowi interaktywne forum polityczne, tętniącą życiem sieć społeczną oraz niewyczerpane źródło wiedzy. Wraz z wprowadzeniem nowych platform i usług umożliwiających uczestnictwo użytkownicy stali się aktywnymi graczami, producentami lub „prosumentami”, zatem sprawą kluczową jest wprowadzenie nowej polityki celem wspierania kreatywności i uczestnictwa ze strony użytkowników”

Zgadzam się z Mirkiem, że to zmiana znacząca – niemniej nadal wiele osób, inaczej niż Komisja, nie traktuje treści oddolnych poważnie, opowiadając się po stronie stawianych w opozycji wobec nich treści „profesjonalnych” .

Sprawa przypomniała mi się dzisiaj, gdy usłyszałem następujący argument na rzecz tradycyjnych, profesjonalnych treści, porównujący konsumpcję mediów do jedzenia: kto chciałby jeść w restauracji, w której gotują amatorzy?

Rzeczywiście, nikt.

Ale już w warunkach domowych zjemy często rzeczy straszne, z uśmiechem na ustach – liczy się kontekst. Z tego samego powodu oglądamy przenudne nagrania wideo ze ślubów i wczasów.

(na marginesie, chętnie przeczytałbym profesjonalną, filmoznawczą analizę amatorskiej pracy kamery – mam wrażenie, że domorośli kamerzyści wypracowali własny charakterystyczny styl uwzględniający trudności z montażem materiału, a więc oparty na długich ujęciach i zoomowaniu, zamiast cięciach montażowych)

I tak okazuje się, że jedzeniowa metafora, zamiast podważać sens i jakość treści oddolnych, świetnie pokazuje, że w medialnym ekosystemie jest miejsce na treści i takie, i takie, i w różnych sytuacjach chętnie konsumujemy każde z nich. Podobnie jak z jedzeniem – czasem jemy wykwintnie, a czasem nie, czasem z rodziną, a czasem z obcymi pod budką z kebabem, czasem jemy dla smaku, a czasem żeby zapchać brzuch, czasem jemy za darmo, a czasem za duże pieniądze, a kwestia jakości i satysfakcji jest związana, ale nie zdeterminowana przez którykolwiek z tych czynników.

Przy okazji, blogi kulinarne to świetny przykład amatorstwa osiągającego profesjonalną jakość. Dziś przypadkiem trafiłem np. na blog White plate i siostrzany blog o wypiekach, Pracownia wypieków. I przyznam, że nie umiem zrozumieć, co motywuje ich autorkę, by pisać ciekawie o jedzeniu, zamieszczać dobre przepisy i do tego robić świetnie zdjęcia jedzenia (musi to być strasznie pracochłonne).

A takich blogów jest bardzo dużo. Szczególnie jeśli ktoś chce nauczyć się czegoś o kuchniach egzotycznych, to biorąc pod uwagę dość monotonną ofertę książkową, skupioną na Jamie, Nigelli i Bobku (skądinąd książkach bardzo fajnych), może albo zamawiać książki z zagranicy – albo czytać blogi (takie jak wybitne wideoblogi Cooking Korean Food with Maangchi czy VahRehVah).

*

Star Wars Uncut: Amatorzy kręcą remake pierwszych Gwiezdnych Wojen, w kawałkach piętnastusekundowych. Jak wyżej: nieprofesjonalnie, czasem tandetnie, a niemniej miło się to ogląda. /

Lawrence Lessig kończy blogować po siedmiu latach. Wszystko przemija.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. „(…)w warunkach domowych zjemy często rzeczy straszne, z uśmiechem na ustach – liczy się kontekst. Z tego samego powodu oglądamy przenudne nagrania wideo ze ślubów i wczasów.”

    Tandetne treści oddolne będą „smakować” chyba tylko wtedy, gdy – jak w przypadku obiadu rodzinnego czy filmu z wesela – będą konsumowane przez grono najbliższych. Nie wiem czy mają szansę przetrwać na szerszą skalę.

    Chodzi mi o to, że kontekstowość treści oddolnych (czyli fakt, że „smakują” nam one w zależności od kontekstu) nie może jeszcze być argumentem za ich wspieraniem. Zbyt małe grupy ludzi mogłyby z nich skorzystać. Równie dobrze moglibyśmy wspierać tworzenie albumów rodzinnych. (Trzeba by to jeszcze zdefiniować słowo „wsparcie”)

    Dla mnie nadal najważniejsza jest jakość, a nie kontekst (chyba, że oglądam treści wyprodukowane przez moich najbliższych). Ale – co ważne i odnotowane w tym wpisie – jakość ta może być zachowana także przez amatorów. I to dlatego treści oddolne powinny być wspierane – bo często jakością nie odbiegają od „profesionali”:)

  2. A propos amatorskiej pracy kamery. Polecam uwadze film ?Żeby to było ciekawe?? autorstwa Karoliny Dudek i Sławomira Sikory ? pełnometrażowa antropologiczna wypowiedź, której bohaterką jest kamerzystka weselna z Kolbuszowej. W obrazie padają ciekawe opinie na temat szybkiego montażu w filmie weslenym właśnie…

    http://slawomir-sikora.net/index.php?option=com_content&task=view&id=45&Itemid=42

  3. Właśnie sobie uświadomiłam, że czasami to właśnie amatorom ufam czasami bardziej niż profesjonalistom. Właśnie a propos blogów kulinarnych – moim ulubionym jest mojewypieki.blox.pl . Jedna sprawa, że przepisów jest dużo, ale zawsze mam pewność, że potrawa wyjdzie tak, jak autorka napisała. Tak samo jest w przypadku różnych serwisów założonych przez amatorów. Mając kilku ulubionych recenzentów nieraz kupowałam płytę czy książkę patrząc wyłącznie na ocenę przez nich wystawianą, a nie słuchając/czytając wcześniej żadnego fragmentu. Natomiast w magazynach nie zawsze ocenę wystawia recenzent, a właśnie magazyn. A jeśli już recenzja podpisana jest czyimś nazwiskiem, to nie przez tę osobę, z której opinią tak się zgadzam. Dlatego wszelkiego rodzaju blogi „specjalistyczne” cieszą się taką popularnością. Zresztą profesjonaliści też byli amatorami – i nie to gwałtowny przeskok, a łagodne przejście.