Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

10.09.2009
czwartek

Długi ogon vs. serek homogenizowany

10 września 2009, czwartek,

Mój czytnik RSS spłatał mi figla i z jakiegoś powodu wskazał jako aktualny tekst z marca. Nie szkodzi, temat jest ciekawy.

Na blogu Whimsley pojawił się wówczas fascynujący tekst o homogeniczności kultury sieciowej na skutek działania systemów rekomendacji. Argument o (szkodliwej) homogeiczności jest regularnie podnoszony w odniesieniu do sieciowych przestrzeni debat – i sprowadza się do tego, że na Salonie24 czy portalu Frondy nie znajdziesz praktycznie lewicowców, że przestrzenie takie jak fora internetowe wspierają wykształcanie się homogenicznych społęczności wokół wspólnych zainteresowań / treści kultury.

Tekst na Whimsley wskazuje na jeszcze jeden wątek: źródłem homogeniczności mogą być systemy rekomendujące – takie jak w amerykańskich serwisach Amazon i Flickr, ale także systemy społecznościowe, takie jak nasz Wykop. Okazuje się, że w zależności od kształtu dobranego algorytmu, system taki może powodować większą różnorodność doświadczanych treści – lub też homogeniczność doświadczeń. Czyli mamy tu inżynierę społeczną w czystej postaci.

Autor przeprowadza własne symulacje, z których wynika, że paradoksalnie świat online, w którym nie można aż tak łatwo rekomendować sobie nawzajem treści, oferuje każdemu z nas być może mniej bogatą paletę treści – ale za to palety te są bardziej zróżnicowane.

Mam wątpliwości co do symulacji prowadzonych na kilkudziesięciu obiektach – pytanie, czy przekładają się na zbiory złożone z milionów utworów? Ale końcowy wniosek dotyczący warunków, w jakich funkcjonują nisze kulturowe, wydaje mi się słuszny:

„A „niche”, remember, is a protected and hidden recess or cranny, not just another row in a big database. Ecological niches need protection from the surrounding harsh environment if they are to thrive. Simply putting lots of music into a single online iTunes store is no recipe for a broad, niche-friendly culture”.

Jednym słowem, nisze wymagają skrytości.

*

Zastanawiałem się niedawno nad podobnym problemem – czy przypadkiem nie istnieją sytuacje, w których traktowanie informacji jako dobra wspólnego nie jest warunkiem optymalnym i potrzebne są jednak jakieś ograniczenia. Teoria typów dóbr opisuje dobra klubowe, traktowane jako wspólne wewnątrz zamkniętego kręgu „członków klubu”. Pytanie, czy nie istnieją takie typy informacji, które należy opracowywać zbiorowo, ale którym może zaszkodzić masowa dostępność?

Przykładowo, bardzo chciałbym, żeby komuś udało się wypracować (wymaga to dużo oddolnej pracy), społecznościowy serwis katalogujący dziwne i ciekawe miejsca w Warszawie. Jest grupa ludzi, która szuka takich miejsc i pilnie je kolekcjonuje, szukając w mieście czegoś więcej niż biurowców i apartamentowców. Sam chętnie poznałbym trochę magicznych miejsc w dzielnicach, których nie znał – by odbywać do nich wycieczki „poza utartym szlakiem”. Problem jednak z magicznymi miejscami jest taki, że nie służą im zazwyczaj tłumy i masowa popularność.

Wystarczy wspomnieć o niezmiernie modnym bistro naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego, w którym jakość pasztetu i śledzia, wraz z rozmiarem porcji, poleciała na łeb na szyję odkąd lokal stał się sławny (być może to przypadkowa korelacja), a nóżek już chyba w ogóle nie ma gdzie indziej niż w menu.

Zastanawiam się, czy w takich sytuacjach lepszym rozwiązaniem nie byłby serwis zamknięty, klubowy – ceną wstępu mogłoby być zgłoszenie nowego miejsca, zaaprobowanego przez społeczność. Choć przyznam, że trochę niepokoi mnie fakt, że informacja może jednak nie zawsze chce być wolna?

*

Hm Hm Hm. Czytam właśnie „The Social History of the MP3” na Pitchforku, z której wynika, że jednak nie warto uogólniać wniosków z prostego modelowania – autor dość przekonująco pokazuje, że mp3 zdemokratyzowały tworzenie / słuchanie muzyki, a przede wszystkim pozwoliły rozkwitnąć artystom niezależnym – czyli niszowym. Według niego ostatni raz coś równie ważnego wydarzyło się z dystrybucją muzyki gdy pojawiły się czarne płyty długogrające i 7″.

O demokratyzacji muzyki, która w Sieci przestaje być towarem (którym stała się gdzieś w okolicach początku XX wieku), pisze także Wayne and Wax w kontekście procesu Joela Tenenbauma (Studenta oskarżonego o ściąganie muzyki z sieci, a którego obrońca, profesor prawa na Harvardzie Charles Neeson próbował uczynić z procesu szerszą debatę o kulturze sieciowej i prawach użytkowników. Niestety średnio się udało).

*

Tak a propos: rewelacyjny serwis społecznościowy ffffound (służący publikacji fajnej grafiki przez jego użytkowników) – ma już dobre dwa lata (może więcej?), a ciągle nie można się ot tak zainteresować. Nawet gmail wcześniej stał się publiczny! Może to podobna klubowa strategia?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. fffound ma bardziej restrykcyjną metodę niż gmail, zaproszeń i ludzi chętnych je przekazać nie sposób tak łatwo znaleźć w sieci jak to było googlową pocztą. Klubowość fffound chyba nie jest zagraniem marktingowym i kreowaniem zapotrzebowania na produkt, a faktycznie „selekcją” na wejściu, tylko tych, którzy będą generować taki poziom serwisu.