Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

18.09.2009
piątek

Czy grozi nam wstrzymanie produkcji rzeczy nowych?

18 września 2009, piątek,

Czytam u Kazysa Varnelisa:

Moreover, there’s always the dark possibility that given the global continuum that the Internet has brought us, the production of the new has been inhibited.

Warto dodać, że Varnelis ma chyba na myśli „profesjonalną” kulturę: punktem wyjścia są dane pokazujące, że czasy sprzedaży muzyki mamy chyba za sobą.

Ograniczenie produkcji nowości na pierwszy rzut oka brzmi groźnie. Myślę, że eksperyment polegający na wyobrażeniu sobie końca produkcji treści (pomińmy na razie produkcję amatorską) jest całkiem ciekawy. Czy na pewno jest się czego bać?

Varnelis wspomina o badaniach rynku muzycznego – na 13 milionów dostępnych w USA w zeszłym roku 10 milionów nie znalazło nabywcy, a 80% zysku pochodzi z 52 000 utworów. Długi ogon ma się więc dobrze, ale za nim ciągnie się jeszcze dłuższa długi ciąg treści niechcianych.

Może więc zaczęlibyśmy sięgać głębiej w archiwa, każdy z nas uszczknąłby część z tych 10 milionów utworów. Dzisiejsza nadprodukcja kulturowa oznacza, że 400+ filmów pokazanych w tym roku w kilkanaście dni na Festiwalu Era Nowe Horyzonty przeciętny widz oglądałby pewnie z dwa lata. Na brak kultury chyba nie dałoby się narzekać (zakładając, że ktoś zdigitalizowałby dziedzictwo).

Może problemem byłaby archaiczność, niezdolność „starych” treści do opisania współczesnych czasów. Ale McLuhan kiedyś zauważył, że nasza „współczesna” kultura wcale nie jest taka nowa – najprostsze narzędzia mają tysiące lat, popularne media setki, style ubioru dekady, i tak dalej. Naprawdę nowe są tylko wpisy w czytniku RSS.

Do tego wszystkiego warto dodać produkcję amatorską, która mogłaby kwitnąć w najlepsze. Koniec produkcji nowego nie zostanie bowiem spowodowany przez zniszczenie narzędzi produkcji kultury, ani przez nagły uwiąd możliwości twórczych – tylko przez upadek model finansowania instytucji niezbędnych dla produkcji „profesjonalnych” lub jak kto woli, „wysokiej jakości”.

Może więc kultura oparta na przepastnym archiwum  (ogrom dziedzictwa kulturowego pomnożony przez setki państw, kultur, grup etnicznych i języków) ożywianym przez działalność amatorską toczącą się na jego powierzchni nie byłby taki zły?

*

Sprawa nie jest jedynie kwestią intelektualnej zabawy – dziś w Sopocie odbyła się konferencja „Media 2.0” (organizowana przez MKiDN), a na niej często pojawiał się temat „rozwodnienia mediów”.

Rosnąca ilość treści i kanałów dystrybucji to nic nowego. Wyjątkowość obecnej sytuacji polega na tym, że stan mnogości dotknie lada moment telewizji. Po procesie jej cyfryzacji wzrośnie kilkukrotnie liczba programów dostępnych w skali kraju – a to spowoduje, żę rynek się jeszcze bardziej rozdrobni. Utracą przede wszystkim obecni duży gracze, dostępni w skali ogólnopolskiej lub niemal-ogólnopolskiej (TVP 1 i 2, Polsat, TVN, TV Puls) – a już dziś widać, że co roku duże kanały „uniwersalne” tracą na rzecz mniejszych kanałów tematycznych. Spadek oglądalności oznacza dla każdej stacji spadek zysków z reklam, a to z kolei oznacza mniejsze budżety. Dodać należy, że to duże stacje są w Polsce prodcentami treści – ich osłabienie oznacza, że nie będzie miał kto „produkować nowe”.

Co więcej, ponieważ stan pełnej digitalizacji dziedzictwa jest jak na razie marzeniem, i nie ma nawet solidnej oferty sprzedaży treści „rodzimych” online, rozwiązaniem nie będzie zagłębienie się w archiwum, lecz zamówienie treści zagranicznych (zapewne tych tańszych, a więc gorszej jakości).

Problem więc rzeczywiście istnieje, a alternatywa opisana powyżej w rzeczywistości się nie ziści. Choć kwestia wzrostu znaczenia twórczości amatorskiej pozostaje aktualna – na konferencji najwięksi gracze mówili o rosnącym znaczeniu tych treści, o poszukiwaniu sposobów poprawy ich jakości w hybrydalnym modelu amatorsko-profesjonalnym, itd. Nikt chyba tylko nie umie jeszcze złożyć do kupy układanki, w której po jednej stronie mamy zamkniety krąg spadających przychodów, wymuszających spadek profesjonalnej produkji – a z drugiej obietnicę produkcji amatorskiej.

*

Usłyszane na konferencji:

Tomasz Lis: „Zamiast digitalizacji mamy dziś do czynienia z debilizacją kultury”

Anonimowy menedżer portalu: „Content is king. Cash is King Kong”

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Ów anonimowy menedżer portalu to Kazimierz Gródek z Brokera FM.

  2. Ale czy tzw profesjonalna produkcja, szczególnie w galaktyce popu, jest rzeczywiście potrzebna? Czy koniecznie istnieć muszą orkiestry i dyrygenci grający Rubika, i tłoczone oryginalnie płyty, które ten produkt sprzedają?
    Skoro najwięcej filmów (podobno) produkuje się w Nigerii, kręconych i dystrybuowanych jedynie na dvd, to może jest to właściwy kierunek?

    Dodatkowo, ilekroć trafię do przeciętnego polskiego teatru, jestem zszokowany, że taka miernota jest produkowana za tak ciężkie pieniądze.
    Czy potrzbujemy, czy stać nas (państwo) an utrzymanie takiej rzeszy „profesjonalistów”?