Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

14.02.2010
niedziela

Twórcy chcą, żeby im płacić! (Użytkownicy chcą płacić twórcom!!)

14 lutego 2010, niedziela,

W weekendowej „Gazecie wyborczej” przeczytałem o serwisie Flattr, który ma umożliwić płacenie dobrowolnych mikro-opłat twórcom online. Flattr jest nowym projektem Petera Sunde, jednego z twórców Pirate Bay.

Dramatyczny tytuł – „Twórca Pirate Bay: Internauci zapłacą za muzykę” – sugeruje gwałtowną zmianę ideologii, od „bierz co chcesz” do „jeszcze zapłacisz”. W rzeczywistości idea dobrowolnych opłat już od dawna jest promowana przez członków środowiska pirackiego, który najwyraźniej nie sądzą, że wszystko ma być dostępne za darmo – tylko że wszystko ma być dostępne swobodnie, a jeśli da się przy tym zarobić, to tym lepiej.

Flattr to nie jedyny tego rodzaju projekt. Już od conajmniej dwóch lat słychać o Vodo – a na blogu tego projektu przeczytałem jeszcze o VRM, Contingency Market, 1p2u oraz Kachingle. Założenie jest zawsze podobne: internauci mogą dobrowolnie przekazywać drobne sumy członkom wirtualnej organizacji twórców współpracujących z daną platformą techniczną. Organizacja ta następnie dystrybuuje środki swoim członkom – czyli coś w rodzaju organizacji zbiorowego zarządu, tylko nie korzystającej z mechanizmu praw autorskich.

Rozwiązania takie są ciekawe dlatego, że są oszczędne – nie wymagają kupienia czegokolwiek (zbędnego): płyty, koszulki, itd., pozwalają po prostu zapłacić twórcy (teoretycznie za treści konsumowane online, ale w praktyce można komuś zapłacić wyłącznie za to, że się go lubi).

Wszystkie projekty są ciągle w głębokiej fazie beta, więc kwestia, czy da się przekonać internautów do mikropłatności (próby trwają od lat, bez skutku) pozostaje otwarta. Myślę, że paradoksalnie może się to prędzej udać piratom niż „zwykłym” biznesom sieciowym – mogą oni stosować argument długu wdzięczności, zaciągniętego przez ściąganie treści z sieci. Choć, jeśli dobrze rozumiem, systemy takie jak Flattr mogą też być podczepiane pod serwisy twórców, które dobrowolnie udostępniają treści (np. pod blogi).

Tu warto wspomnieć o projekcie Kickstarter – który pozwala finansować w rozproszony sposób twórczość (czyli coś na kształt Sellaband znanego w Polsce dzięki Julii Marcel, tylko nie ograniczonego do muzyki). Takich projektów było już wiele, i pewnie trzeba poczekać dłużej niż kilka miesięcy, by mieć pewność, czy idea chwyciła. Ale wystarczy chwilę poklikać, by poczuć siłę społeczności Kickstartera, która co i rusz funduje projekty na kilka lub kilkanaście tysięcy dolarów. Być może to wpływ kryzysu, który przycisnął wiele osób do ściany i uświadomił, że twórcy muszą z czegoś żyć? Lub też przybierającego na sile „makers movement”, ruchu opartego na rzemieślniczej produkcji dóbr w małych nakładach (a takie projekty finansują często inwestorzy na Kickstarterze).

Tak jakby uczestniczący w Kickstarterze internauci czuli intuicyjnie to samo, co mówią organizacje twórców – że twórczość, a w szczególności twórczość dostępną za darmo – trzeba jakoś finansować. Różnica polega oczywiście na tym, że wypracowywany w ramach Kickstartera model finansowania jest dużo lepiej skrojony do potrzeb dzisiejszych użytkowników.

*

Przy okazji, Nick Carr linkuje do dwóch tekstów, w New York Times i The Atlantic, które dowodzą, że płacimy coraz więcej za konsumpcję mediów. Pieniądze te jednak idą do pośredników zapewniających nam usługi telekomunikacyjne (czyli na abonamenty telewizji kablowej, internetu, itd.), a nie do twórców i pośredników dostarczających treści. (Chętnie poznałbym podobne dane dla Polski).

Na zdrowy rozum rozwiązanie jest więc proste – należy doprowadzić do redystrybucji środków pobieranych przez pośredników pierwszego rodzaju, lub ewentualnie dodać opłatę finansującą twórców i pośredników drugiego rodzaju, podłączoną pod opłaty dla tych pierwszych.

*

A Carr, naśmiewając się ze sloganu „Information wants to be free” zapomina, jak brzmiało pełne zdanie wypowiedziane przez Stewarta Branda:

On the one hand information wants to be expensive, because it’s so valuable. The right information in the right place just changes your life. On the other hand, information wants to be free, because the cost of getting it out is getting lower and lower all the time. So you have these two fighting against each other.

I tak cała powyższa historia po raz kolejny ilustruje spryt Branda, który w 1984 roku doszedł do wniosku, że rozwój Sieci będzie napędzać ambiwalentna natura informacji, która chce wolna / darmowa oraz cenna / droga zarazem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. I to jest sensowny model, na który czekam, czekam, i doczekać się nie mogę. Jestem jak najbardziej za płaceniem twórcom – i jeśli tylko mam okazję, płacę za twórczość artystów których cenię – choćby biletami na koncert, gdyż w ten sposób 20 złotych wydanych na bilet trafia w większej części do kieszeni artysty. Sponsorować wydawców i sieci dystrybucji, odwdzięczających się za to próbami zamknięcia mnie do więzienia, odebrania mi wszystkiego co mam, i zalewających mnie z każdej strony chłamem którego słuchać nie mam najmniejszej ochoty, po prostu nie mam zamiaru. Czterdzieści złotych wydanych na CD z muzyką jest z mojej perspektywy kwotą kilkukrotnie zmarnowaną – po pierwsze, nie posiadam i nie mam ochoty posiadać odtwarzacza CD, a ripowanie płyty na komputerze to dodatkowy kłopot. Po drugie, często się przeprowadzam, więc wolę minimalizować ilość posiadanych przedmiotów. Po trzecie i najważniejsze, ze względu na to, że po kupieniu płyty zawalają mi tylko miejsce, nie przejmuję się zbytnio gdy ktoś kto pożyczył ode mnie album, nie odda go. Płacę więc, a mimo to staję się przestępcą. Wolę iść na koncert, przekazując muzykowi więcej pieniędzy, niż gdybym kupił całą jego dyskografię.
    Ale ten model płatności szybko nie stanie się powszechny – zbyt wielu ludzi zarabiających po kilka milionów dolarów rocznie ma w tym interes, aby tak się nie stało. Cóż za problem dla wielkiej wytwórni kupić sobie głosy kilku ministrów, kilku urzędników i kilkuset posłów? Mała inwestycja, czysty zysk, i już biedni artyści są chronieni przed rujnowaniem ich przez piratów.

  2. Arbitralne ustalanie opłat, jakie chcemy uiścić za dany produkt/usługę jest prawdopodobnie jedyną drogą do zmiany potocznej percepcji siły pieniądza. Z drugiej strony, niebywale smutnym jest fakt, że kapitalizm głownego nurtu przystosowuje się do tej sytuacji bardzo dobrze i bardzo cynicznie. Przykłady:”demokratyczny” marketing a la Radiohead, typowa fonograficzna strategia Sellaband, marketinogowa narracja sektora „uspołecznionej” bankowości, retoryka ekologiczna producentów samochodów, instytucje trzeciego sektora afiliowane przy bankach etc. Dajesz ile chcesz, zawsze dostajesz bardzo dużo. To trochę tak, jakby słynna „Koalicja Browarów na rzecz bezpieczeństwa na droach” prowadziła podczas piwno-koncertowego festynu kwestę, by sfinansować operację ofiary głośnego wypadku…
    Konkluzją, jaką można wyprowadzić z większości dyskusji na tym blogu może być stwierdzenie: nie istnieje nowoczesny przejaw myślenia ekonomicznego mogacy zastąpić kapitalistyczny mechanizm. Słuszne to chyba podejście, dalekie od utopijnej histerii i perspektywiczne, jako rodzaj „pracy u podstaw”.
    Ale dlaczego w Polsce nie da sie np. poprowadzić zwykłej kawiarni lub kiosku na zasadach PARECONU, a skandaliczny raport Erns&Young oparty na błędach formalnych jest oficjalnie uznawany za słuszną wizję rozwoju nauki i szkolnictwa wyższego? Nie jestem ekonomistą, lecz sądzę, że nadzorcza pasja tego państwa doprowadzi w końcu do totalnego rozkładu mechanizmu, na bazie którego powstaje krajowy budżet. Mówi się o „liberalizacji” przepisów wiążących rece przedsiębiorcom, ale problem tkwi w… ogóle. Otóż, dlaczego każdy wykonujący pracę z intencją otrzymania za nią tak, czy inaczej rozumianego „wynagrodzenia”, winien podlegać ewidencji tożsamej z finansowymi zobowiązaniami wobec instytucji? Jestem ciekaw, czy można dokonać swoistej dekryminalizacji szarej strefy, nie wystawiając jej jednocześnie ekspansyjnym ciągotom rynku. Nie chcesz się rozwijać, zarabiać pięc razy więcej, tworzyć holdingów itp. – OK, działaj, jak działasz. Taki komunikat może pozowliłby przenieść „uznaniowy” tryb płatności również do rzeczywistego (nie-internetowego sektora handlu i usług). Nie naruszamy swoich granic, a zamiast tworzyć skorumpowany trzeci sektor, formujemy autonomię ekonomiczną niespecjalnie atrakcyjną dla kapitalizmu głównego nurtu ze względu na niezbyt wysoką alokację i dynamikę transakcji nieadekwatną do ambicji rynku. Kilkoro badaczy już sugerowało tego typu rozwiązania, ale czy to się da zrobić? Krótko mówiąc, czy możliwe jest zaistnienie licznej formacji społecznej, której członkowie nie chcieliby zarabiać więcej i więcej? Z góry przepraszam za naiwność.

  3. Chyba miała być „akumulacja” zamiast „alokacji”. Przepraszam za wyjątkowo swobodne posługiwanie się pewnymi ekonomicznymi terminami, mam nadzieję, że intencja w tym przypadku pozostaje zrozumiała. W każdym razie, naprawdę rozumiem tradycyjne znaczenie tych pojęć… Przepraszam też za liczne literówki, zwykły pośpiech jest im winien.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To bardzo piękna idea. Ciekawe czy pozwoli na sfinansowanie reportaży Jagielskiego.

  6. Świadomość, że konsumpcja mediów jest coraz droższa (przy jednoczesnej pauperyzacji tych, którzy tworzą ich zawartość) nie jest powszechna, ba – można zaryzykować twierdzenie, że umyka ogólnej percepcji. System nastawiony jest na przechytrzenie zdrowego rozsądku konsumenta, ten zaś lekko zbaraniały dziwi się, dlaczego wszystko jest takie drogie, skoro takie tanie. Z drugiej strony: altruizm nie jest odporny na zakusy tych, którzy dostrzegają w nim szansę na maksymalizację zysków. Nie jest, ponieważ rzeczy rzadko są tym, na co wyglądają. Doskonałym przykładem jest przejęcie blogosfery przez marketing.

    Ach, czy ja akurat w swoim wolnym czasie, za swoje pieniądze, ponosząc opłatę za prąd, opłacając dostarczyciela dostępu do internetu nie dostarczam w tej chwili (wraz z innymi dyskutantami) bezpłatnego „contentu” redakcji Polityki utrzymującej (naturalnie bez pobierania opłat) to sympatyczne miejsce?

  7. Good overview of the social micropayment scene.

    *** Kachingle is live as of Feb 14th! ***

    Please visit our Kachingle at http://www.kachingle.com or check out the Kachingle Medallion on http://www.carta.info — one of our many Kachingle-enabled content sites.

    Thanks.

    Cynthia the Chief Kachingler
    Founder, Kachingle
    cynthia@kachingle.com

    (please forgive me for writing this in English)

  8. @Zaleski
    W pryncypie tak.
    Zresztą obecnie Jagielski już w tym modelu pracuje (jeśli mnie intuicja nie myli) – jego reportaże powstają dzięki dobrowolnym, nie kalkulującym się ekonomicznie wkładom (tyle że czynionym przez jego pracodawcę, a nie chmarę czytelników).

  9. Chciałem poinformować, że Kachingle poszedł na żywo 14 lutego!