Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

31.03.2010
środa

Dostępność kontra przystępność

31 marca 2010, środa,

W zeszłym tygodniu uczestniczyłem, w ramach Kongresu Praw Obywatelskich, w organizowanej przez KOED sesji dotyczącej prawa do wiedzy. Jeden z panelistów, Jacek Zadrożny z Fundacji Instytut Rozwoju Regionalnego opowiadał o dostępie do wiedzy dla osób niepełnosprawnych.

Jacek zaproponował rozróżnienie, które wydaje mi się niezmiernie istotne – pomiędzy dostępnością (availability) a przystępnością (accessibility). Kartka papieru może być dostępna dla osoby niewidomej, ale nie będzie przystępna. Jacek użył tych kategorii by mówić o znaczeniu formatów i odpowiedniego prezentowania informacji. Okazuje się, że otwarte treści są zazwyczaj bardziej przystępne – w procesie ograniczania dostępu maleje też ich przystępność.

Wydaje mi się, że to rozróżnienie można stosować bardzo szeroko – a na najbardziej ogólnym poziomie oznacza ono, że zapewnienie tylko dostępności lub otwartości treści, usługi lub innego zasobu zazwyczaj nie wystarczy. Trzeba jeszcze zadbać o ich przystępność. To może oznaczać na przykład położenie nacisku na instrukcje dla wolnego oprogramowania; znalezienie przydatnych w życiu codziennym zastosowań dla komputerów stojących w punktach publicznego dostępu do internetu (dostępnych, ale samych w sobie niezbyt przydatnych), czy stworzenie bardziej przyjaznego dla laika interfejsu edycji systemów wiki.

Otwartość rozumiana jako przystępność nie jest kwestią zero-jedynkowego rozróżnienia rzeczy zamkniętych lub dostępnych. Pomiędzy rozciąga się gama treści przystępnych lub nie. A kluczem do osiągnięcia przystępności jest „ludzki wymiar” – skupienie się na potrzebach użytkowników, a nie na automatycznym otwieraniu treści (co zdarza się działaczom wolnej kultury).

*

Edwin Bendyk pisze w „Polityce” o otwartym społeczeństwie informacyjnym w Polsce / Bożena Bednarek-Michalska wraz z członkami EBIBu zaczęła pisać bloga (i zaprasza do współpracy) / Tim O’Reilly: „The State of the Internet Operating System” / DIY Scanner – zrób sobie sam skaner, który normalnie kosztuje tysiące złotych / W Wielkiej Brytanii parlament chce przyjąć kontrowersyjny Digital Economy Bill, który umożliwi m.in. blokowanie stron i odcinanie od internetu. Do tego niejasną rolę w pisaniu ustawy odgrywają lobbyści (artykuł Cory Doctorowa, informacje organizacji Open Rights Group)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Ja bym jednak bronił trochę myślenia o otwartości jako standardzie kulturowym, w oderwaniu od konkretnych potrzeb. Moim zdaniem potrzebna jest wielka przekrętka w głowach – zresztą o tym mówiliście na tym fragmencie wideo – żeby treści nie były „domyślnie (c)”. Inaczej grozi nam zrobienie tylko małego kroczka – zamiast „wszystko (c)”, tylko „domyślnie (c)”, a jak ktoś potrzebuje, to specjalnie dla niego się dostosuje…

    Oczywiście te oba kierunki myślenia sobie nie zaprzeczają. Sam niedawno na liście rejestr pisałem o przykładzie, kiedy dopiero zdanie „ale mój niewidomy znajomy tego nie przeczyta!” uświadomiło komuś w pracy, że PDF z obrazkami to jednak złe rozwiązanie. Miałem akurat na myśli właśnie Jacka.

    Myślę, że trzeba generalnie zmieniać postawę na „domyślnie jak największa otwartość” (zamykanie oczywiście też ma pewne zalety, dlatego nie „zawsze otwartość”), a w szczegółach dostosowywać dla różnych konkretnych scenariuszy.