Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

19.06.2010
sobota

Wirus open source?

19 czerwca 2010, sobota,

Na blogu Zrób to w Warszawie przeczytałem o projekcie Wirus, zrealizowanym przez Tomka Rykalika dla IAM, z okazji 10 rocznicy działania instytutu. Wirus to zestaw 5 modułowych naklejek, które instytut najprawdopodobniej rozdaje (nie jest to do końca jasne), zachęcając ludzi do wyklejania z nich wzorów w przestrzeni miejskiej, co ma ostatecznie spowodować zawirusowanie miasta od pl. Zbawiciela (przy którym mieści się Instytut) do skweru Hoovera (przy którym stoi kamienny Mickiewicz).

Wirus jest według opisu projektem open source:

Wirus działa na zasadzie open source – ludzie dostają do rąk system, który pobudza ich kreatywność, zachęcając do twórczego działania.

Wirusowy charakter rzeczywiście charakteryzuje część działań opensourcowych (choć wtedy zaangażowani w nie ludzie wolą mówić o wolnym oprogramowaniu), a idea narzędzi w rękach ludu pobrzmiewa otwartym etosem.

Ale jak się lepiej zastanowić, to definicję takiej otwartej wirusowości (system pobudzający kreatywność) spełnia niemal każde zamknięte narzędzie kreatywne, z Microsoft Windows i Ipadem na czele.

Cieszę się, że idee open source przenikają poza niszę informatyczną – i akceptuję fakt, że w międzyczasie idea ta może się zmieniać. Ale warto pamiętać, że podstawą modelu open source jest decyzja co do dostępności treści, tak by można je było nie tylko wykorzystywać, ale też kopiować i zmieniać.

W przypadku „Wirusa” minimalnym krokiem w stronę otwartości byłoby więc udostępnienie na stronie plików z wirusowymi wzorami – by każdy mógł je wydrukować, ale też zmienić (najlepiej oczywiście na licencji, gwarantującej otwartość prawną). Optymalnie byłoby też stworzyć przestrzeń, w której grupa zainteresowanych osób mogłaby umieszczać zarówno nowe modułowe formy, jak i wykonane z nich większe wzory – prowokując jakąś ewolucję wzorów, wymianę pomysłów, itd.

Bez tego „open source” jest w tym przypadku jedynie pustym hasłem, a projekt ociera się o to, co Lessig nazwał kiedyś „fake sharing”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. A na marginesie, wirus zmienił się szybko w narzędzie wandalizmu.

  2. Na zasadzie open-source każdy może sobie wydrukować naklejki, co niemalże redukuje akcję do rozmiarów niszowych, ponieważ trzeba włożyć ekstra wysiłek w działanie – oprócz wyklejania, to jeszcze poszukiwanie papieru naklejowego, drukowanie. Komu się to chce? Zamknięcie systemu powoduje, że z end-usera są zdjęte takie prozaiczne rzeczy, dzięki czemu możliwe jest umasowienie czegoś, czy to systemu komputera, czy akcji artystycznej. Osobiście wolę nie musieć zastanawiać się jak ‚z palca’ skompliować program do dvd w linuskie, wolę żeby ktoś to zrobił za mnie. Z takiego samego powodu zatrudniam hydraulika i dekoratora wnętrz, a nie jaram się na wikihyraulika odpowiedziami, jak zrobić to samodzielnie.