Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

10.08.2010
wtorek

W stronę większego zrozumienia

10 sierpnia 2010, wtorek,

Podoba mi się felieton Olgi Walendziak, który znalazłem na stronie Gazety Wyborczej.

Młodzi polscy genetycy zajmują czołowe miejsce w prestiżowym konkursie na MIT, ale w mediach widzę tylko polityków zainteresowanych genetycznym… patriotyzmem. Prawa autorskie? Polityka innowacji? Granty dla młodych naukowców? Ogólnodostępne przedszkola?

Dobrze przeczytać coś, co nie dotyczy obecnego „momentu szaleństwa” (Aristide Zolberg tak nazwał wydarzenia polityczne, które przełamują przyjęte definicje normalności, w których dużo więcej  wydaje się nagle możliwe, i którym towarzyszy „potok słów”. Dla Zolberga klasycznym przykładem takiego momentu było obalenie Bastylii – mam wrażenie że dziś, zachowując wszelkie proporcje, też mamy do czynienia z takim momentem).

Walendziak przypomina, że są obszary, w przypadku których nie można się takiego momentu spodziewać – kwestie eksperckie i techniczne stają się przedmiotem gwałtownej debaty publicznej tylko w sytuacji paniki (jak to miało miejsce z AH1N1, SARS, itd.) – i zawsze wymagają skomplikowanego przekładania trudnych zagadnień na uproszczony język debaty. Rzetelna dyskusja na te tematy wymaga sporego wysiłku i przygotowania, które uniemożliwiają „potok słów”.

Internet miał być przestrzenią służącej debacie, o której marzy Walendziak. Popularna w pewnym momencie definicja blogosfery Williama Quicka opisywała sieć blogów jako schronienie Logosu:

I PROPOSE A NAME for the intellectual cyberspace we bloggers occupy: the Blogosphere. Simple enough; the root word is logos

Zawsze wydawało mi się to naciągane – Polska blogosfera jest tego dokładnym przeciwieństwem, blogów eksperckich jest jak na lekarstwo, a przynajmniej nie przebijają się one jako głosy w debacie publicznej.

Oczywiście Sieć w teorii redukuje koszty porozumienia się razem tej niewielkiej grupy, którą interesują te same tematy, co Walendziak. Ale trudno wyobrazić sobie, niestety, forum blogowego służące relatywnie niepolitycznej debacie o sprawach ważnych. Choć warto by było spróbować.

*

Olga Walendziak pisze, że nie rozumie trwającej debaty publicznej – zaś TVP Info nie rozumie sieciowych modeli koordynacji działań. Oglądałem wczoraj relację tej stacji z wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim i zaskoczyła mnie próba wciśnięcia w tradycyjny język opisu manifestacji politycznych skoordynowanego w dużej mierze przez Facebook, a zorganizowanego najprawdopodobniej przez jedną osobę, zgromadzenia. I tak na pasku pojawiła się informacja, że pod Pałacem zebrali się internauci – co było dość absurdalną próbą znalezienia wspólnego mianownika tam, gdzie ich nie ma. Albo raczej jest nim efemeryczna grupa na Facebooku, przynależność do której wymagało jednego kliknięcia. Rozmawiając z organizatorem dziennikarz pytał, kim jesteście – na co ten rezolutnie odpowiedział, za bardzo nie wiem, bo się nie znamy, skrzyknęliśmy się po prostu na Facebooku.

Wczorajsze zgromadzenie było zjawiskiem zachodzącym w świecie rzeczywistym, ale o wszystkich cechach zjawiska sieciowego: różnorodnego, zdecentralizowanego, złożonego z wielu odmiennych od siebie nisz – które nawet nie próbowały wypracować jakiegoś wspólnego planu, strategii, stanowiska.

Pokazywało też limity sieciowej koordynacji – Facebook ułatwił conajmniej tysiącu osób zebranie się w jednym miejscu, niemal z dnia na dzień. Ale nie dał żadnego mechanizmu wypracowania wspólnych działań grupowych.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Można gdzieś w sieci przeczytać tego Zolberga?

  2. Nie pierwszy raz potęga sieci da się łatwo wykorzystać negatywnie (zebranie przeciw czemuś, wczoraj przeciwników krzyża dziś przeciwników przeciwników krzyża). Gorzej z jej wykorzystaniem pozytywnym które jest o wiele trudniejsze.

    Co do żalów panienki Walendziak to jednak Neil Postman wyrażał je o dwie dekady wcześniej i o niebo lepiej 😉

  3. „Ale nie dał żadnego mechanizmu wypracowania wspólnych działań grupowych.” – ale też nie podjęto w ogóle takiej próby. Organizator pierwotnie planował tę akcję chyba jako happening grupy znajomych, tak na 20-30 osób, a fala zainteresowania go przerosła.

  4. Znamienne, że wiec zorganizowany dzień później – klasyczną metodą – przez SLD, partię zasilaną z budżetu i posiadającą struktury zgromadził ledwie 200-300 osób. I nikt w tradycyjnych mediach nad tym kuriozum się nawet nie zająknął.