Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.10.2010
środa

W obronie integralności dzieła (oraz prawa do pozarynkowego obrotu)

27 października 2010, środa,

Bartek Chaciński na swoim blogu pisze o kulturowym trendzie, jakim jest troska o „integralność dzieła”:

Miałby się on odnosić do tych wszystkich działań artystów, które mają na celu skłonić słuchacza, by wysłuchał tego, co zrobili, od początku do końca. W wypadku muzyki – bez skipowania, w pewnej zamierzonej kolejności itd. To jeden z argumentów stojących za kontrrewolucją – na razie w skali mikro – przywracającą do naszego otoczenia winyle i kasety magnetofonowe.:

Jak zauważyłem u Bartka w komentarzach, to co z perspektywy twórcy jest troską o integralność, z perspektywy odbiorcy może być motywowane ochroną przed nadmiarem – kultura na analogowych nośnikach jest policzalna, widać dokładnie ile jej jest, czego jeszcze nie przetrawiłem, itd. 3 nieprzeczytane książki przy łóżku, kupka regularnie słuchanych CD (no dobrze, i odtwarzacz mp3 – ale z 256MB pamięci, która lada moment będzie przyjemnie anachroniczna i funkcjonalnie analogowa).

[Na marginesie – ciekawe jak przebiega kulturowa selekcja tych przeszłych mediów, które są retro w sposób atrakcyjny (jak płyta winylowa) i tych, które są po prostu staromodne i niewygodne (jak chyba CD). Ale swoją drogą przykłady opisywane przez Bartka, niszowych wytwórni wydających nagrania na kasetach magnetofonowych, pokazują, że w ruchu integrystów analogowych jest miejsce na dowolną ilość nisz i fakcji].

Przyszła mi do głowy jeszcze jedna cecha analogowych nośników, która w dłuższej perspektywie może okazać się dużo ważniejsza niż integralność utworu. Do myślenia skłoniła mnie wiadomość w serwisie Wired: Amazon ugiął się i pozwoli posiadaczom czytnika Kindle wymieniać się książkami. Na następujących warunkach: można wypożyczyć książkę raz (w życiu), jednej osobie, na okres dwóch tygodni. I tyle.

To na pewno krok naprzód, ale jednocześnie bardzo mizerny standard „pożyczania”.

Jeśli sprawdzi się scenariusz końca otwartej Sieci, jaką dotychczas znaliśmy – zastąpionej dominacją ściśle kontrolowanych kanałów dystrybucji takich jak selekcjonujący programy App Store czy czytniki e-książek, kontrolujące dostęp do treści  – to nośniki analogowe okażą się w porównaniu zaskakująco otwarte.

Co będzie dość niesamowitym odwróceniem ról – przyzwyczailiśmy się mówić, że treści cyfrowe, dzięki możliwości taniego i łatwego kopiowania, umożliwiają kulturę dzielenia, którą blokowały koszty kopiowania i dystrybucji nośników analogowych. Jeśli okaże się, że ta nowa kultura dostępności zostanie cyfrowo wykastrowana, to świat analogowy stanie się oazą wolnej kultury.

Już dziś posiadacz Kindle czy iPada stoi przed wyborem: czy wydać więcej na książkę, ale za to móc ją pożyczyć znajomym?

[Pomijam oczywiście w tej uproszczonej analizie dwa czynniki: otwarte modele produkcji kultury działające w ramach Sieci (ale te mogą zostać zepchnięte na margines, jeśli nie będą spełniać norm komercyjnych kanałów – już dziś wolne oprogramowanie nie spełnia norm App Store i nie jest w nim obecne); oraz pirackie działania otwierające na siłę zamknięte treści i kanały (ale nikt chyba jeszcze nie zhakował iTunes Store)].

Ten trend analogowej otwartości mogą paradoksalnie wzmocnić nowe generacje technologii cyfrowych, z pomocą których powstaje Internet of Things: oznakowane cyfrowo przedmioty będzie można łatwiej śledzić, co zmniejszy ryzyko utracenia pożyczonych rzeczy.

*

Na marginesie, dlaczego e-książki muszą tak dużo kosztować, skoro wydawcy tak wiele oszczędzają na druku i dystrybucji? Tak jakby idee w formie cyfrowej były warte więcej niż w analogowej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo ciekawy wariant wydarzeń z tym odwróceniem ról 🙂
    A co do tego ostatniego pytania – wydaje mi się, że wydawcy testują ciągle, ile czytelnik jest skłonny zapłacić za e-książkę, zaczynają od maksymalnej możliwej ceny, a potem będą z niej stopniowo schodzić.

  2. wszelkie DRM-y itp – tylko hamują rozwój e-nośników.
    Na chwilę obecną mamy do czynienia z absurdalną sytuacją – nie opłaca się LEGALNIE kupować książek/muzyki itp z sieci, gdyż zaimplementowane zabezpieczenia czynią używanie tych treści skrajnie niewygodnymi, niepraktycznymi.
    Wygodniejszą alternatywą jest ‚spiracenie’ albo zakup nośnika ‚tradycyjnego’ (papierowej książki, CD, LP itp)

  3. Pewnym wyjściem w przypadku e-czytników byłaby biblioteka online w której pilnowano by aby książka istniała w jednym „egzemplarzu” tzn. jak pożyczysz koledze to sam w okresie pożyczenia nie przeczytasz.

    Natomiast pozytywny snobizm posiadania biblioteczki, tego żaden Kindle nie zastąpi. Również uczenie się z książki w której niczego nie zaznaczysz, nie napiszesz na marginesie, ja bym nie potrafił, może młodsze pokolenie da radę.

  4. Piracenie nie polega li tylko na hackowaniu iTunes. Ilość książek dostępnych w takich formatach jak PDF czy RTF jest ogromna, a ich wymiana trwa w najlepsze. Co więcej czytniki pozwalają na ich wygodne czytanie (iPad, iPhone). Dopiero, gdy czytniki zamkną się na książki z DRM pochodzące z jednego kanału dystrybucji, pojawi się potrzeba hackowania iTunes czy poszczególnych czytników, a dodatkowo łamanie zabezpieczeń z DRM i piracka dystrybucja e-książek pochodzących z e-sklepów. Takie „zamknięcie” nic nie da – każdy system da się zhackować. Jedyne rozwiązanie to obniżenie cen i porzucenie DRM – a utrzymanie zysków na sensownym poziomie powinno wynikać ze zwiększonej ilości sprzedanych egzemplarzy (przy okazji sporo kosztów przecież odpada – druki, dodruki itp).