Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

20.01.2011
czwartek

Johna Naughtona duże idee o internecie

20 stycznia 2011, czwartek,

Przeczytałem wreszcie zaległy tekst Johna Naughtona The internet: Everything you ever needed to know.

Tekst jest z 20 czerwca i, swoją drogą, czytanie tekstów z pewnym opóźnieniem jest zdrowym ćwiczeniem, przeciwwagą dla sieciowego terroru natychmiastowości, zalewu rzeczy bieżących przesłaniających wszystko, co wydarzyło się przed chwilą lub trochę wcześniej. Gdy to piszę, leży obok mnie „Search” Johna Battelle sprzed kilku lat. Gdy zdejmowałem go z półki przeszła mi przez głowę myśl, że może lepiej poczytać coś bardziej aktualnego!

(Polecam też Time to start taking the intenet seriously Davida Gelerntera, o tym jak sieć przestaje być zbiorem stron, a staje się zbiorem rozwijających się w czasie strumieni informacji. Gelernter, zastanawiając się w jakiej kwestii pokolenia żyjące w społeczeństwie informacyjnym są lepiej poinformowane od poprzednich, odpowiada sobie: lepiej znają „nowness” (teraźność?, stan bycia  zanurzonym w teraźniejszości.)

Gelernter pisze też: „pora zacząć myśleć o internecie, zamiast tylko pozwalać mu się dziać”. Podobną intuicję ma Naughton, który zauważa, że potrzeba bardziej świadomego kreowania wizji internetu w debacie publicznej – aby nie dominowały wytwarzane „naturalnie”, głównie przez media, doniesienia o jego złowrogim, negatywnym charakterze.

Naughton proponuje dziewięć „dużych idei” pozwalających lepiej zrozumieć internet.

Nie będę ich tu referował – polecam przynajmniej przejrzeć tekst. Tu chciałem zwrócić uwagę na dwie rzeczy.

Po pierwsze, Naughton zauważa, że nawet myśląc świadomie o internecie stale grozi nam staroświeckość (Naughton dobitniej pisze o „lunatykach wkraczających w nowy wspaniały świat”). Modele opisujące sieć sprzed jeszcze kilku lat nie wyjaśniają już nowych zjawisk – Naughton podaje za przykład cloud computing (do „przetwarzania danych w chmurze” jakoś nie mogę się przekonać).

Po drugie, Naughton jest przekonany, że jest „za wcześnie” – za wcześnie, żeby móc jakkolwiek zrozumieć wpływ internetu na nas.

The sad fact is that if there is a „truth” about the internet, it’s rather prosaic: to almost every big question about the network’s long-term implications the only rational answer is the one famously given by Mao Zedong’s foreign minister, Zhou Enlai, when asked about the significance of the French Revolution: „It’s too early to say.” It is.

Połączenie tych dwóch dużych idei Naughtona prowadzi niestety do niewesołych konkluzji. Z jednej strony tak naprawdę nie ma sensu opisywanie nowej technologii – wszystkie próby są z założenia błędne, bowiem zbyt wcześnie zachodzą. Z drugiej jesteśmy skazani na ciągłe tworzenie nowych opisów, w miarę jak te jeszcze niedawno aktualne się dezaktualizują (mamy 2010 i za rok lub dwa wszelka analiza korzystania nieuwzględniająca tabletów nie będzie miała dużego sensu.

Myślę, że rozwiązaniem jest traktowanie opisów internetu jako historii, które sobie opowiadamy – być może nieprawdziwych, ale formułowanych tak, by popychać nas i internet w dobrym kierunku (którego trajektorię przyjdzie komuś w przyszłości opisać).

*

Jest jeden problem z „dużymi ideami” Naughtona – są zbyt złożone, by przebić się do debaty publicznej i konkurować z prostymi tezami w stylu „internet to śmietnik” lub „piractwo zabija kulturę”.

*

Wczoraj wygłosiłem wykład o Wikileaks, prowadząc narrację w duchu „za wcześnie” Naughtona, i starając się patrzeć na rozwijające się przed naszymi oczami zamieszanie z dłuższej perspektywy historii internetu, i nadzieji w nim pokładanych. Mam wrażenie, że widownia jednak liczyła na ekspercką, doraźną ocenę sytuacji. W każdym razie w Sieci jest już nagranie tego wykładu (dzięki działającemu ekspresowo Kamilowi Śliwowskiemu).

Jestem ciekaw Waszych opinii i uwag, jeśli przebrniecie przez mój ponadgodzinny monolog.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Nie wiem jak reszcie widowni, ale mi brakowało jakiejś tezy. Tytuł wykładu takową miał, przy czym sam wykład się do tytułu niespecjalnie odnosił, był raczej głównie zbiorem faktów i opinii. Tzn. przy sporej części wykładu moją pierwszą myślą było „też czytałem ten tekst” i kompletnie nie widziałem związku pomiędzy kolejnymi akapitami.
    Liczyłem na to, że socjolog wypowiadający się na temat wikileaks weźmie jakieś podejście socjologiczne (albo jakiekolwiek) i spróbuje je uargumentować w jedną albo w drugą stronę. Miałem bardzo mocne wrażenie, że można było komukolwiek dać listę tych tekstów do przeczytania, po czym kazać przeprowadzić taką prezentacje. Brakowało mi jakiejś „wartości dodanej”.

    Moją uwagę zwróciła jeszcze, hmm, chaotyczność wprowadzania różnych informacji, ale żona stwierdziła, że nawet nie zwróciła na to uwagi i że z jej punktu widzenia (filolog) to jest standardowy sposób budowania wypowiedzi, jakiego są uczeni humaniści.

    Oboje natomiast byliśmy pod wrażeniem płynności wypowiedzi. Dużo pracy ze studentami? 🙂

  2. Witam,

    Niespecjalnie rozumiem siłę tych tez. Przecież złożoność jest podstawowym pojęciem teorii systemów, cybernetyki, a w kontekście medialnym pojawiało się wielokrotnie, jak chociażby u Niklasa Luhmanna. Czytając je miałem bardzo silne skojarzenie z książką Douglasa Rushkoffa „Program or be programmed” jeśli pod uwagę brać „głębię”, czy też posługując się słowem, które upodobał Gelernter – złożoność – diagnoz i przemyśleń.

    Co do rzeczonej prawdy Internetu – starałem się nad nią zastanowić z przyjmując perspektywę fenomenologiczną w eseju „Internetowatość – czy można esencjalizować Internet?” ( http://main3.amu.edu.pl/~rafal.i/?p=20). Jest to kwestia bardzo skomplikowana, ponieważ należy zastanowić się w ogóle nad podstawowym charakterem tego pytania – czy pod uwagę bierzemy wymiar globalny, czy też indywidualny. Dalsze doprecyzowania mają bardzo wiele konsekwencji politycznych, kulturowych oraz historycznych.

    Brakowało mi określenia z jakiej perspektywy mówi autor. Nie chodzi oczywiście o jakieś credo naukowe, ale proste stwierdzenie: jaki wymiar ma jego dociekanie. Miałem też wrażenie, że ten Internet z jednej strony jest wszędzie, a z drugiej – poza Autorem, który nie może zupełnie na niego wpływać.

    Niespecjalnie rozumiem dlaczego trzeba czekać aż Internet „okrzepnie” na tyle, żeby mogli go egzaminować historycy. W tempie rosnącej złożoności oraz prędkości nie zastygnie nigdy. Tym samym takie dociekania będą właśnie tym bardziej uniemożliwiane poprzez kulturowe przyspieszenia, które skazują na życie w teraźniejszości.

    To jest ciekawa kwestia postawienie pytani o dobry kierunek. Jaki wpływ ma na obieranie tego kierunku jednostka? A na ile jest on związany z globalnymi ruchami (warto tym bardziej się nad tym zastanowić w kontekście dziesięciolecia istnienia wikipedii i jej wpływu na Internet)?
    Kwestia tyleż techniczna (jak można sterować Internetem?), co etyczna (jakie konsekwencje ma określone zachowanie użytkowników?). Bo nawet jeżeli tworzenie fikcji (jako historii) ma pchnąć Internet do przodu, to co według Pana, jest celem obrania takiego kierunku?

    Pozdrawiam serdecznie,

  3. @mmazur
    Dziękuję za uwagi do mojego wykładu (jednocześnie przykro mi, że nie bawiliście się z żoną najlepiej).. Rzeczywiście, wykład nie miał silnej głównej tezy i miałem nawet jeszcze przed nim świadomość, że może to być odebrane jako jego wada. Ale osobiście nie uważam, że zawsze są potrzebne silne tezy – a w przypadku Wikileaks silne tezy są często tezami na siłę, na potrzeby bierzącej publicystyki i debaty społecznej.
    Dla mnie od silnej tezy ważniejszy jest szerszy kontekst (w tym wypadku historii i rozwoju internetu).
    Odnośnie uwagi „też to czytałem” – tak to już jest, że wypada odnieść sie do innych głosów w dyskusji, a jest ich ograniczona ilość; pamiętaj też proszę, że było to wykład ogólny, skierowany nie tylko do ekspertów. Na takich wykładach osoby będące w temacie zazwyczaj myślą sobie „nic nowego” i „też bym tak mógł”. 🙂

  4. Szanowny panie, zaluje ze nie moglem brac udzialu w tym spotkaniu, juz czytajac Panski tekst czuje zainteresowanie tematem. Dzieki za odnosnik do tekstu:
    „Polecam też Time to start taking the intenet seriously Davida Gelerntera, o tym jak sieć przestaje być zbiorem stron, a staje się zbiorem rozwijających się w czasie strumieni informacji. ”
    Przeczytam napewno, dzis po pracy.

    Wydaje sie ze w jakims sensie jestesmy w stanie przewidziec wplyw internetu na nasza przyszlosc. Zmienia on wsposob myslenia, internet owtorzyl jakby nowy wymiar w wyobrazniach wileu urzytkownikow sieci, poszerzyl granice poznania, i przez to wprowadzil jakby chaos. Wieksza wolnosc tak jak demokracja po okresie niewoli, najpier potrzebuje okresu wstepnego, adaptacji nowgo swiata.

    Pozdrawiam serdecznie