Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

24.01.2011
poniedziałek

Muzyka cyfrowa – wysychające źródełko

24 stycznia 2011, poniedziałek,

Jak donosi „NY Times”, branża muzyczna chyba znów odkrywa nieskuteczność swoich recept na wskrzeszenie zysków. International Federation of the Phonographic Industry ogłosiło właśnie, że wpływy ze sprzedaży muzyki w formatach cyfrowych wzrosły w roku 2010 o skromne 6%.

Sprzedaż cyfrowa, która w ostatnich dwóch latach przeżywała pawdziwy boom – wpływy rosły co roku o połowę – miała być łatwą receptą na bolączki branży, która w ponad dekadę po uruchomieniu serwisu Napster wciąż nie może dojść do równowagi. Nowe informacje są więc dla wytwórni poważnym ciosem: nie dość, że globalne wpływy ze sprzedaży muzyki znów spadły, to widać, że sprzedaż cyfrowa nie jest receptą na chorobę spadających zysków i jej potencjał być może właśnie się wyczerpuje. Chyba więc coraz głośniej będzie się mówić o tym, że nie tylko spóźnione było uruchomienie serwisów takich jak (dla Polaków wciąż niedostępny) iTunes, ale też że po prostu praktyki konsumentów zmieniły się i wiele osób za muzykę nie zamierza płacić, bez względu na to, jak łatwo dostępna i tania będzie. Co zmieni to w polityce dużych wytwórni? Tekst w „NYT” wskazuje, że chyba niewiele.

Z artykułu wynika, że największe nadzieje wiązane są z zaostrzaniem prawa antypirackiego (przykładem ma być Korea Pd., gdzie nowe, ostrzejsze przepisy obowiązują od roku 2009, a sprzedaż muzyki w formatach cyfrowych w pierwszej połowie ubiegłego roku wzrosła o 14%) oraz promowaniu DRM  (choć chyba poza wydawcami wszyscy już wiedzą, że efekt ich stosowania jest odwrotny od zamierzonych). Spodziewać możemy się więc zaostrzenia lobbingu, przede wszystkim wywierania nacisków na dostawców internetu, którzy wciąż niechętnie udostępniają informacje o swoich użytkownikach.

Dla mnie cała ta historia to kolejny przykład, że w kulturze cyfrowej zmieniła się logika korzystania z muzyki i nie wystarczy po prostu sprzedaży pudełek zastąpić sprzedażą plików. Równocześnie mam świadomość, że „nowe modele”, oparte choćby na wpływach z koncertów czy sprzedaży gadżetów, nie bardzo mogą zrekompensować straty producentów w skali makro. Osobiście uważam, że najsensowniejszym rozwiązaniem byłoby pomyślenie o nowym podatku. Z perspektywy wielu ludzi ściągających programy z internetu, oni dalej płacą za dostęp do treści – tyle że już nie za treści, a np. za odpowiednio szybkie łącze. Być może czas zastanowić się nad opodatkowaniem – tak jak opodatkowuje się sprzęt umożliwiający kopiowanie – szybkich łącz internetowych? Tylko dyskusja o takich przepisach wymagałaby przyznania, że tzw. „piractwo” nie jest aberracją, ale powszechną praktyką kulturową, która w czasach internetu po prostu zyskała inny – także bardziej masowy – wymiar. A z tym może być kłopot.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Mirku, tylko nie podatek! Oto dlaczego:

    1. Dotyka on wszystkich, którzy spełniają jakiś tam warunek (np. mają szybkie łącze), a przecież nie wszyscy z nich w równym stopniu są tzw. „piratami”

    2. Podatek konserwuje dotychczasową strukturę branży fonograficznej. Jak byłyby bowiem dzielone zebrane środki? Lub inaczej: kto by o tym decydował? Ano pewnie byłyby dzielone tak, że duzi dostaliby dużo a mali mało; choć jest w tym pewna logika, czy jest to optymalne ze społecznego punktu widzenia?

    3. Piszesz o żalach producentów (tzn. wydawców nagrań) – owszem, ich tzw. „piractwo internetowe” dotyka najbardziej, ale teoretycznie straty odnotowują również twórcy i wykonawcy. Jak wysoki ów podatek musiałby być aby zrekompensować straty wszystkim podmiotom we wszystkich branżach kultury? Może i zebrałoby się trochę środków gdyby go wprowadzić solidarnie na całym świecie, ale czy to jest realne?

    4. Branża żali się, że sprzedaż rośnie wolno. Są branże, w których wrost rzędu 6% uznano by za sukces. Ponadto, mechanizm rynkowy sam eliminuje branże, które nie umieją się dostosować do realiów. Producenci maszyn do pisania też chętnie by opodatkowali branżę komputerową bo zniszczyła im biznes. Może po prostu muzyka będzie teraz kosztować zero nie tylko dlatego, że rozpowszechniło się piractwo (owszem, racja, rozpowszechniło się), ale dlatego, że wielu artystów samemu z własnej woli rozpowszechnia swoje nagrania za darmo?

    Oczywiście zgadzam się, że problem istnieje. Sam chętnie zapłaciłbym abonament za nieograniczony dostęp do wszystkich produktów wszystkich wytwórni i indywidualnych artystów w jednym prostym, wygodnym i wszędzie dostępnym serwisie. W sumie działa jak podatek, ale różnica jest taka, że serwis taki jest zbudowany siłami prywatnymi, a opłata jest dobrowolna. I na coś takiego chętnie się zgodzę.

  2. Patryk w punkcie 4. trafia w sedno. Może czas pogodzić się z tym, że twórcy muzyki w formie albumowej to ginący zawód? Zawsze kończą się jakieś branże, jakieś zawody odchodzą, wszystko jedno czy z powodu nowej technologii, przenoszenia produkcji do innych krajów, czy ogólnych zmian cywilizacyjnych. Branża fonograficzna głośno krzyczy, że jej istnienie jest niezbędne dla naszej kultury, tak jakby kultura nie rozwijała się także bez niej. Wszyscy pochylamy się nad losem tych biednych artystów, a jednocześnie uważamy za dziejową konieczność, że nie ma już wytwórców szczotek, stoczniowców, tragarzy czy nalewaczy benzyny na stacjach benzynowych. Oni też w mniejszym lub większym stopniu zasłużyli się dla naszej cywilizacji i kultury, a jednak pożegnaliśmy ich (raczej) bez żalu.

    Mamy mózgi tak wyprane przez producentów płyt, że sami zawsze ich bronimy proponując różne absurdalne rozwiązania – podatki, abonamenty, nowe modele biznesowe. Tymczasem – macie akcje Sony, Vivendi, czy kto tam się jeszcze ostał – sprzedajcie. Macie znajomych, którzy marzą o nagraniu płyty – dajcie im ulotkę Europejskiego Funduszu Społecznego.

  3. Panowie, rozumiem Was i pewnie zgadzam się z tym co piszecie bardziej niż z tym, co sam napisałem (tak, wiem jak to brzmi). Ale obawiam się, że komunikat „sorry, skończyło się”, nie bardzo ma szanse powodzenia, skoro majorsi mają wciąż dużą siłę oddziaływania, także przez lobbying, i to się raczej nie zmieni pomimo spadku wpływów, bo są częścią konglomeratów medialnych działających również w innych obszarach i to po prostu potężne firmy. stąd opcja „nie zaostrzajmy prawa, wprowadźmy płaską opłatę” wydaje mi się sensownym kompromisem. jasne, że na jakimś poziomie dyskusyjnym (bo nie wszyscy ściągają), ale przecież Polacy płacą za wiele rzeczy, z których korzystają nieliczni – a tu sądzę że nie chodziłoby o nielicznych. I byłoby to bez porównania prostsze, niż globalny serwis, w którego powstanie nie wierzę (choć pewnie skoro branża jest tak zdesperowana, to mogłaby pokazać, że jest to możliwe).

    Oczywiście jest szansa, że w najbliższych latach zmieni się klimat wokół pośredników, takich jak wydawcy, i w powszechnej świadomości pojawi się myśl, że technologia po prostu wysyła ich na śmietnik historii.Na pewno kłopoty będą miały firmy typu Empik (jeśli ktoś będzie chciał kupić grę, płytę czy film, to kupi bezpośrednio u wydawcy; wyjątkiem będzie pewnie rozproszony rynek książkowy, chyba że globalnym wydawcą stanie się Amazon), więc rynek jaki znamy może się posypać.I może wtedy w dyskusji coś się zmieni. Ale teraz wydaje mi się, że jest poważne ryzyko zaostrzania prawa, które albo będzie martwe, albo zafunduje problem „społeczeństwu informacyjnemu”, bo nagle okaże się, że wypadałoby odciąć od sieci połowę kraju.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Aj, waj, czemu producenci liczydeł i suwaków logarytmicznych nie wylobbowali sobie podatku od kalkulatorów? A producenci kalkulatorów od aplikacji Kalkulator w Windowsie?
    Jestem przeciwny podobnym podatkom, a już szczególnie finansowaniu z nich producentów; żeby jeszcze wykonawców, ale nie – producentów… Poza tym już płacimy taki podatek, w postaci „copytight levies”, czyż nie tak?

  6. Czuję się niezręcznie broniąc wytwórni, ale jednak ponoszą one pewne wydatki na coś, z czego w odróżnieniu od liczydeł korzystamy. Pewnie najprościej byłoby, gdyby wykonawcy olali wytwórnie, robili wszystko sami albo w ramach spółdzielni, ale takie akcje to jednak ciągle nisza, zauważcie też, że na dużą skalę sukces odnoszą głównie eksperymenty lansowane przez muzyków, którzy popularność zdobyli w tradycyjnym modelu.

    A przy okazji – choć to nie o muzyce: http://www.boingboing.net/2011/01/24/kevin-smith-premiers.html. Tylko że znów: Smith to trochę Radiohead.

  7. We wszystkich tych komentarzach jest wiele trafnych uwag. Choć jeżeli ktoś wciaż sądzi, że można być muzykiem prowadzącym działalność nagraniowo-koncertową za pieniądzę z EFS-u, czy grantów EACEA, to niestety z całą pewnością jest w błędzie. Pewnie, można wydać dzięki takim funduszom płytę i pojechać w trasę. Ale to jest raczej rozwiązanie o interwencyjnym, nie „systemowym” (w odniesieniu do standardowego modelu muzycznej kariery) charakterze. Muzycy, również ci początkujący, ściągajacy gigabajty plików z muzyką każdego dnia, korzystający intensywnie z serwisów społecznościowych etc. wciąż marzą o tradycyjnym rozwoju „kariery”. Jestem przekonany, że wciąż myśli tak większość. Nie chodzi nawet o pęd do gwiazdorstwa, lecz możliwość dostrzegania wymiernych efektów swojej działalności: wzrostu popularności przejawiającego się choćby większą frekwencją na koncertach, jeśli już nie ilością sprzedanych nagrań. To jest temat, który również wymaga zastanowienia: co się bedzie działo w związku z tym pęknięciem: „nienowoczesność” oczekiwań a technologiczna metamorfoza produkcji i odbioru muzyki? Czasem mam wrażenie, że we wszystkich biznesowo-socjologicznych próbach przewidzenia przyszłości branży muzycznej paradoksalnie, do pewnego stopnia, odbiera się głos twórcom. Wszyscy w kółko mówią o tworzeniu niespecjalnie skupiając się na jego najbardziej podstawowym wymiarze. Można by tu pewnie przywołać subtelną różnicę między „kreatywnością” a „tworzeniem”. Ponieważ jesteśmy tak zagubieni w prognozach, które konstruujemy, to łatwiej jest nam mówić o „branży muzycznej” niż o muzykach i całym ich otoczeniu. Antykorporacyjne podejście, o dziwo, gdzieś pozbywa się ludzkiego czynnika na rzecz projektowania modeli biznesowych. Ileż to już mieliśmy cyfrowych rewolucji w muzyce? Przecież świat po sławnej płycie Radiohead miał już nigdy nie być taki sam. A ja wciąż znam ludzi cieżko pracującyhc, zastanawiajacych się nie tylko jak i z kim, ale też nad tym co i dlaczego grają. I mają strasznie typowe, nienowoczesne marzenia, jednocześnie będąc całkowicie na bieżąco z przemianami świata muzycznego. Nie są lepsi ani gorsi od innych, ale na pewno funkcjonują na strasznie niestabilnym gruncie.

  8. Celna uwaga, łatwiej pomstować na brak elastyczności bezosobowych „koncernów”, niż zastanowić się, co powinni robić młodzi muzycy. Do fantazji o badaniu przemian branży kreatywnych dopisuję więc warsztaty z młodymi ludźmi, którzy marzą o karierach, ale trochę nie wiadomo, jak te kariery miałyby w dzisiejszym świecie wyglądać.

  9. Podatek? Znowu podatek, a za co? Już teraz jestem frajer, bo na dyskach nie mam warezu, na drukarce drukuję głównie strony internatowe do przeczytania (choć tu powoli przechodzę na epapier), a cd praktycznie nie nagrywam, jeśli już to z backupem systemu.
    To jeszcze mam być dodatkowo frajer bo nie pobieram torrentów, a płacę? Eeee słaby pomysł.
    Jeśli wytwórnia A uznaje, że nie da się zarobić na tym interesie, to powinna interes zamknąć, bo po co dopłacać do czegoś co nie działa. Jak już się zamknie pewnie powstaną wytwórnie B i C które dadzą radę zarobić na tyle dużo, że zaczną marudzić … wtedy zrobi się miejsce na wytwórnie D, E, F i G 😉
    A może po prostu (jeśli ograniczamy się do muzyki) warto sprawdzić co by było gdyby nie inwestować pieniędzy w wydawanie ?HITów lata? i wyciąganie pieniędzy na siłę za marny produkt na pewno nie wart swojej ceny a skupić się na muzykach którzy wiedzą co robią i jak to robić? To taki trochę powrót do korzeni by był 😉

  10. Ale ja bym absolutnie nie chciał myśleć o podatkach w kategoriach frajerstwa – raczej publicznej zrzutki na rzecz legalnego dostępu. Tak to już jest z podatkami, że czasem płacimy za innych (częsty argument klasy średniej), a czasem ktoś dokłada się nam (jak np. do szkolnictwa wyższego, z którego w wersji bezpłatnej korzysta głównie klasa średnia, a dokładają się wszyscy).

    Oczywiście problemem jest konserwowanie starego modelu – ale wydaje mi się, że łatwiej oddziaływać na branżę kiedy występuje ona w roli dofinansowanego, niż gdy jako lobbysta załatwia sobie prawną ochronę swojej skamieliny. Choć pewnie równie dobrze latami może trwać taka prowizorka, jak teraz – prawo sobie, ludzie sobie, i to wymusi zmiany w coraz gorzej radzących sobie finansowo wytwórniach.

  11. Podatki są w Polsce postrzegane na dwa sposoby: albo właśnie jako nośnik ?frajerstwa” (domena płacących), albo jako ?złodziejstwo/haracz? (praktyka państwa). Podobnie jest z tzw. dziurą budżetową, każdy oburzony jest faktem jej istnienia, lecz nie zastanawia się nad tym, czym jest i skąd się bierze ów tajemniczy ?budżet?. W tym kraju skutecznie zdeptano tendencję do myślenia o finansach państwa jako pewnej sferze wspólnej. W obecnym klimacie nie ma już co liczyć na odbudowanie tego mechanizmu. Termin ?podatek? brzmi u nas prawie jak ?zabór?, a Korwin-Mikke jest jednym z najpopularniejszych teoretyków finansów publicznych wśród studentów?
    Mirku, pomysł z abonamentem wydaje mi się czymś w rodzaju wtórnej prywatyzacji, czy raczej prywatyzacji a rebours, jakkolwiek głupio to nie brzmi. Zamiast jakiegoś typu nacjonalizacji, przejmowania struktur nastąpiłoby ich podkupienie przez państwo. Jest to dość ciekawe rozwiązanie, choć niemożliwe do zastosowania przy dominującym w Polsce myśleniu o relacjach publiczno-prywatnych, ale i potencjalnie dość groźne, jak sądzę. Opcja abonamentowa oznaczałaby interwencję państwowych instrumentów finansowych w upadającym fragmencie prywatnego sektora (fonograficzny bailout?), choć ?z ludzką twarzą?, bo płacenie abonamentu byłoby dobrowolne i sam płatnik decydowałby, czy wchodzić w taki układ. Tyle, że jest to systemowe rozwiązanie, po które wyciągnąłby łapę każdy chciwy przemysł kultury, nie po to by dbać o dostęp do kultury, lecz o zabezpieczenie własnej ekonomicznej egzystencji. Byłoby to chyba sztuczne podtrzymywanie struktur, które utraciłyby większość operacyjnych zdolności.

  12. Jasne, porównania z bailoutem zresztą już kiedyś się pojawiały – http://kultura20.blog.polityka.pl/?p=698.

  13. Trochę dyskusja nie zauważa jednej tendencji runku jakim jest strumieniowanie.
    Płatny, subskrybowany dostęp do teoretycznie nieograniczonej bazy utworów. Baza uzupełniana jest na bieżąco.

    To jest swego rodzaju podatek tylko, że nie dla Państwa. Jest już sporo do wyboru takich firm
    Spotify, Last.fm, 7digital.com, ThumbPlay.com, Pandora.com, Deezer.com, Ggrooveshark.com, no i oczywiście bezpłatnie YouTube

    Wielkim sukcesem w stanach była Lala.com ale Apple kupił ją i zamką
    Cały czas są plotki, że otworzy się Google Music, ale na razie nic na to się nie zapowiada. Ograniczyli się do Chin, bo tam nie muszą tak patrzyć na prawa autorskie. http://www.google.cn/music/homepage
    Teraz jest jedynie wyszukiwanie http://www.google.com/landing/music/
    Niestety nie wiem jak to obecnie wygląda w rzeczywistości.

    Niestety tylko Nokia Music Store jest w Polsce, ale ona akurat ma ograniczone zasoby.
    Największe możliwości ma Muzodajnia, bo ma już ugruntowaną pozycję i ma poparcie operatora PlusGSM. To bardzo ważne w dobie wchodzącego szerokopasmowego internetu do komórek i tabletów.
    Musze jeszcze zauważyć MegaTotal.pl

    Coroczna największa konferencja przemysłu muzycznego MIDEM już kilka lat temu zauważyła tendencję strumieniowania.
    Także próbują okiełznać nieświadome piractwo, czyli marketing wirusowy,
    przez serwisy typu Music Analitics
    MusicMetric http://www.musicmetric.com/
    BandMetric http://bandmetrics.com/

    Wytwórnie nie wymrą. Nadal będą skupiać muzyków i dawać im usługi marketingu oraz pomocy przy dystrybucji.
    Dystrybucji, którą sami muzycy, którzy są w ogonie mogą łatwo uzyskać dzięki serwisą takim jak TuneCore
    http://www.tunecore.com/

    Nie martwy się o przemysł muzyczny.
    Muzycy wyjdą na tym na pewno zwycięsko na przemianie, która zachodzi od 10 lat.

  14. Podatek na szybkie łącze internetowe spotkałby się pewnie z równie dużym oporem jak ACTA. Poza tym czy warto wymuszał opłaty? I po co na siłę utrzymywać wytwórnie? Jak nie mogą się odnaleźć na rynku to niech padają. Najważniejsze, żeby muzycy dostawali kasę za to co robią, a użytkownicy mogli słuchać nowej muzyki. A na to pozwala np. YouTube, Spotify czy koncerty na żywo. Spotify to przykład właściwego kierunku – użytkownik słucha za darmo, a muzyk dostaje część zysków w zależności od odtworzeń. (Choć niestety ostatnio coraz głośniej twórcy narzekają na bardzo niskie wypłaty z serwisu…).

  15. Podatek na szybkie łącze internetowe spotkałby się pewnie z równie dużym oporem jak ACTA. Poza tym czy warto wymuszał opłaty? I po co na siłę utrzymywać wytwórnie? Jak nie mogą się odnaleźć na rynku to niech padają. Najważniejsze, żeby muzycy dostawali kasę za to co robią, a użytkownicy mogli słuchać nowej muzyki. A na to pozwala np. YouTube, Spotify czy koncerty na żywo. Spotify to przykład właściwego kierunku – użytkownik słucha za darmo, a muzyk dostaje część zysków w zależności od odtworzeń. (Choć niestety ostatnio coraz głośniej twórcy narzekają na bardzo niskie wypłaty z serwisu…).