Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.01.2011
czwartek

Re-produkcja i produkcja – zasady podobne

27 stycznia 2011, czwartek,

Hiszpańscy badacze sprawdzili, jak wygląda struktura aktywności użytkowników sieci peer-to-peer. Wyniki może nie zaskakują, ale na pewno są interesujące – głównymi dostawcami treści są osoby/grupy działające z pobudek ekonomicznych.

Hiszpańscy badacze z Uniwersytetu Carlosa III w Madrycie, w kooperacji z Universytetem Oregon i Politechniką Darmstad stworzyli narzędzie do śledzenia ruchu w sieciach BitTorrent (więcej szczegółów znajdziecie tutaj). Dzięki niemu uzyskali dane na temat proporcji pomiędzy ściągającymi a publikującymi treści (jako tych drugich nie traktując ściągających, którzy udostępniają „cudze” pliki) w dwóch najpopularniejszych (zapewne w momencie uruchomienia projektu, jak rozumiem przed ograniczeniem aktywności przez drugi z nich) serwisach, PirateBay i Mininova. Okazuje się, że za 66% treści, generujących później 75% ściągnięć, odpowiada grupa około… 100 osób.

Podmioty publikujące treści w PirateBay i Mininovie – jak wynika z badania – dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to „fake publishers”, umieszczający w sieciach p2p „fałszywe”, niezgodne z opisem pliki. To głównie ludzie związani z organizacjami zwalczającymi piractwo. Druga to użytkownicy lub grupy użytkowników, którzy umieszczają w sieciach najbardziej pożądane treści i którzy ponoszą na ich zdobycie największe nakłady, a także najwięcej ryzykują. Dla nich podstawową motywacją są zyski – głównie z reklamy online, ale i z „vipowskich”, płatnych kont dla osób, które płacą za szybszy transfer plików. Niby nic zaskakującego, niemniej ciekawe, że nieformalna ekonomia rozpowszechniania treści w sieci jest odbiciem tej formalnej – dominują w niej ludzie, którzy traktują tę aktywność jak pracę i czerpią z niej dochody.

Wyniki hiszpańskiego projektu to dla mnie dowód, że zajmując się ahierarchiczną produkcją i dystrybucją treści w sieci wciąż zbyt często je uromantyczniamy. Nie dość, że przeceniana jest skala „produkcji partnerskiej”, jak i jej ahierarchiczność, to podobne obserwacje można odnieść także do partnerskiej „re-produkcji”. Tak jak Wikipedię tworzy przede wszystkim wąska grupa ludzi i tak jak na YouTubie produkcje amatorskie stanowią relatywnie niewielką część treści, podobnie jest z praktykami redystrybucyjnymi. Oddolna aktywność, pomimo fantazji o „user generated content”, wciąż jest niewielka. Produktywność internautów jest duża, ale tylko wtedy, kiedy uznamy za twórczość każdy drobny gest, który zostawia ślad w sieci, jak wpisanie emotikonu pod czyimś statusem na Facebooku.

Jednak twórczość twórczości nierówna – tak jak slacktywizm nierówny aktywizmowi, a publikowanie treści w sieciach p2p nie jest tym samym, co udostępnianie, czasem nawet nieświadome, ściągniętych plików. Coraz bardziej skłaniam się ku myśleniu, że zamiast koncentrować się na przemianie praktyk kulturowych, stymulowanej tylko przez nowe narzędzia, powinniśmy przyznać, że to właśnie oprogramowanie odwala niemal całą robotę. Tyle, że w tym ujęciu, przejście od kultury 1.0 do 2.0 nie jest już wymuszone oddolnym ciśnieniem, a tylko pomysłami elitarnej grupy programistów, którzy tworząc aplikacje do tworzenia i redystrybucji, podejmują decyzje za nas. Trochę jak hakerzy zamieniający nasze komputery w zombie na użytek ataków DDoS – tyle tylko, że w wypadku kultury jako efekt uboczny dostajemy miły bonus.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. skąd w takim razie wzięły tysiące pozwów sądowych, które RIAA sukcesywnie dostarczała w ostatnich latach Amerykanom? Wielka mistyfikacja? Łowienie płotek?

  2. sam się nad tym zastanawiałem – albo badacze się mylą, albo RIAA jest od nich mniej rozgarnięte, ewentualnie, co wydaje mi się najbardziej prawdopodobną opcją, „profesjonalnych” piratów jest trudno złapać, łatwiej skarżyć tysiące dzieciaków, licząc na efekt psychologiczny

  3. czyli netokracja istnieje i ma się dobrze

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Sieć jest rynkiem i jeśli ktoś chce zdobywać kapitał w postaci uwagi użytkowników, tak aby chcieli obejrzeć i skomentować dany content, to musi to się wiązać z profesjonalizacją. Bo faktycznie tak jak istnieją profesjonalni piraci, tak też można mówić o etatowych leecherach.

    Jednak jak wynika z moich obserwacji, takie nasilone ściągnie często jest ściąganiem dla „sztuki” samego ściągania (nierzadko użytkownicy pobierają ogromne ilości danych, a później z nich nie korzystają – większości filmów nie obejrzą, muzyki nie przesłuchają, odpowiada temu zwrot „mam to na dysku” – jakby posiadanie jakiegoś zapisu było tożsame z jego wykorzystaniem). Wykształca się coś w rodzaju stylu życia odpowiadającego użytkownikowi-leecherowi, chyba, że pobierali torrenty, żeby przerabiać je później na rapidshare’y by czerpać z tego jakieś punkty.

    Dochodzą jeszcze mixy – ciekawe jakby to wyglądało to w sieciach p2p z wbudowanymi opcjami społecznościowymi jak np. w Soulseeku. Pobieranie danych staje się hobby – pobieram dane jako rodzaj komunikacji fatycznej, mogącej prowadzić do konwersacji, a nie odwrotnie jak to ma miejsce w last. fm.

    Zastanawiam się nad tym, co w takim razie może zostać uznane za content użytkowników? Sieć nie jest zupełnie egalitarna pod tym względem. Ilość odwiedzin? Kwalifikacja ekspercka? „Ta treść nie jest treścią” – jeśli ten emotikon nie byłby treścią, to czym? Dawne problemy kulturoznawstwa są wywoływane do tablicy.

  6. Pozostawiłbym wąsko rozumianą kwestię technologii i odniósłby się do zwyczajnej praktyki życiowej. Zdroworozsądkowe spojrzenie unaocznia, że zespół badaczy Ameryki nie odkrywa. Ich uwagi można – z powodzeniem – zbanalizować, odnosząc do każdej niemalże sfery zbiorowego życia. Tak po prawdzie, jaki procent tych, co:
    – idą do galerii handlowej robi w niej zakupy, a nie z nudów się szwenda?
    – odwiedza galerii sztuki i kolekcjonuje obrazy lub tworzy?
    – kupuje książki i je w ogóle czyta?
    – głosuje na konkretną partię i zna jej program wyborczy?
    – słucha muzyki i pojmuje reguły komponowanie?
    – chodzi do kościoła i zna zasady swojej religii?
    Nic nowego, pod słońcem.

  7. Tak samo jak nowym nie jest komputer – było już liczydło, samochód – istniał powóz. Zjawisko nie jest nowe esencjalnie, jednak przybiera nowe formy. Warto na nie także dlatego zwrócić uwagę, że co raz więcej osób woli się szwendać szukając plików po piratebay niż po galerii handlowej. Ma to także konsekwencje prawno-ekonomiczne, a szwędanie się po galerii jako takie nie…

    Problem ogólnoludzkiej ignorancji dotyczy już bardziej metafizycznej refleksji 🙂

  8. święta prawda 🙂

  9. Ale ja nie wiem, czy one są „kontr” – jasne, że wszyscy korzystający z p2p też udostępniają pliki, ale są to pliki, które oni sami ściągnęli z sieci. Opisywane badanie koncentrowało się na tych, którzy wrzucają do sieci nowe treści- i choć nie wiem, na ile wynikom można wierzyć, to jednak notka z torrentfreak wg mnie nie kwestionuje tych wyników w żaden sposób.