Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

22.05.2011
niedziela

Godin: Przyszłością biblioteki jest nie-biblioteka

22 maja 2011, niedziela,

Seth Godin opublikował niedawno na blogu tekst o przyszłości bibliotek, w którym kreśli trajektorię przemian biblioteki przez stulecia: od „magazynu książek”, przez magazyn tak duży, że potrzeba do niego przewodnika-bibliotekarza, po nieprzydatny już magazyn, w którym wartościowy jest już tylko bibliotekarz. Godin twierdzi – moim zdaniem całkiem słusznie – że w obecnych, amerykańskich realiach biblioteki jako fizyczne przestrzenie udostępniania informacji przestają pełnić swoją funkcję. Upraszczając, ze względu na istnienie Wikipedii. A młodzi ludzie

Potrzebują bibliotekarza bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej (by wskazał kreatywne sposoby znajdywania i używania informacji). Biblioteki nie potrzebują już wcale.

Napisałem „realiach amerykańskich”, bo uważam, że Polska jest jeszcze w trochę innej sytuacji, a papierkiem lakmusowym jest w tym wypadku poziom sprzedanych e-booków. W Stanach Amazon sprzedaje ich więcej niż książek, u nas to nadal jest nisza. Pomijam fakt, że to zapóźnienie jest moim zdaniem katastrofalne, że błaha sprawa, jaką pozornie jest niedostępność na rynku polskim takich urządzeń jak Kindle (które trzeba sprowadzać z zagranicy) jest de facto czubkiem lodowym wielkiego cywilizacyjnego handicapu. Ale skoro już tak jest, to tezy Godina mogą jeszcze do Polski nie pasować – ale tylko przez chwilę.

Godin zastanawia się następnie, jaka jest przyszłość biblioteki – i dochodzi do wniosku, że jest to przestrzeń, w której ludzie razem pracują. Nie tylko fizycznie, ale też koordynują działania, wspólnie wymyślają projekty, itd. Tyle że bez książek.

Wizja ta mnie przekonuje, ale nie jest to już wizja biblioteki. Wydaje mi się, że kultura sieciowa wymaga własnej formy instytucji kultury, i nie będzie nią biblioteka, tak silnie spięta z przeszłym kształtem naszej kultury. Może przez jakiś czas będziemy ją nazywać biblioteką, może nawet „biblioteką bez książek”, ale potem nazwiemy je jakoś inaczej.

Godin dobrze chwyta sedno tej nowej instytucji – jako zdolnej

wziąć świat danych w garść, połączyć z określoną społecznością ludzi i wytwarzać wartość dodaną.

Bo specyfika kultury sieciowej wynika z jej funkcjonowania na styku przepastnych zasobów informacji i hiperaktywnych sieci komunikacji. Byłoby przy tym nienajgorzej, gdyby nowe instytucje wyrastały na bazie dotychczasowych – jeśli te będą potrafiły się zmienić, przepoczwarzyć, odrodzić na nowo. A to niestety jest trudne, i możliwe, że zalążków tej nowej instytucji należy szukać na obecnych marginesach – w miejscach nazywających siebie „medialab” czy „hackerspace„.

 

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Stanisław Lem zajmował się w dogłębny sposób kwestią wiedzy i wyszukiwania informacji: i w Golemie, i w Solaris, i w Pamiętniku znalezionym w wannie. Pewnie również wymyślił słowo na wyszukiwanie wiedzy wśród zalewu informacji (co ma być swego czasu jedynym sposobem uprawiania nauki), ale nie pamiętam teraz, gdzie to pisał..

  2. Niemniej amerykańskie biblioteki maja się dobrze 😉 , chociaż także z 10-15 lat temu przeżywały podobne cyfrowe strachy jak u nas. Prócz innych mediów, książki są także, lecz nie są fetyszem. Amerykanie dawno wyciągnęli nauki z ekonomii uwagi („komunikacja, durniu!”) i oswoili różne nowości. „Używają” ponadto bibliotek jako instytucji kształtujących kompetencje medialne, obywatelskie i właśnie kooperacyjne. Polecam blog http://bibliolabpl.blogspot.com opisujący wrażenia z wizyty studyjnej w amerykańskich bibliotekach, która była rodzajem „podróży do przyszłości” (miejmy nadzieję):

    Trochę przykładów: YOUmedia (dział Chicago Public Library):
    http://bibliolabpl.blogspot.com/2010/12/nieustajacy-medialab-czyli-youmedia-w.html
    Champaign Public Library (ok. 70 tys. mieszkańców):
    http://bibliolabpl.blogspot.com/2010/12/szampanska-biblioteka-publiczna-czyz.html
    Christman Public Library (biblioteka właściwie zrobiona przez lokalną społeczność – ok. 1,4 tys. mieszkańców):
    http://bibliolabpl.blogspot.com/2010/12/chrisman-public-library-czyli-jak.html

    Moim zdaniem kluczem otwierającym kolejne formuły biblioteki jest nie tyle nadzwyczajna „światłość” i foresight bibliotekarzy, ile specyficzne tamtejsze relacje władzy (biblioteki są takie, bo tak chcą „podatnicy, durniu!”), przekonanie że pracownicy publicznych instytucji, podobnie jak biznes musza się wykazywać przedsiębiorczością i innowacyjnością oraz to, jak Amerykanie traktują sferę i instytucje publiczne. Trochę o tym tutaj: http://bibliolabpl.blogspot.com/2010/12/jak-to-dziaa-w-ameryce.html
    i tutaj: http://bibliolabpl.blogspot.com/2010/12/spolecznosciowosc-10-w-amerykanskich.html

    Warto podkreślić, że w USA nie ma Ministerstwa Kultury z jego dotacjami, nie ma żadnego prawa, które nakazuje tworzenie i utrzymywanie bibliotek, ani żadnych happeningów typu 1% na kulturę.

  3. Miałem okazję przysłuchiwać się opiniom wydawców na temat rynku e-booków w Polsce podczas Targów Książki w Warszawie. Byłem zaskoczony podejściem wydawców do tematu. Sceptyzm, ostrożność i strach to najłagodniejsze z określeń.
    Wracając do Lema to trochę szkoda, że go już nie ma. Ciekawe czy Kindle by mu się spodobał. Niestety … sprowadzenie Kindla nic nie daje bo większości wydanych w Polsce e-booków nie odtworzy. 🙂 @wydawcy i ich podejście
    Biblioteka jako miejsce udzielanie informacji jak korzystać z informacji? Jak najbardziej. Sam się tym trochę interesowałem i widzę ogromną potrzebę w ogarnięciu chaosu jakim jest internet, ale to temat na dłuższy referat.

  4. 1. w zasadzie nic nowego… najpierw obietnica wolności, później nadmiar alternatyw i potrzeba władzy preselekcji… a stąd już krok do hegemonii gustów
    2. czy w tym kierunku nie idą projekty Davida Silvera takie jak The Project September?
    3. warto chyba tez skorygować spostrzeżenia o różnicę kultury czytelnictwa: w Stanach nadal mamy żywą tradycję spotkań autorskich, klubów dyskusyjnych, dlatego wizja magazynów na książki adekwatna jest raczej dla naszego kraju. w końcu – jak w każdej polskiej instytucji – głównym beneficjentem większości bibliotek w Polsce są zatrudnione w nich osoby :PP