Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

8.06.2011
środa

Internet Archive dostrzega problem

8 czerwca 2011, środa,

Największe na świecie oddolne archiwum cyfrowe Internet Archive, założone w roku 1996 przez Brewstera Kahle, zaczęło gromadzić fizyczne egzemplarze digitalizowanych materiałów. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta: to reakcja na to, że amerykańskie biblioteki zaczynają pozbywać się papierowych książek, ale też na szerszy trend porzucania trudniejszych w utrzymaniu i zarządzaniu fizycznych zbiorów, także muzyki i filmu. Obszrny tekst autorstwa Kahle, w którym wyjaśnione zostają motywacje, ale też opisane konkretne działania, znajdziecie na blogu Archive.org.

Warto przeczytać, bo mam wrażenie, że choć „analogowy backlash” raczej nam nie grozi, to interesujące jest czytanie o tym, jak ludzie z Internet Archive myślą o swoich zbiorach cyfrowych. Nie tylko jako o plikach, lecz też jak o (niewidzialnych dla nas) przedmiotach, takich jak dyski twarde. W takim ujęciu rozszerzenie zakresu działalności o fizyczne archiwum orginałów, których kopie trzymają w archiwum cyfrowym, wydaje się logiczne. Zresztą znaczna część z nich, o ile dobrze rozumiem, pozostanie jako depozyty w swoich miejscach pochodzenia, Archive.org będzie nimi tylko zdalnie zarządzać.

W tym wszystkim widać kilka paradoksów, które u mnie samego włączają skojarzenia z obawą (która jest też moim udziałem), żebyśmy digitalizując i dopasowując się do nowych oczekiwań, nie wylali dziecka z kąpielą i nie stracili czegoś bezpowrotnie. Bo jednak zaskakująca jest sytuacja, w której liderzy cyfrowej archiwizacji – którą rozpoczęli przecież także dlatego, że nie radziły sobie z nią istniejące instytucje – dostrzegają problem związany z tym, że tańsze w użytkowaniu cyfrowe kopie z czasem stały się zagrożeniem dla fizycznych egzemplarzy. Zagrożeniem, które może sprawić, że odchodząc od archaicznych „magazynów książek” sprawimy, że przetrwają pojedyncze. Jest to też kolejny przykład, obawiam się, że nie tylko ściśle „amerykański”, że o kolejne obszary kultury muszą dbać oddolne instytucje. Bo te tradycyjne, z opóźnieniem wskakując do cyfrowego pociągu, czasem zapominają o bagażach, które zostawiły na peronie.

A cała idea ciekawie koresponduje z tym, co poniżej napisał Alek.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Wypada parę spraw sprostować, a nawet mocno się nie zgodzić.

    1. Internet Archive nie jest jedynym przedsięwzięciem, które w ten sposób działa. Wcześniej zrobiła to Center for Research Libraries z siedzibą w Chicago. Jest INSTYTUCJĄ i skupia ok. 250 INSTYTUCJI, najczęściej bibliotek, z całego świata. Jedną z jej usług, związanych z cyfryzacją treści jest bycie „biblioteką ostatniej książki”. http://bibliolabpl.blogspot.com/2010/12/dugi-ogon-pamiec-swiata-i-biblioteka.html . Zatem IA jest tu naśladowcą (wg mnie bladą kopią) w pewnej niszy i w porównaniu z CRL jego potencjał w tym zakresie jest umiarkowany. Na marginesie, CRL to dowód, że zjawisko „długiego ogona” to nie wyłączna domena cyfrowego świata, lecz umiejętnej kooperacji, która obniża koszty transakcji.

    2. Uważam, że wniosek: „o kolejne obszary kultury muszą dbać oddolne instytucje” jest na wyrost i bez pokrycia. Instytucje, które tworzą zasoby cyfrowe na podstawie posiadanych przez siebie egzemplarzy papierowych, o ile są instytucjami pamięci, a nie tylko komunikacji, muszą dbać o oba rodzaje zasobów. Zachowanie papieru to nie tylko ustawienie go na półce. To zapewnienie odpowiednich warunków klimatycznych, ochrona mikro- i makrobiologiczna, naprawy defektów, konserwatorskie odświeżanie starzejących się egzemplarzy. Do tego trzeba wielkich pieniędzy i zawodowców. Przeciętny koszt konserwacji mocno leciwego egzemplarza to kilkanaście tysięcy złotych.

    3. Przykłady amerykańskie, w tym inicjatyw oddolnych i działań międzyinstytucjonalnych i analogie do naszych możliwości, to mniej więcej jak porównywanie amerykańskich i polskich programów kosmicznych. 😉

    4. Inicjatywy oddolne są znakomite i przynoszą mnóstwo ciekawych możliwości, pozwalają dotrzeć do różnorodnych treści. Uwielbiam je i próbuje stymulować. Mają jednak też wady, nie są w stanie zapewnić pewnych spraw, a ich kierunkowanie także kosztuje.

  2. Remigiusz, dzięki za komentarz – ale nie mam poczucia, że to o czym piszesz, jest w jakiejś radykalnej sprzeczności z notką. Może jej wymowa jest trochę „podkręcona”, ale głównie dlatego, że jednak było dla mnie zaskakujące, że IA, które wystartowało jako bezprecedensowy projekt oddolnego archiwum cyfrowego, wraca „do korzeni”. Nawet jeśli jest to w dużej mierze symboliczny gest, bo jednak łatwiej jest wystartować oddolnie z wielkim archiwum cyfrowym, niż ze zbiorem książek, to wydaje mi się istotny – choćby jako symbol właśnie. Zresztą chyba też o to im chodziło, bo w USA nie tak dawno temu toczyła się dyskusja o tym, czy biblioteki potrzebują papierowych książek, a problemy z nakładami na edukację nie są wyłącznie polskie czy europejskie, wszyscy mają podobne problemy, także Amerykanie.

    Zgadzam się, że porównywanie Stanów i Polski ma sens średni, ale znów – wydaje mi się, że warto mieć jakiś pubkt odniesienia dla naszych aspiracji. Zwłaszcza w kontekście wątku 4. – inicjatyw oddolnych, które jak wiemy działają u nas średnio. Choć cała ta informacja jest też dla mnie sygnałem, że sztywne rozróżnienie na instytucje „odgórne” i „oddolne” ma chwilami średni sens, bo IA ewidentnie idzie w kierunku stania się taką hybrydą, funkcjonującą przecież także w obiegu „oficjalnym”.