Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.06.2011
poniedziałek

Co z prywatnością?

27 czerwca 2011, poniedziałek,

Duńska policja zaproponowała, aby w ramach walki z terroryzmem zablokować anonimowy dostęp do internetu w miejscach takich jak biblioteki czy kawiarnie. Projekt oczywiście wzbudził kontrowersje (zobaczcie komentarze pod zlinkowanym wpisem na Boingboing), ale pytanie brzmi: czy anonimowość w sieci nie jest już tylko mitem?

Kiedy o blokadzie anonimowości mówi policja, od razu mamy totalitarne skojarzenia i pewnie zestaw sensownych uwag technicznych – choćby takich, że przecież zorganizowani przestępcy i tak obejdą zakazy, a przepis uderzy w zwykłych ludzi, którzy będą chcieli ujawnić tajne informacje, narażając się na problemy z prawem czy pracodawcą. Ale anonimowość jest przecież nie tylko ważnym atutem internetu, ale i jego przekleństwem, o czym wszyscy doskonale wiemy. Pamiętam, jak podczas ostatniej konferencji Kultura 2.0 Frank Buschmann z Madrytu mówił jak ważne jest, żebyśmy nauczyli się brać odpowiedzialność za to, co dzieje się w sieci – jakie ślady w niej zostawiamy, jak zachowujemy się w interakcjach z innymi. To druga strona anonimowości – która daje wolność, także wolność od konsekwencji własnych działań.

Przede wszystkim jednak trzeba pamiętać, że anonimowość coraz częściej jest mitem – ciekawie pisze o tym Brian Stelter w „NY Timesie”. Autor podaje efektowne przykłady tego, jak internauci nawzajem rozpoznają w sieci anonimowych bohaterów nagrań i komentuje to w następujący sposób:

To some, this could conjure up comparisons to the agents of repressive governments in the Middle East who monitor online protests and exact retribution offline. But the positive effects can be numerous: criminality can be ferreted out, falsehoods can be disproved and individuals can become Internet icons.

Oczywiście trudno sporządzić prosty bilans zysków i strat. Zwłaszcza, że w tekście nie zostaje wspomniany fakt, że jesteśmy monitorowani nie tylko przez innych internautów, lecz przede wszystkim przez dostawców usług internetowych. Można więc zaryzykować prowokacyjną tezę, że jeśli ktoś zrobi coś naprawdę istotnego, i tak zostanie namierzony. Z wolności korzystają za to drobni „internetowi przestępcy” – bo przecież nikt nie będzie identyfikować każdego autora antysemickiego komentarza na Onecie. Czy w tej sytuacji za anonimowością powinniśmy tęsknić? Być może w myśl nadrzędnych zasad tak. Ale coraz mniej jestem tego pewien.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. No dobrze. Ale skoro w tej chwili sieć wifi zaszyfrowana WEP praktycznie nie różni się od nie szyfrowanej to czy powinno się też karać właścicieli AP którzy nie przeszli na nowsze (jeszcze nie do końca połamane) algorytmy szyfrowania transmisji?
    A co z komórkami działającymi jako mobilne hot spoty? Dolary przeciw orzechom, że jest sporo takich którzy włączyli tę opcję bo potrzebują dostępu do netu z laptopa czy innego tabletu, ale pojęcia nie mają o co z tymi zabezpieczeniami chodzi, a najlepiej im działa jak jest tam napisane ?open? 😉

    Oczywiście jeśli spojrzeć na zimno to ta cała anonimowość nie jest do niczego potrzebna, z drugiej strony nie da się z całą pewnością potwierdzić tożsamości ?nadającego?, a co najwyżej właściciela punktu dostępowego. Czyli ? jest jak było, tylko oficjalne i ułatwiające ludziom życie hot spoty znikają?

  2. Anonimowość coraz częściej jest fikcją. Mój dostawca internetu – sieć telewizji kablowej – ma pełny ogląd mojego korzystania z internetu, jak i oglądania telewizji. I na pewno przydaje się to do konstruowania oferty dla klientów, strategii marketingowej itp. Gdyby mi to przeszkadzało i chciałbym uniknąć komercyjnej inwigilacji, szukałbym zapewne oferty mniejszego dostawcy, być może łańcuszek dostępu w jakiś sposób utrudniałby dostęp do moich sieciowych wyborów.

    Jednak zupełna likwidacja anonimowości, albo umownej anonimowości, bo każdego i tak da się namierzyć, jest niepokojąca. Oczywiście, są zalety. Ale w „Raporcie mniejszości” instytucja przedstępstwa też pełniła funkcję ochronną. Jak się jednak okazało, pomimo ogromnej skuteczności, zdarzały się błędy i za cały system płacili od czasu do czasu przypadkowi, którzy niekoniecznie musieli popełnić zbrodnię. Dlaczego wszyscy mają coś stracić, tylko dlatego, że istnieje drobny odsetek oszołomów?

    Najbardziej mnie jednak przeraża, że anonimowy internet zamordowano w publicznych uczelniach, korzystających z sieci eduroam. Żeby się połączyć przez wifi, trzeba według procedury zainstalować certyfikat uczelni i certyfikat określonego studenta, doktoranta czy pracownika. To dostosowanie do ustawy. Ale jednak pozostaje spory niesmak, że publiczne instytucje, które powinny stać na straży wolności, identyfikują każdego, kto chce korzystać z dobrodziejstw informacyjnej sieci. A osobom spoza środowiska – np. czytelnikom biblioteki spoza grona akademickiego – zamyka się w ten sposób dostęp do internetu (chyba że funkcjonuje jakieś obejście, o którym nie wiem).