Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

2.08.2011
wtorek

Skończone / nieskończone zamiast stare / nowe

2 sierpnia 2011, wtorek,

Przeczytałem właśnie Facebook and the Epiphanator: An End to Endings? Paula Forda w „New York Magazine” – Ford przedstawia dość już wymęczoną debatę o starych i nowych mediach w nowych ujęciu: braku lub obecności zakończenia. I tak media społecznościowe to media „bez początku i bez końca”, zaś media tradycyjne to takie, w których przekaz kończy się, dosłownym lub symbolicznym, znaczkiem „?” na końcu. Media tradycyjne zawsze serwują nam znaczące zakończenie, małą epifanię (stąd tytułowy Epifanator) – media społecznościowe „nie rozumieją nic”.

Jest to oczywiście pewne uproszczenie, od razu widać, że blogi wpadają w szczelinę między dwoma opozycjami – ale zresztą blogi z perspektywy najpopularniejszych obecnie mediów społecznościowych zaczynają wyglądać raczej staro niż nowo.

Ujęcie różnic z perspektywy zakończeń pozwala Fordowi unikać porównań dotyczących „głębi”, „związków z prawdziwym życiem” czy „złożoności” – za których używanie wini wielu krytyków nowych mediów.

To rozróżnienie jest też ciekawe z perspektywy użytkownika – który albo musi założyć, że konsumuje treści bez zakończenia, i zawsze będzie wstawał od komputera z lekkim ssaniem w dołku i niedoczytaną listą nowych wpisów / artykułów; albo też sam musi narzucać sobie zakończenia i definiować epifanie. Co wydaje się na tyle trudne, że ktoś powinien stworzyć app robiący to za nas.

Ford na tapetę bierze Jonathana Franzena, który niedawno wygłosił i opublikował typową tyradę przeciw nowym mediom (Ford: „Potrzeba nowego słowa na opisanie uczucia, które Ciebie ogarnia, gdy starsza osoba – niewiele starsza, tak szybko wszystko dziś się zmienia – robi z siebie głupka wmawiając młodym, jak powinni żyć”).

Franzen, na marginesie, wskazuje na jedną ciekawą sprawę – że Facebook zmusza nas do traktowania słowa „lubić” jako czynności, a nie stanu – lubienie jest szybkim działaniem podkreślonym kliknięciem, co pozwala np. polubić 100 osób w jeden dzień, rzecz wcześniej niewykonalną. W języku polskim możnaby na opisanie tego zjawiska wytoczyć formę dokonaną tego czasownika i mówić o „zlubieniu” na Facebooku.

Ford krytykuje Franzena, ale dyskusja sprawia mu przyjemność. I ja sam odkrywam – trochę mnie to zaskakuje – że tęsknię do debat o starych i nowych mediach, u nas na polskim podwórku. Bo można odnieść wrażenie, że konsumujemy te wszystkie media jako społeczeństwo bezrefleksyjnie, redukujemy czytelnictwo jednego tytułu, wpisujemy się na nowy serwis społecznościowy, a dyskusja sprowadza się do tego, który serwis społecznościowy jest w danej chwili górą. Jako społeczeństwo nie stać nas za bardzo na importowanie namysłu nad mediami, jeśli chcemy zachować jakąkolwiek lokalną specyfikę.

*

I jeszcze jedna przydatna uwaga Forda: użytkownicy nie wybierają stron w jakimś konflikcie, tylko serwisy, z których korzystają. „Nikt nie zapisał się na Facebooka w celu zniszczenia przemysłu wydawniczego”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop