Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

29.09.2011
czwartek

Open source. Potrzebujemy w Polsce więcej odwagi

29 września 2011, czwartek,

Dwa dni temu w Warszawie odbyły się dwie konferencje związane ze społeczeństwem cyfrowym – „Siećpospolita” w Kancelarii Prezydenta (tu krótka informacja prasowa)oraz organizowana przez FWiOO „Rola innowacji projektów open source w polskiej gospodarce”.

Mogłem wziąć udział tylko w pierwszej z nich – niestety, bo i druga zapowiadała się ciekawie. Ale temat open source pojawił się także na konferencji u Prezydenta, dzięki pytaniu zadanemu przez internautę, który zapytał Prezydenta, czy podejmie on kroki zmierzające do wykorzystania otwartego i bezpłatnego oprogramowania w instytucjach publicznych.

O komentarz i odpowiedź został poproszony wiceprezes PTI Wiesław Paluszyński – i to jego wypowiedź sprowokowała mnie do tego wpisu. Bowiem była to odpowiedź rozsądna, ale jednocześnie bardzo zachowawcza. Stawiająca pytania, gdy odpowiedzi na nie są już właściwie znane. Wiceprezes Pałuszyński odpowiedział bowiem, że instytucje publiczne nie mogą mieć przyjętych z góry prefrencji dla otwartego oprogramowania. Wspomniał o kwestiach bezpieczeństwa – sugerując jak rozumiem, że model open source może się kłócić z odpowiednimi wymogami. Wreszcie wspomniał, że nie ma niczego za darmo.

Przypomniały mi się bardzo podobne wypowiedzi, wygłaszane przez czołowych polskich ekspertów od systemu nauki w odniesieniu do Otwartego Dostępu (do publikacji naukowych) – w przypadku którego też pojawiają się – rytualne już dla mnie – wątpliwości. W tym przypadku dotyczące  jakości otwartych publikacji oraz niepewnych kwestii finansowych.

W obu wypadkach problem polega na tym, że odpowiedzi na stawiane pytania są dobrze znane. Nie jest tak, że open source z gruntu nie jest bezpieczne – inaczej Google nie stawiałby całej swojej infrastruktury na systemach linkusowych. Dziwi mnie też równanie open source z darmową produkcją  – gdy powinno już być jasne, że chodzi o sposób udostępniania kodu – a kwestia jego produkcji jest sprawą drugorzędną. W pewnych wypadkach sprawdzają się modele oparte na pracy za darmo, ale równie często otwarty kod piszą dobrze opłacani korporacyjni koderzy.

Traktuję przy tym wypowiedź p. Pałuszyńskiego jako stanowisko wypowiadane w imieniu całego środowiska. Podobne głosy słyszeliśmy w trakcie konsultacji przygotowanej przez Centrum Cyfrowe „Mapy drogowej dla otwartego rządu w Polsce„, w której jedna z rekomendacji dotyczy stosowania w administracji rozwiązań informatycznych typu open source. Wątpliwości były podobne.

Martwi mnie, że bardziej odważnie nie podchodzimy do nowych modeli. Bo samo open source uczy nas, że należy „fail early, fail fast” – i tego rodzaju wątpliwości sprawdzać w praktyce. Zarówno w przypadku open source, jak i w przypadku Otwartego Dostępu jedyne co może rozwiać nasze wątpliwości to pilotaże i eksperymenty. Nie przesądzając ich wyniku, jeśli w praktyce okaże się, że model open source jest droższy, lub niebezpieczniejszy, to zrezygnujmy z niego. Ale są na pewno takie obszary i usługi publiczne, w których kwestie bezpieczeństwa nie są istotne, a model otwarty – pozwalający np. na swobodne kopiowanie i wdrażanie rozwiązań – tylko zapewni oszczędności. Pamiętajmy przy tym, że nie chodzi tylko o otwartość nowopowstających rozwiązań – to także promowanie wykorzystywania gotowych narzędzi open source w instytucjach publicznych, które mogą zaoszczędzić środki na każdym kroku – choćby na CMSach.

Warto też brać przykład z innych. Naszych wątpliwości nie podzielają Brytyjczycy – w przyjętej w 2010 roku Government ICT Strategy” czytamy:

In more recent years, however, many public sector organisations have demonstrated that open source products can be best for the taxpayer […].

I nie chodzi oczywiście o wyłączne stosowanie otwartych rozwiązań, ale traktowanie ich jako alternatyw w sposób „aktywny i uczciwy” – bowiem open source może oznaczać znaczące oszczędności dla podatnika.

Mamy na szczęście w Polsce przykłądy pozytywne. Narodowe Archiwum Cyfrowe tworzy swoje rozwiązania w modelu otwartego oprogramowania (i nawet się tym chwali!), Ministerstwo Gospodarki deklaruje, że będzie w tym modelu tworzyć nowy system dla konsultacji społecznych.

Modelu zamawiania i produkcji oprogramowania w instytucjach publicznych nie da się zmienić z dnia na dzień – i nie chodzi o to, żeby nagle wszystko wywrócić do góry nogami. Ale nie możemy też tkwić w impasie, dyskutując o wątpliwościach i próbując przekonać się nawzajem o wadach i zaletach tego modelu. Wydaje mi się, że potrzebujemy w tej kwestii niezależnej ekspertyzy – a ta powinna być oparta na konkretnych, pilotażowych projektach. Potrzebujemy też wszyscy trochę więcej odwagi w kwestiach cyfrowych.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Jeśli głos PTI ma być głosem środowiska to raczej środowiska managerów przemysłu informatycznego niż informatyków wogóle, takie jest moje zdanie.

    Jeśli chodzi o Open Source w zamówieniach publicznych to na pewno warto byłoby się oprzeć na jakiś obiektywnych danych, ale z moich obserwacji programisty wynika, że:

    1) ‚reuse’ w programowaniu jest wielkim problemem, obawa, że ktoś skopiuje kod jakiegos dedykowanego rozwiazania napisanego dla administracji polskiej i sprzeda to później gdzieś indziej jest zupełnie bezpodstawna

    2) jeśli się kod opublikuje to każdy może go później krytykować i to chyba jest prawdziwą przyczyną dla której firmy nie chcą tego robić, boją się ujawnienia tego bagna jakim jest zwykle kod napisany ‚aby tylko działało’

  2. W kwestii formalnej: Pa_l_uszyński.

  3. Kultura 2.0, open source – a na górze banner reklamowy Microsoftu…