Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

20.10.2011
czwartek

W cieniu Jobsa

20 października 2011, czwartek,

Głupio licytować się, kto ze zmarłych niedawno osób związanych z branżą komputerową jest ważniejszy. Ale na pewno warto przypomnieć, że w ostatnich dniach odeszły dwie osoby, które – choć raczej nie trafią na okładki żadnych czasopism – zmieniły świat komputerów i nasze myślenie o nim w stopniu niekoniecznie mniejszym, niż Steve Jobs. To Dennis Ritchie i Friedrich Kittler.

Ritchie zmarł przed tygodniem. Był twórcą języka C, którego użył do stworzenia systemu Unix. Bez Uniksa systemy operacyjne wyglądałyby dziś zapewne inaczej. Z rodziny Unix wywodzi się zresztą także Mac OS. Ale listę technologicznych spadkobierców dzieci Ritchiego można ciągnąć w nieskończoność. Przeglądarki internetowe, serwery – większa część internetu i tego co w nim robimy możliwa jest dzięki pochodnym języka C. Programowanie obiektowe też.

Wczoraj zmarł Friedrich Kittler – jeden z najbardziej przenikliwych, ale też drażniących i prowokacyjnych badaczy mediów. Wielki umysł, który w czasach, kiedy o mediach pisze niemal każdy, potrafił zająć się nimi w sposób oryginalny. I kompetentny – jak wiadomo, znał się na programowaniu i gardził interfejsem graficznym. Jestem pewien, że jego prace będą w kolejnych latach wywierać coraz silniejszy wpływ na rozwój studiów nad mediami.

A wracając do Jobsa – którego śmierć, a raczej zamieszanie wokół niej pokazało, że celebrycki status przysługuje dziś także osobom z branży komputerowej. My z Alkiem też napisaliśmy o nim tekst do Dwutygodnika. Dla równowagi wobec wszechobecnych peanów, nieco uszczypliwy – choć sami pracujemy na Makach i nikt do ich zalet nie musi nas przekonywać. Ale dziś wydaje mi się, że najlepszą metaforą sukcesu Apple (a więc w dużej mierze i samego Jobsa) jest rysunek, który widziałem niedawno w „New Yorkerze”. Jest na nim kapsuła, która pojawia się w restauracji. Ze środka wyskakuje mężczyzna, krzyczący do osłupiałego klienta, przy którym stoi kelner: „Jestem tobą z przyszłości. Wróciłem, żeby cię ostrzec: nie zamawiaj małż. Sos jest trochę zbyt gęsty”. W pierwszej chwili wydaje się to idiotyczne. Wysoka technologia, o której fantazjowały pokolenia, wykorzystana po to, żeby uchronić człowieka przed czymś tak błahym, jak nie w pełni satysfakcjonujący posiłek. Ale w gruncie rzeczy przecież często chodzi o komfort przy takich właśnie detalach. A sos od Apple zawsze jest idealny.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Nie. Sos od Apple nie jest idealny. Często się sprawdza, ale często zawodzi. Zależy od wymagań, oczekiwań. Nie ma sosu idealnego i nigdy nie będzie. iTunes i iPad nie zbawią świata. Konsumpcja wygodnych w użyciu gadżetów nie rozwiązuje żadnego z problemów świata. Mam za to wrażenie, że infantylizuje naszą kulturę a najwięcej zyskują na tym Chiny, które te zabawki produkują.

  2. Jak dla mnie jest bliski ideału – ale chodziło mi o to, że to właśnie tylko sos. Satysfakcjonująca konsumpcja, nic więcej.