Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.10.2011
czwartek

Kryzys przyszłości

27 października 2011, czwartek,

Dawno nie zaglądałem na bloga Kazysa Varnelisa. Odrabiając zaległości natknąłem się na ciekawy wpis z pytaniem o przyszłość kultury sieci.

Punkt wyjścia dla Varnelisa stanowi teza o bezczasowości kultury sieci – bezczasowości, która w dużej mierze odnosiła się do ahistoryczności. Ale Varnelis sądzi, że nawet w obrębie bezczasowej kultury sieci można wyróżnić różne okresy. Pierwszym była proto-kultura sieci, oparta m.in. właśnie na poczuciu końca historii.

Teraz jednak jesteśmy w kolejnym okresie, w którym kryzys dotyka także przyszłości:

Żyliśmy, jak wielu się wydawało, w nowo zglobalizowanym, miejskim wspaniałym świecie, zdominowanym przez kreatywne miasta-państwa, cudowne miejsca rodem z liberalnego science-fiction, w których architektura i technologia mają łączyć się ze sobą w przestrzenie, gdzie wszystko będzie świetne.

Nie tylko za sprawą pęknięcia kredytowej bańki – początku długotrwałej recesji – i upowszechniania ostatniej wyśnionej technologii – tabletu, kultura sieci jeszcze głębiej weszła w sytuację zawieszenia przeszłości. Ale także – w zawieszenie przyszłości. Zresztą sytuacja na rynku kredytowym sama w sobie była kryzysem przyszłości.

Jak odzyskać przyszłość? Nie sądzę, żeby ktoś miał dobry pomysł. Diagnoza Varnelisa doskonale trafia w problem z wizjami nowych modeli rozwoju, także na poziomie kultury. Problemów, które pojawiły się w ostatnich latach, wciąż nie udaje się rozwiązać. Tradycyjny system medialny coraz wyraźniej się sypie i nawet największych entuzjastów internetu musi to martwić, bo przecież fajnie czasem przeczytać gazetę. Wolna kultura zbliża się do mainstreamu, ale równocześnie widać, że nie stanie się nim tak długo, jak długo nie wytworzy – żyjemy przecież w kapitalizmie – skutecznych modeli biznesowych. A to, przyznajmy szczerze, wciąż udaje się średnio. Jest raczej wyjątkiem, niż regułą.

Bardzo podobała mi się wypowiedź katalońskiej prawniczki Raquel Xarabarder podczas kongresu kultury we Wrocławiu (tak, byłem, też mam mieszane uczucia). Powiedziała, że nieco naiwne są pretensje wobec tego, że prawo autorskie nie chroni dziś ani interesów społeczeństwa, ani interesów twórców – że chroni wyłącznie inwestycje. To proste: prawo jest emanacją systemu, w którym powstaje. Dlatego ma taki, a nie inny kształt. Lawrence Lessig (którego nowej książki, przyznaję się, jeszcze nie czytałem) już jakiś czas temu uznał, że aby coś naprawdę zmienić, trzeba zmienić system, w którym argumenty wolnej kultury trafiają w próżnię, bo dziś ważne jest nie dobro publiczne, a interesy lobbystów. W świecie urządzonym tak, a nie inaczej, skala możliwych zmian jest ograniczona. Ale przecież tak postawiony cel wydaje się trudny do zrealizowania. Niełatwo o optymizm. I to jest właśnie kryzys przyszłości.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie!
    Dzisiaj właśnie w Berlinie rozpoczęła się owa przyszłość. Pierwsze posiedzenie parlamentu z Partią Piratów. I od razu poważne tematy, żaden happening. Tymczasem Polityka dalej wiesza psy na Palikocie.
    Pyta Pan, kto jest winien, że w Polsce nie rozważa się problemu własności intelektualnej. Odpowiedź jest prosta: Pan.
    Bo niby dlaczego to Palikot ma się zajmować owym problemem, a nie Pan. Czyżby należał Pan do tych, którym się należy i mogą co najwyżej mieć pretensje i żądania albo donosić?
    Jaka jest główna różnica między Piratami a Palikotem? Różnica jest taka, że Piraci próbują coś zrobić a Polacy próbuję zepchnąć robotę na Palikota, który ma im coś załatwić a oni tylko poczekają.
    Konkretny przypadek praw do własności intelektualnej jakoś nigdzie nikogo nie porusza. Ostatnia dyskusja u p. Bendyka na temat pracy skończyła się narzekaniami na temat pensji programistów. Tylko to się liczy.
    Na blogach politycznych tylko PO czy PiS. Czy to wina dyskutantów, czy raczej sposobu stawiania problemu przez komentatorów? Szersze perspektywy nikogo nie interesują. Proszę też sprawdzić poziom krytyki w dyskusjach o GMO czy gazie. Ciężka walka dyskutantów ze głównym tematem dziennikarzy: Ile zarobimy na „naszym” gazie, GMO, elektrowni atomowej. Czy tak wygląda krytyczne spojrzenie na świat?
    P.S. Mam nadzieję, że nie obraziłam Pana zbyt krytycznymi uwagami. Nie o to mi chodziło. Pan widzi problem i to już jest dalej niż u innych. Pozdrawiam

  2. Nie obrażam się, już powoli przyzwyczajam się do Pani połajanek. Mam nadzieję, że raport, który przygotowujemy m.in. z Alkiem na temat piractwa i który chcemy opublikować w styczniu, wzbudzi dyskusje i będzie jakimś krokiem w stronę evidence based policy.

    Co do postaw roszczeniowych – myślę, że z piractwem kłopot polega na tym, że w tym akurat wypadku niedostosowane do realiów prawo niespecjalnie komukolwiek przeszkadza, a nie na tym, że wszyscy czekają, aż ktoś zrobi coś za nich.

    I wreszcie Palikot – trzymam za niego kciuki i uważam, że jest dowodem ważnej zmiany, nie tylko obyczajowej, ale też tego, że w polityce nie chodzi już tylko o obietnice związane z podatkami. Przy wszystkich zastrzeżeniach kibicuję mu, podobnie jak berlińskim Piratom. I z tego co wiem przynajmniej część redakcji Polityki, z którą zresztą nie jestem poza tym miejscem na bloga i okazjonalnymi tekstami w żaden sposób związany.

  3. Witam
    Bierze Pan wszystko osobiście i nie może się powstrzymać od kąśliwych uwag. Nie lepiej byłoby pomyśleć o ich sensie?

    Nie zaprzeczy Pan, że przed wyborami najważniejsze było (dla dziennikarzy?), kto ile obiecuje a nie kto daje szansę. Nigdy nie słyszałam: „Dajcie nam możliwość byśmy sami coś zrobili”. Ten lepszy, kto da więcej polizać.

    Czy nie dziennikarze powinni to uświadamiać? A tu sami z siebie zadowoleni i wiecznie obrażeni. Sądy i media pełne obrażonych polityków i dziennikarzy. Ciągotki do padania na kolana i przepraszania (Rosjanie, Niemcy i reszta) to chyba polska podświadomość.

    Ja mam marne karty. Bo jak Palikot, w oczy. A to niewygodne. Co do oceny Piratów i Palikota różnimy się z Panem tylko w jednym. Ja nie czekam, że coś dla mnie zrobią. Robię to sama. Z nimi o ile mogę.

    Pozdrawiam
    P.S. Tekst p. Bendyka o Piratach to jest to.

  4. Ja nie jestem dziennikarzem, nie jestem pewien, czy to jest dla Pani jasne. Nie bardzo też rozumiem o co Pani chodzi z Piratami i Palikotem, na którego zresztą głosowałem. Może najlepiej będzie, jeśli napisze Pani, co Pani w odróżnieniu ode mnie robi – i to nie jest złośliwa riposta, po prostu jestem ciekaw i chętnie się zainspiruję.
    Pozdrawiam