Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

11.01.2012
środa

Noworoczne czepialstwo – cz. 2: kapitał społeczny

11 stycznia 2012, środa,

To w ostatnich latach kluczowe pojęcie, nie tylko w naukach społecznych, ale i w polityce. Z czego wynika jego kariera? Desmond McNeill, który w świetnej zbiorówce „Human Economy” opublikował tekst poświęcony pojęciu kapitału społecznego twierdzi, że niekoniecznie z przydatności rozumianej w kategoriach czysto naukowych.


Artykuł McNeilla to historia pisania o „kapitale społecznym”, dla której bez wątpienia przełomowym momentem były teksty Roberta Putnama z połowy lat 90-tych (choć pojęcie było obecne już wcześniej, choćby w pracach Bourdieu). Przypomnijmy: wg Putnama kapitał społeczny odnosi się do cech organizacji społecznych – zaufania, norm i sieci – które mogą ułatwiać skoordynowane działania. W książce „Demokracja w działaniu. Tradycje obywatelskie we współczesnych Włoszech” za przykład służyły różnice między północą i południem Włoch, a więc regionami działającymi w obrębie jednego państwa, ale radykalnie różnymi pod względem rozwoju. Wg Putnama m.in. za sprawą kapitału społecznego, zwłaszcza „pomostowego”, umożliwiającego tworzenie sieci obejmujących różne grupy społeczne. Na Północy było go więcej, ze względu na obywatelskie tradycje udzielania się poza domem, np. poprzez śpiewanie w chórach kościelnych.

McNeill twierdzi, że ze względu na swoje rozmycie termin jest szalenie nieprecyzyjny, a na jego sukces wpłynęły – nie licząc zdolności promocyjnych Putnama – czynniki takie jak:
– nostalgia za zanikającym (jak się dość powszechnie uważa) w nowoczesnym świecie poczuciem wspólnoty;
– odniesienia do ekonomii – to, co uważamy tradycyjnie za wartościowe, okazuje się dodatkowo stymulować wzrost ekonomiczny (stawia znak równości między silnym społeczeństwem a silną ekonomią i silnym państwem – w odróżnieniu od innych badaczy: np. Joel Migdal uważa, że silne społeczeństwo to słabe państwo; Macur Olson że silne społeczeństwo to słaba ekonomia);
– atrakcyjność dla przedstawicieli różniących się między sobą dyscyplin.

Do tego dochodzi promowanie kapitału społecznego przez Bank Światowy (przy zupełnym lekceważeniu ze strony „konkurencyjnego” programu rozwojowego ONZ) i wpisanie go w strukturę udzielanej pomocy, często nakierowanej na społeczeństwo obywatelskie, z reguły identyfikowane z organizacjami pozarządowymi. Kapitał społeczny pozwala więc włączyć do dominującej perspektywy ekonomicznej postrzegane coraz częściej jako ważne wątki społeczne i polityczne, a właściwie: włączyć do ekonomii elementy socjologii. Inspirujący Putnama Coleman chciał właśnie zmodyfikować myślenie ekonomistów – obronić teorię racjonalnego wyboru, ale wprowadzić do niej elementy wpływu organizacji społecznej i instytucjonalnej, relacji pomiędzy aktorami (bo uważał, że teoria racjonalnego wyboru traktuje poszczególnych aktorów jako odrębne atomy i że to błąd).

Oczywiście różne typu użyteczności pojęcia wcale go nie dyskwalifikują. Gorzej jednak, gdy schodząc z poziomu ogólników próbujemy przełożyć kapitał społeczny na konkrety. Jak go precyzyjnie owskaźnikować? Czy kapitał społeczny nie jest doskonałym pretekstem, żeby trochę „popływać” – bo każdy może go znaleźć tam, gdzie mu to pasuje do postawionej hipotezy (i odwrotnie)? Czy to nie z tego wynika jego atrakcyjność? Można się też zastanawiać nad zagrożeniami związanymi z przenoszeniem ekonomicznego redukcjonizmu na bardziej subtelny grunt nauk społecznych. Albo nad tym, na ile jest adekwatny do rzeczywistości, w której nasze relacje coraz częściej regulują np. protokoły w oprogramowaniu do obsługi serwisów społecznościowych czy sieci wymiany plików. Przede wszystkim jednak chyba warto przyjrzeć się pojęciu, które jest używane coraz powszechniej i równocześnie coraz bardziej bezrefleksyjnie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Ja zawsze uważałem kapitał społeczny za coś takiego, co łatwo przedstawić na takim przykładzie:
    Nie warto dawać wszystkim dzieciom w gimnazjum laptopy za darmo, bo pomoże to tylko tym dzieciom, których kapitał społeczny ich i ich rodziców jest już i tak wysoki – rodzice mają dobrze płatną pracę, sami są wykształceni, kładą nacisk na edukację swoich dzieci. Dziecko z rodziny z niskim kapitałem społecznym nie wykorzysta darmowego komputera tak dobrze, bo większość czasu przed komputerem zmarnuje na oglądanie głupich filmików na YouTube zamiast na przykład uczyć się programować. Oczywiście upraszczam tutaj strasznie, ale to tylko komentarz na blogu a nie praca naukowa.

    pozdrawiam i dziękuję za ciekawe spostrzeżenia

  2. Zgadzam się z autorem ale nie podzielam skali wątpliwości.
    Nie będąc ekspertem w dziedzinie na podstawie własnych skromnych doświadczeń wnioskuje że właśnie tym jest i będzie „kapitał społeczny” : metaforą – pomostem do rozmowy ludzi od nauk społecznych z twardogłowymi ekonomistami dla których wskaźniki są ważniejsze od ludzi.
    Szereg zarzutów jakie można postawić zdaje się chyba równie dobrze pasować do wielu innych konstruktów nauk ekonomicznych (np. wielkości zagregowanie w makroekonomii zwłaszcza gdy próbuje się je zmatematyzować i powiązać równaniami (np. wyceniając hipoteczne listy zastawne MBS)
    Co do samych nauk społecznych : nadużycie takich metafor z innych dziedzin może szkodzić (jak na przykład psychologi zbytnie nawiązanie do metafory człowieka-komputera zwłaszcza w wykonaniu ludzi którzy nie rozumieją ani jednego ani drugiego) ale i może generować postęp ; jeśli zaczęliśmy widzieć siebie i inne organizmy w pewnej epoce historycznej jako swego rodzaju ‚mechanizmy’ z swoimi ‚trybikami’ które można badać – to to nowe mechanistyczne przyczynowo-skutkowe spojrzenie pozwoliło na postęp nauk biologicznych poza sferę holistycznego metafizycznego elan vital i prostych recept medycyny ludowej.
    Dobrze użyte pojęcie kapitału społecznego pozwala tak na włączenie w dyskusje ekonomistów jak i na pewne redukcjonistyczne spojrzenie ma mechanizmy w społeczeństwie które odnoszę wrażenie elokwentny ale mało konkretny dyskurs nauk humanistycznych często bardziej zaciemnia niż objaśnia.
    Czyli pojecie kapitały społecznego : łączy, humanizuje ekonomie, narzuca konkret naukom społecznym. Zarzuty zaś mam wrażenie wynikają raczej z grzechów własnych tych dziedzin badań 🙂