Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

11.03.2012
niedziela

Subskrypcje! Czytając Dukaja o e-literaturze.

11 marca 2012, niedziela,

W Gazecie Wyborczej wysyp tekstów o e-książkach i e-literaturze ( i w ogóle wszędzie dookoła pojawiło się więcej tematów „cyfrowych” w mediach, które przeglądam). Czytając je mam poczucie, że w momencie zmiany wszelkie dyskusje „czy wyjdzie nam na dobre, czy na złe” nie mają żadnego sensu – lepiej usiąść z boku i przyjrzeć się zmianom. To co ma sens, to próbować już teraz rozumieć skutki; mierzyć jak najlepiej się da zmianę; oraz myśleć o jak najlepszych nowych modelach funkcjonowania literatury (w tym wypadku) w zmienionej formie. (I przyznam, że dość mało interesują mnie kwestie zmiany samych form, na przykład literackich – choć kwestia wpływu modelu dystrybucji na styl i treść jest dość ciekawa).

*

Zaciekawił mnie tekst Dukaja (który w Tygodniku Powszechnym kiedyś napisał świetny tekst o rozproszonej bibliotece). Dukaj stawia tezę, że e-booki mogą spowodować zapaść całego rynku książki, tak jak popularyzacja mp3 załamała rynek muzyczny, oparty jednocześnie na sprzedaży płyt. Ale akapit później pisze o jeszcze jednym trendzie – moim zdaniem dużo ważniejszym: dostępność tytułów w innych językach (szczególnie po angielsku) – w sytuacji gdy ludzie te języki znają, a grupa docelowa dla większości tytułów wynosi ok. 2000 osób – oznacza, że czytelnicy „odpłyną” nie tyle w Sieć, co do wersji obcojęzycznych. Z tym samym skutkiem zapaści rynku krajowego.

Myślę, że to dość słuszna diagnoza. Dukaj jako jedyne wyjście z sytuacji podaje wprowadzenie mocnych zabezpieczeń technicznych (DRM), uniemożliwiających szkodliwe dla sprzedaży kopiowanie treści. Jednak problemu „konkurencji z zagranicą” to nie rozwiąże.

Jest jednak inne rozwiązanie, jakim są subskrypcje. Dziś nazywane „crowdfundingiem”. Ale pamiętam z dzieciństwa wykupywanie z ojcem kolejnego tomu Encyklopedii Powszechnej PWN, właśnie na subskrypcję. To model, który pozwala sprawdzić, czy dla danej pozycji znajdzie się nisza na rynku, przed zainwestowaniem środków. Jedyne z czym się należy pogodzić, to że wszelki utarg ponad zebraną z subskrypcji sumę jest mało prawdopodobny. Ale poza tym subskrypcje wydają się modelem idealnym – gwarantują pewne środki, a w środowisku sieciowym ich promocja nie jest problemem.

Pytanie tylko, czy znajdzie się dość duża nisza – możliwe więc, że amatorzy naprawdę niszowej twórczości będą musieli za nią bardzo dużo płacić (co dla pozycji zagranicznych pewnie będzie barierą – ale w przypadku treści polskich może się okazać, że prawdziwi fani zapłacą naprawdę dużo za kolejną książkę czy płytę twórcy).

Pozostaje zacząć eksperymenty. Na świecie Kickstarter świętuje sukcesy, w Polsce Megatotal ma nową odsłonę, Fundacja Nowoczesna Polska eksperymentuje z subskrypcjami na współfinansowanie konkursu o przyszłości prawa autorskiego.

*

A w kwestii DRM polecam klasyka sprzed 7 lat, nadal aktualnego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. bladne wnioski bo nie poparte prostymi obserwacjami

    – ludzie w polsce musza miec napisy do filmow i seriali a najlepiej zeby byl dubbing

    – na portalu wykop gdzie znaleziska sa czesto kopia amerykanska, zawsze sa prosby o tlumaczenie

    ludzie sa leniwi i beda czekac az na chomika ktos wstawi polska wersje tylko nieliczni beda zadowalac sei wer z usa … a oni legalnie kupia na amazonie za 99centow ksiazke

    zabezpieczenia tekstu nic nie dadza, drm mozna zdjac

    pan dukaj tez ma chyba mylne podejscie do zysku
    jesli dzis ksiazka kosztuje mnie 39zl a wiem ze z tej kwoty autor dostaje 50gr-3zl …. to moj kochany dukaju wez sprzedawaj za 5zl+vat ebooka na swojej stronie zarobisz wiecej a chamy z wydawnictw nie beda okradac Ciebie ani czytelnikow.

    po angielsku to tylko garstka ludzi nie ksztalconych byle gdzie bedzie czytac techikalia bo sa tansze i na biezaco a nie po 3 latach na helionie.

  2. Kłopot (kłopot?) polega na tym, że skuteczny DRM istnieje tylko w Science Fiction w realu tak się nie da i warto, żeby autorzy o tym wiedzieli zanim strzelą sobie w stopę denerwując czytelników.
    W przedpłaty poza szczególnymi przypadkami nie wierzę, ale kto wie może to jednak działa.
    Tak czy siak trudno nie zgodzić się z tezą, że najwięcej pieniędzy ginie pomiędzy czytelnikiem a autorem i to tam trzeba szukać oszczędności.

  3. Z doświadczenia – biznesowe książki i książki, na które długo czekam, przeczytam z chęcią nawet po angielsku, a co do subskrypcji, osobiście jestem zachwycona ibuk.pl, wszystkie podręczniki u nich „wynajmuję” i wiem, że czasem przy ponawianiu subskrypcji całkowita kwota wydana na dostęp do książek jest wyższa od samej książki. Jest oczywiście wiele innych wad i zalet takiego rozwiązania ale w tym miejscu powiem tylko, że nie ma póki co serwisu agregującego większą ilość treści (po polsku), nie tylko PWN… i szkoda.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kryzys dla branży nadejdzie szybciej niż jej się wydaje. Liczba Kindli gwałtownie rośnie co widać po znajomych (ale też potwierdza się w innych źródłach – aktywnych Kindli 3G jest teraz jakieś 3-4 razy więcej niż rok temu), a oferta polskich e-booków jest raczej żałosna. Trzeba się namęczyć żeby się do nich doklikać, a ceny są absurdalne (widziałem już e-booki z ceną wyższą niż wydanie papierowe).
    Wydawnictwa jęczą na marże i opóźnione płatności Empiku i jednocześnie praktycznie nic nie robią, żeby zwiększyć przychody z alternatywnych kanałów dystrybucji.
    A czy można sobie wyobrazić coś łatwiejszego niż kupowanie e-booków bezpośrednio ze strony wydawnictwa? I coś bardziej opłacalnego niż „wznowienie” wszystkich książek do których wydawnictwo ma prawa, ale nie opłaca się ich dodrukowywać?
    Tymczasem uczy się klientów (niedoszłych), że zamiast kupić legalnie e-booka znacznie wygodniej jest zajrzeć na chomikuj.pl.
    Idealna metoda na zabicie branży wydawniczej w Polsce.

  6. @anon
    Popracuj „subtelny inteligencie” przez miesiąc w wydawnictwie (szczególnie w dziale redakcji) a gwarantuję ci ogromne wrażenia podczas obcowania czy to z tekstem tłumaczonym, czy napisanym w języku rodzimym. Popracuj w ogóle na jakimkolwiek etapie powstawania książki i wtedy pisz o „chamach z wydawnictw”. Ciekawe czy tak łatwo ci to przyjdzie.

  7. Pan Dukaj reprezentuje starą (przestarzałą?) mentalność twórcy, któremu wydaje się, że świat pada przed nim i może z jednej czy dwu książek wyżywić swoich wnuków.
    Tymczasem literatura zaczyna zbliżać się do muzyki, gdzie nie jest dziś problemem wydanie utworu, problemem jest czas na jego słuchanie. Parę gwiazd zostaje milionerami, ale dla większości czasy życia z wydanej raz na 5 lat płyty minęły. Dzisiaj żeby wyżyć trzeba ze sprzętem na 6 ciężarówkach jeździć po największych dziurach i prezentować swoje pośladki. Niektórym się wydaje, że Madonna przyjeżdża do Warszawy z miłości do narodu.

    Ilość nowej literatury przekracza corocznie wszelkie możliwe wyobrażenia. Na targach we Frankfurcie rok w rok mamy 250 000 i więcej nowych pozycji. Zbliżamy się do automatycznych tłumaczeń, co znacznie obniży koszty. A tylko kilku pisarzy ma szansę zdobyć sławę i pieniądze. Tymczasem większość pisze z czystej potrzeby pisania. I wcale nie dla dużych pieniędzy. Czytam nieraz takie książki i wcale nie są poniżej poziomu, tylko poniżej ceny.

    Literatura na papierze jest dla mnie droga. Wydawanie 50 zł na książkę, którą odkładam na zawsze po 2 dniach, jest możliwe 1-2 razy w miesiącu. Ale nie więcej. Czas na zmiany.

  8. Mialem nie komentowac, ale nie moge sie powstrzymac.

    E-books nigdy nie wypra druku z wielu powodow, tak, jak maszyny do pisania i – jeszcze bardziej poreczne – komputery nie wyparly rekopisu. Zrobienie recznej notatki jest po prostu o wiele szybsze i mozna cos zapisac na byle jakim skrawku papieru (kiedys zapisywano na mankietach), a nawet jak sie bierze numer telefonu do dziewczyny, to nawet na dloni.

    Z e-books to problem jest taki, ze wydawcy chca zedrzec skore z klienta. Wydanie ksiazki w tej postaci jest o wiele tansze, niz „prawdziwej”, za ktorej druk i dystrybucje trzeba zaplacic. Stad sam nie korzystam z tej formy, bo nie lubie byc oszukiwany. Pan Dukaj chcialby wprowadzic DRM, ale to niczego nie rozwiazuje, jak bolesnie przekonala sie o tym firma Sony. Subskrypcje probowal wprowadzic Stephen King poprzez Internet, gdzie wydawal kolejne odcinki swej powiesci (jak XIX wieczni pisarze w gazetach). Co z tego eksperymentu wyszlo, tego nie wiem, ale chyba nie wiele bo ten bardzo poczytny autor juz go nie powtorzyl, a o samym eksperymencie slad zaginal. Podobne problemy maja gazety publikowane w sieci. Nikt za subskrypcje nie chce placic. Ja tez. Nie dlatego, ze jestem taki chciwy, tylko dlatego, ze placac za subscrypcje ograniczam sie do okreslonych tytulow. A nie wszystko mnie tam interesuje, podczas, gdy w sieci mam dostep do znacznie wiekszej ilosci informacji.

    W USA istniala onegdaj platna usluga, nazywana „clipping service”, polegajaca na gromadzeniu wszelkiego rodzaju widomosci, interesujacych subscybenta. Istnieje jeszcze do dzis, ale te role pelni teraz Internet.

    Nie zgadzam sie tez z teza p. Dukaja, ze polski rynek bedzie przegrywal z anglojezycznymi edycjami. Nie dalej, jak dwa dni temu musialem wybrac cytat z „Hamleta” w polskim tlumaczeniu. Wybralem Boguslawskiego, ale sumiennie porownalem wszystkie. Latwiej byloby po angielsku, ale jakos nieladnie w stosunku do polskiego odbiorcy.

    Szanowny Pan Widacki ma absolutna racje piszac, ze wiekszosc autorow pisze dla czystej potrzeby pisania (czego dowodem jest chociazby moj wpis), a nie dla finansowych korzysci. Jasne, ze kazdy chcialby miec jakas finansowa rekompensate, jednak – podobnie, jak aktorom – udaje sie to tylko bardzo niewielu, a w dodatku utrzymanie sie na rynku jest bardzo trudne. Stad zmienia sie cala struktura dystrybucji wszystkich mediow, nie tylko ksiazek. Na pewno bedzie wynaleziona nowa metoda sprzedazy, ale jaka ona bedzie? Na pewno nie polegajaca na DRM, ograniczeniu mozliwosci obejrzenia (czytania) tylko na jednym nosniku, ani poprzez subskrypcje.

    Pozdrawiam.

  9. @werbalista: pomysl Kinga padl, poniewaz pisal rozdzial co miesiac i ludziom nie chcialo sie czekac. Fakt, placili po dolarze za rozdzial, ale czas od czytania do czytania byl zbyt dlugi.

    jakikowliek DRM przy zpaisywaniu na platformie (laptop, itp) nie ma sensu – zawsze ktos go zlamie. jedynym rozwiazaniem jest chmura lub czytnik „bez pamieci” pobierajacy dany fragment na okreslony czas