Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

5.04.2012
czwartek

Co uszlachetnia piractwo?

5 kwietnia 2012, czwartek,

Zaintrygował mnie artykuł, który przy okazji „trójkowej” rocznicy napisał niedawno Krzysztof Varga. To nostalgiczny tekst o nagrywaniu muzyki z radia. O „szlachetnym legalnym piractwie” – jak nazywa je autor. Nietrudno mi się z nim zidentyfikować. Ale równocześnie zastanawiam się: co uszlachetnia piractwo?


Pisze Varga:

Co tam dzisiejsze piractwo, co tam ściąganie z sieci, co tam bunt przeciwników ACTA, w tamtejszej Polsce i w tamtejszej Trójce piractwo pleniło się pięknie, było legalne i naprawdę szlachetne. Nadchodziła ta oczekiwana godzina, gdy prowadzący program wypowiadał magiczną formułę o „jeszcze ciepłej płycie”, o „nowym krążku”, wiadomo – któryś z patriarchów Trójki właśnie wrócił z Londynu z torbą pełną nowiutkich, premierowych płyt, które będzie teraz puszczał ku radości tysięcy słuchaczy, trzymających w pogotowiu palce nad przyciskami „play” i „record”. I padały słowa najważniejsze: tytuł płyty, wykonawca, ile czasu trwa pierwsza jej strona, a ile druga, czy wystarczy kaseta 60-minutowa, czy mamy do czynienia z dziełem obszerniejszym i trzeba przygotować dziewięćdziesiątkę. A później wyraźnie wymawiane tytuły utworów, by można było je sobie spisać i tak oto wejść w posiadanie świeżo nagranej kasety z nową płytą wprost z dalekiego, nieosiągalnego świata.

Dlaczego tamto piractwo było szlachetne, a dzisiejsze już nie jest? Nie wydaje mi się, żeby legalność była tu kluczowa – przecież nie podoba nam się dziś mnóstwo rzeczy, które robiono w PRL-u zgodnie z ówczesnym prawem. Brak innych możliwości dostępu? Ale przecież, jak pisał klasyk, „bez płyty z głodu nie umrzesz”. Co więc usprawiedliwia darmowe napychanie sobie uszu muzyką? Może – i to nie byłoby wcale głupie – niezbędny do zdobycia nagrania wysiłek? A może po prostu wiosna to czas życzliwości dla piractwa? Nawet Wojciech Orliński, zapowiadając nowy magazyn Agory, pisze o ściąganiu ze zrozumieniem.

Jak myślicie? Sam jestem ciekaw, na ile nostalgia za PRL-owskim kopiowaniem (które zresztą jest tematem fascynującym i sam się tu już kiedyś odgrażałem, że chciałbym kiedyś napisać o nim coś większego) jest po prostu tęsknotą za młodością, przeszłością, etc. I na ile dzisiejsze nastolatki będą krzywić się obserwując pirackie praktyki swoich dzieci. Mówić, że torrenty to było wspaniałe więziotwórcze medium. Nie to, co teraz.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Wypowiadalem sie juz na ten temat, ale raz jeszcze: Co to jest „piractwo”? Sluchanie muzyki za darmo? Miliony tworcow stara sie przebic na Internecie upubliczniajac swoje nagrania – za darmo. W kazdym miescie mozna spotkac ulicznych muzykow, ktorzy graja za darmo. Ktos im wrzuci pare groszy do kapelusza, badz futeralu na gitare, ale wiekszosc przechodzi obojetnie.

    Jesli to „piractwo”, to powinien tam stac policjant, ktory zatrzymywal by kazdego, kto nie wrzuci oplaty do kapelusza. Wiec, wedlug mnie, „piractwo” to termin wymyslony przez wydawcow, a nie tworcow. Na miliony grajkow i spiewakow, wydawnictwa muzyczne wybieraja kilku i lansuja ich na potege, aby zapewnic sobie maksymalny zwrot inwestycji. Artysci, oczywiscie, tez zarabiaja, ale to incydentalne. Prawa do piosenek zespolu „The Beatles” maja w tej chwili spadkobiercy Michael’a Jackson’a. W jaki sposob zarabiaja na to Bitelsi pozostali przy zyciu? W zaden. W jaki sposob zarabiaja, na przyklad, tworcy ludowi. Ano, z tego, co dostana od ludzi, ktorzy zaplaca im dobrowolnie, nie na zasadzie przymusu zaplaty.

    „Piractwo” zatem to termin czysto teoretyczny, wymyslony przez wydawcow, a nie artystow i powinien jak najszybciej zniknac z prawa i w ogole jezyka. Wydawcy znajda inna forme dystrybucji (Apple moze byc przykladem) ale poki co nie radza sobie z tym, bo wychodza z zalozenia, ze wiecej zarabia sie na dysku, niz na jednej piosence. Maja racje, ale nie jest to model, ktory da sie utrzymac w dzisiejszych czasach. Sam nie pamietam, kiedy kupilem dysk.

    Pozdrawiam.

  2. Czymkolwiek jest „piractwo”, to zapewne uszlachetnia je gorące poparcie samych artystów. Początkowo „The Pirate Bay” planował promować kilku na rok w ramach specjalnego programu „The Promo Bay”, ale już dostali ponad 5 tys. zgłoszeń

  3. @ kocio 6 kwietnia o godz. 16:48

    Dziekuje za slowa poparcia. Jeszcze w XIX wieku „piractwo” grasowalo, az serce roslo. No i dobrze. Ale pojawily sie wydawnictwa i problem „praw autorskich”, czego przed tem nie bylo. Dla mnie najlepszym przykladem jest fakt, ze malarze nie dostaja zadnych tantiem za ogladanie ich obrazow. Jesli wszystko ma byc platne, to im tez by sie nalezalo. No tak, ale nie ma wydawnictw malarskich, tylko marszandzi, ktorzy sprzedaja obraz jednorazowo i tyle. Wiec zadnego „piractwa” w sieci – nie ma. Czlowiek placi za to, co chce kupic. Microsoft, na przyklad, daje mozliwosc wyprobowania za darmo wielu swoich programow na okreslony czas. Potem sie decydujesz, czy chcesz kupic, czy nie.

    A juz zupelnym idiotyzmem jest dla mnie kopiowanie torebek, butow, czy dzinsow. Osobiscie nie kupuje „oznaczonych” wyrobow, bo uwazam, ze za noszenie logo jakiejs firmy, to ta firma powinna placic mnie, a nie na odwrot.

    Pozdrowienia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dla mnie to też kwestia idealizowania przeszłości. Jednak obserwując zmianę praktyk kulturowych na przestrzeni lat dochodzę do tego, że tworzenie wspólnotowości wokół dzielenia plików zdecydowanie się elitaryzuje, czy też skupia się wokół określonych enklaw. Bo jeśli chodzi o dobra (pliki) popularne, to oczywiście większość można znaleźć na terrentach, jednak rzadsze pliki są częściej spotykane na określonych stronach, grupach dyskusyjnych, grupach tematycznych, serwerach p2p, tak więc kolektywne dzielenie się ulega rozproszeniu. Kiedyś to doświadczenie dzielenia się było bardziej intersubiektywne, dziś jest zdecydowanie bardziej fragmentaryczne (np. różne społeczności fanów ściągających bardzo wyprofilowane pliki).

    Natomiast w perspektywie dalszego rozwoju systemów eksperckich jestem przekonany, że dzielenie się będzie nadal rozwarstwione, bowiem funkcję szukania i katalogowania, podpowiadania będą pełniły serwisy społecznościowe, które będą wprowadzały imperatywny dzielenia się plikami (dziś jeśli już, to pozostają one miejsce tylko wklejania plików). Po torrentach przyjdą p2p zawarte w chmurach, które sprawią, że wspólnotowość będzie jeszcze mniej identyfikowalna (chociażby wyobrażeniowo, bo łatwiej mi wyobrazić sobie, że pobieram pliki od jakiegoś użytkownika niż od tego, że ściągam je z bezosobwej chmury). W ten sposób nostalgia będzie się zmieniała. Co ciekawe – podobnie jak w przypadku nostalgii za „starymi” grami komputerowymi – nadal będzie dotyczyć to przeszłych doświadczeń, ale wraz z wprowadzaniem co raz nowszych i szybszych technologii i aplikacji sama przeszłość będzie mniej uchwytna, bo właściwie nie będzie miała czasu ukonstytuować się w jakiejś pojęciowo ustalonej formie pamięci). „Złoty wiek” piractwa będzie istniał jeszcze przed dłuższy czas. Problem jest w tym, że dziś niby jest kwestią techniczną – możemy przecież sobie emulować tamto doświadczenie; nagrać coś na kasetę, dyskietkę 3,5 cala, zainstalować starszy programy, uruchomić grę na emulatorze. Jednak to wciąż nie jest „to”, nie oddaje to aury przeszłego doświadczenia w pełni. Zapewne więc chodzi o samą funkcję nostalgii, patrzenia wstecz z nadzieją, że z taką samą nostalgią spojrzymy na to, co przyjdzie po torrentach.

  6. Tak, to jest ciekawy wątek – im mniejsza grupa i trudniejszy dostęp, tym większe znaczenie „etosu”. Choć przecież ludzie z tych częściowo zamkniętych enklaw dalej są dla siebie anonimowi, więzi między nimi są minimalne. Może więc istotne jest stopniowanie (karagarga „lepsza” od piratebaya), a do tego element nostalgiczny i przekonanie o aurze dawnych, też przecież silnie zautomatyzowanych praktyk („kiedyś to nie było takie bezmyślne ściąganie, jak dziś”).

  7. Swoją drogą, nie rozumiem dlaczego pod Ministerstwem Kultury nie powstał jeszcze portal udostępniający filmy i muzykę za parę złotych, płatne paypal np? Zrzeszałby twórców, którzy chcą(nie muszą) w ten sposób sprzedawać swoją pracę. Jest na prawdę sporo ludzi którzy sa gotowi załacić twórcom za ich pracę, byle koszt był mniejszy niż sms na chomika.

  8. Szanowny Werbalisto! Określenie piractwa nie występuje w żadnym polskim akcie prawnym o którym byłoby mi wiadomo. „Słuchanie muzyki” nie jest w żaden sposób piętnowane przez system prawny (przynajmniej w Polsce). To, co uznawane jest za naruszenie CUDZEJ WŁASNOŚCI INTELEKTUALNEJ to UDOSTĘPNIANIE JEJ POZA RAMAMI DOZWOLONEGO UŻYTKU osobistego. Myślę, że jeśli artyści w porozumieniu (nikt nie podpisuje umów fonograficznych pod przymusem) z wydawcami publikują twórczość na archaicznych (a może wg nich sprawiedliwych) zasadach, inwestując w archaiczne nośniki i studia nagraniowe to mają prawo do ochrony tych inwestycji. A fani muzyki mogą te archaiczne zasady bądź zaakceptować, próbować je zmienić lub udostępniać, do woli wymieniając się i remiksując 5 tysięcy utworów hobbystów z „The Promo Bay” lub nagrań wydawanych na otwartych licencjach. W innym wypadku po prostu łamią prawo. Doprawdy- nie trzeba słuchać nieludzko ograbionych Beatlesów, można skoncentrować się na twórczości ludowej (w PL ostatnio popularnej). Ciekawe swoją drogą czy naprawdę wszyscy zwolennicy liberalizacji prawa własności intelektualnej byliby tak szczęśliwi wytwarzając cokolwiek i słysząc, że w zamian nie będą otrzymywali wynagrodzenia, ale promocję.