Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

22.04.2012
niedziela

Otwartość a prywatność, konflikt podstawowych praw cyfrowych

22 kwietnia 2012, niedziela,

W weekendowej Wyborczej Ewa Siedlecka pisze, że „prywatności już nie będzie”. Nie lubię takiego zaklinania rzeczywistości, zawsze trzeba zakładać, że zmiana jest możliwa. Ale Siedlecka pokazuje, że sprawa rzeczywiście jest trudna – prywatności nie będzie z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że jesteśmy zbyt wygodni, że chcemy być widoczni i że technologia bardzo ułatwia utratę prywatności. I nie interesują nas lepsze alternatywy:

„Powstały półtora roku temu – też w USA – portal społecznościowy Diaspora, który powstał z myślą o jak najlepszej ochronie prywatności – nie zdobył popularności. Nawet na anty ACTA-owym Improwizowanym Kongresie Wolnego Internetu zorganizowanym w lutym w Warszawie uczestnicy porozumiewali się za pomocą Facebooka i Twitera, a nie Diaspory”.

Jednak problem z Diasporą nie dotyczy jej małej popularności i jest dużo bardziej dogłębny. Aby naprawdę chronić prywatność, Diaspora nie tylko powinna być rozproszona i nie przechowywać na serwerach danych o użytkownikach (co robi).  Powinna też być odcięta od innych sieci społecznościowych. Tymczasem po zainstalowaniu Diaspory jedną z podstawowych proponowanych opcji jest spięcie konta z Facebookiem – tak by wpisy publikowały się jednocześnie w dwóch miejscach. Co zresztą z punktu widzenia przetrwania serwisu jest konieczne, bo kto chciałby korzystać z serwisu, w którym nie ma praktycznie nikogo? A dobrze wiemy, że masowy exodus jest praktycznie niemożliwy, nawet przy bardzo dużych budżetach – co widać na przykładzie Google+.

Diaspora zapewnia więc prywatność użytkowników we własnych ramach – ale jednoczesnie nie ogranicza wypływania treści poza serwis. A jeśli wpisy z Diaspory automatycznie publikują się na Facebooku, to co z tego, że w Diasporze nie są przechowywane i analizowane?

Można oczywiście próbować tworzyć naprawdę zamknięte i prywatne sieci – i liczyć, że przy rosnącej świadomości zagrożeń prywatności użytkownicy zaczną z nich korzystać w jakkolwiek znaczącej skali. Ale tak myśląc natrafiamy  na problem fundamentalny: ochrona prywatności kłóci się z otwartością. Widać to bardzo dobrze na przykładzie innej pary serwisów społecznościowych: Twittera i Identi.ca. Ta druga, a dokładniej oprogramowanie Status.net pozwalające każdemu stworzyć własny system Twittero-podobny, do tego potrafiący komunikować się z wszystkimi innymi podobnymi serwisami, jest prezentowana jako lepsza siostra Twittera. Lepsza, bo myśląca o prywatności, ale też dostępności informacji i jej wymianie pomiędzy różnymi serwisami. Promowany przez twórców Status.net model zakłada, że należy dążyć do sytuacji, w której niezależnie jakiego serwisu społecznościowego używasz, informacje mogą się pojawić w dowolnym innym serwisie – dzięki zastosowaniu standardów przepływu informacji. Tim Berners-Lee dowodzi, że taki jest „duch Sieci” – od którego w pewnym momencie liczne serwisy komercyjneodeszły.

Ale żeby informacja mogła swobodnie płynąć, to nie tylko musi być zestandaryzowana, ale także musi być pozbawiona innych ograniczeń prawnych – na przykład związanych z prawami autorskimi. To dlatego Identi.ca nie pozostawia użytkownikom wyboru: wszystkie treści są udostępniane na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa. I ta właśnie otwartość jest także wrogiem prywatności. Bo jak jednocześnie dzielić się informacją i chronić własną prywatność, jeśli wraz z informacją wyciekają informacje o nas i dane osobowe? I tak zwolennicy wolnej kultury znajdują się w trudnej sytuacji: okazuje się, że nie da się bronić standardu pełnej otwartości, jednocześnie chroniąc własną prywatność.

Patrząc na sprawę w szerzej perspektywie: w chwili obecnej obrońcy tak zwanych „praw cyfrowych” działają na jednym wspólnym froncie, ramię w ramię. Nie jestem przekonany, że ten stan jest na dłuższą metę do utrzymania. Na razie widać tylko pęknięcia – na przykład wtedy, gdy WikiLeaks w imię radykalnej otwartości ujawnia treści nie troszcząc się wystarczająco o ochronę prywatności (na przykład cywilów).

*

Dla prawdziwych pesymistów polecam, jako uzupełnienie tekstu Siedleckiej, rzucenie okiem na:

  • wyniki badań Arvinda Narayanana, który zajmuje się de-anonimizacją dużych zbiorów danych i na swojej stronie pisze tak: „My thesis, in a sentence, is that the level of anonymity that consumers expect?and companies claim to provide?in published or outsourced databases is fundamentally unrealizable”.
  • artykułu w Wired pt. The NSA Is Building the Country?s Biggest Spy Center (Watch What You Say), dotyczącego nowego centrum przetwarzania danych amerykańskiej agencji National Security Agency (NSA) – według autora prowadzone od dekady przez NSA prace nad stworzeniem coraz szybszych komputerów i coraz pojemniejszych baz danych pozwolą – lub już pozwalają – agencji przechwytywać niemal dowolne dane i łamać niemal dowolne szyfry stosowane do ich utajnienia.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. tam gdzie pojawia sie zapotrzebowanie, innowatorzy wprowadza na rynek nowe produkty/uslugi.
    przykladem moze byc browser Tor dla tych co potrzebuja wiecej porywatnosci w dzialaniach online.
    Fakt, nie da sie teog polaczyc z wieczna obecnoscia w serwisach i portalach spolecznosciowych, ale ci co nie maja zycia i zyja cudzym lub tworza swoje wirtualne „super zycie”, nie potrzebuja i nie dbaja o prywatnosc.

    NSA juz od dawna ma te mozliwosci – projekt ECHELON, z lokalizacjami w kilku miejscach na swiecie.

    dodajmy do dylematu prywatnosci wszechobecne CCTV, papiaerowy bajzel w urzedach, wymog zgody na udostepnianie danych osobowych, itp.

  2. Prywatnosci nie ma, bo uzytkownicy Internetu jej nie potzrebuja. Z radoscia i entuzjazmem publikuja swoje dane na facebooku na przyklad, przyzwalajac facebookowi robic z tymi danymi co sie mu podoba – analizowac i rezultaty tuch analiz jak i same dane – spzredawac. Facebook jest wart 100 miliardow dolarow. Nie dlatego ze ma komputery zrobione ze zlota. Dlatego ze dane osobowe uzytkownikow, jak najbardziej prywatne, to kopalnie zlota.

    Facebook dmucha uzytkownikow jak chce, robiac na tym kolosalne pieneidze. Podobnie Google, Yahoo i inne podobne. Gdy probowalem krewnym/znajomym to tlumaczyc, stwierdzali ze „mam paranoje”. Coz – chceta to mata