Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

22.05.2012
wtorek

Książka w zbiorowej nieświadomości

22 maja 2012, wtorek,

Pół roku temu zakończył się współprowadzony przeze mnie projekt FRSI „Scenariusze przyszłości bibliotek” – ćwiczenie foresightowe dotyczące kształtu bibliotek za 20 lat, w 2030 roku. Uświadomiłem sobie, że w projekcie – wraz z zespołem ekspertów (bo to zespół, kolektywnie, jest w gruncie rzeczy autorem „scenariuszy”) zrobiliśmy rzecz znamienną: pominęlismy wśród kluczowych czynników przyszłość książki.

Mieliśmy ku temu powody – uznaliśmy, że uzależnianie przyszłości bibliotek od przyszłości książki – a przede wszystkim od tego, co wydarzy się z papierem oraz książkami w wersji „e-” – prowadzi do zbytniego determinizmu technologicznego. Uważaliśmy, co piszemy w raporcie, że opisane przez nas scenariusze mogą wydarzyć się w danym kształcie niezależnie od tego, co wydarzy się z książką:

„niemniej ostatecznie przyje?liśmy założenie, że poniższe scenariusze sa? istotne niezależnie od przemian czytelnictwa i zmieniaja?cej sie? roli ksia?żki (przede wszystkim drukowanej)”.

Zaczynam mieć poczucie, że jednak myliliśmy się – jednak pominięcie przyszłości książki w myśleniu o przyszłości bibliotek nie jest błędem, jest symptomatyczne. Metoda foresightowa zakłada, że poprzez określone grupowe ćwiczenia można sprecyzować zbiorowe wyobrażenia co do kształtu przyszłości. Oczywiście celem nie jest przewidywanie przyszłości – przyjmuje się raczej, że foresight tak naprawdę sonduje problemy i trendy bieżące, uwypuklone i uczynione bardziej przejrzystymi dzięki ujęciu w narzuconej dłuższej perspektywie czasowej. Pytanie więc, czy foresight nie pozwala również sondować zbiorowej nieświadomości co do kluczowych trendów.

Bo właśnie tak rozumiałbym problem z książkami w „Scenariuszach przyszłości bibliotek” – pominęliśmy książki, bo ich los tak naprawdę nie jest przedmiotem dyskusji społecznej. Oczywiście wiele się mówi o książkach, pojawiają się regularnie płomienne wypowiedzi o „śmierci książek” lub znaczeniu „cywilizacji Księgi” (mem ten ostatnio podchwycili wydawcy). Ale tak naprawdę brak rzeczowej dyskusji o przemianach – przez nas rozciąganych na 20 lat, a dziejących się w tempie, w którym szybka zmiana zajdzie do 2015. Widać to dobrze w toczacej się dyskusji o e-podręcznikach (które będą tworzone w ramach rządowego programu „Cyfrowa szkoła”) – dużo się o nich dyskutuje, ale nikt tak naprawdę nie mówi jasno, czym one są.

Jaki może być powód takiej sytuacji? Na pewno dochodzi do współgrania dwóch czynników. Z jednej strony mamy aktorów zmiany, podmioty – szczególnie wyraźnie widoczne są te komercyjne – inwestujące intensywnie w popularyzację książki w formie cyfrowej. Ta strona może niechcieć zapeszać zmian, w duchu latourowskiego księcia zmieniając zamiast mówić o zmianie. Z drugiej strony mamy podmioty bojące się zmiany (symptomatyczne są dyskusje z udziałem twórców i pośredników wszelkiej maści, którzy coraz częściej używają zwrotów takich jak „czujemy się zagrożeni”) – które być może zaczynają się znajdować w stanie kulturowej traumy, spowodowanej toczącą się podskórnie zmianą technologiczną.

Taki stan nie jest oczywiście dobry – bo spychamy razem w zbiorową podświadomość kluczową kwestię dla współczesnej polityki kulturowej. I w takim stanie tworzymy debatę – a w oparciu o nią polityki – emocjonalne, a może nawet nieracjonalne. Do tego stopnia, że utykają w miejscu nawet próby diagnozowania zmian – na przykład poprzez modyfikację metod statystycznych badań kultury. Które są skonstruowane dziś tak, by skutecznie problem dalej w podświadomości upychać. Tymczasem przyszłość książki rzuca się cieniem w wielu kluczowych dla kultury dyskusjach, które się dziś toczą: o reformie prawa autorskiego, o publicznych e-podręcznikach czy o uczestnictwie w kulturze (i czytelnictwie jako jego kluczowym przejawie).

Potrzeba więc zdecydowanie – i to jest moja errata do „Scenariuszy” – świadomego zbiorowego namysłu nad przyszłością książki. Zdiagnozowania zarówno zachodzących przemian, jak i być może równie realnej traumy kulturowej, z nimi związanej. Myślenie o przyszłości bibliotek, ale też tak naprawdę całej naszej kultury. W pierwszej chwili napisałem, „potrzeba kolejnego ćwiczenia foresightowego, o przyszłości książki”. Ale teraz myślę, że jednak nie tędy droga – nie potrzebujemy tomografii wyobrażeń zbiorowych (która da nam powtórkę dobrze znanych klisz) lecz wglądu w podświadomość. A to można zrobić jedynie odpowiednikiem zerkania z ukosa, spoglądania mimochodem, zezowania. Nie mam pomysłu, jak to zrobić, ale moja pierwsza myśl była taka, że nie zaszkodziłoby zapytać Jacka Dukaja. I Bruno Jasieńskiego, jakby był na to sposób.

A na deser polecam „cytat” z New Yorkera (ach, te papierowe metafory, przeniesione do hipermediów!)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Nie powiem abym był Pańskiego zdania
    Kilka dni temu Amazon wprowadził nową usługę: Wszystkie książki drukowane będą indywidualnie dopiero po zamówieniu. Na razie po angielsku, niemiecku czy hiszpańsku. Nareszcie koniec z „nakładami”, „wyczerpane” czy „niedostępne”. Od teraz swoją książkę może wydać natychmiast każdy, kto potrafi klikać w klawiaturę. Skorzystam. Za parę lat każda kiedykolwiek wydana książka będzie dostępna natychmiast.
    Może więc w miejsce bezpłodnej dyskusji o zbliżającym się do końca istnienia modelu wypożyczania lepiej byłoby zacząć coś wreszcie robić w kierunku udostępnienia książek wszystkim potencjalnym czytelnikom. Ale o tym nic.
    W Polsce natomiast widać wyraźnie, że głównym problemem jest niechęć tradycyjnych wydawców do nowych modeli dystrybucji. Robi się wszystko by e-bookom utrudnić wejście na rynek. Histeria związana z tabletami czy smartfonami spowolniła też rozwój czytników. A dopóki kosztować będą 150 euro a nie 120 złotych, nie staną się popularne.
    Rosnąca chciwość wydawców i twórców – niedługo trzeba będzie płacić za wypożyczanie własności intelektualnej z biblioteki – skutecznie zniszczy działalność bibliotek. Polityka też ostatnio uniemożliwia dostęp do bezpłatnych artykułów.
    Pierwszym krokiem byłoby według mnie stworzenie lobby (to pozytywne) działającego na rzecz odpowiedniej zmiany prawodawstwa. Tylko trzeba to ROBIĆ. A czy biblioteki będą w sąsiedniej wsi, czy w internecie w sąsiednim pokoju jest bez znaczenia.
    Pozdrawiam

  2. ” foresightowe ” Jakie? Moja po polska jush nie moovich?

  3. Widaki: „Kilka dni temu Amazon wprowadził nową usługę: Wszystkie książki drukowane będą indywidualnie dopiero po zamówieniu”

    Cos sie Panu pomylilo. Niech Pan doczyta dokladnie co Amazon oferuje w tej materii.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jak bedzie wygladala biblioteka – juz mniej wiecej widac. Amazon wypozycza ksiazki dla osob posiadajacych Kindle i zarejestrowanych jako „Prime Members”. Prime membership kosztuje 79 dolcow rocznie. Ksziake mozna wypozyczac na miesiac. Na razie jst nieduzo ksizek, bo okolo 5 tysiecy, ale bedzie wiecej.

    Wiecej informacji tutaj

    http://techland.time.com/2011/11/03/amazon-prime-free-kindle-e-book-rentals/

  6. „A czy biblioteki będą w sąsiedniej wsi, czy w internecie w sąsiednim pokoju jest bez znaczenia”

    Wida ze to nie jest najbardziej popularny blog, wiec nie wiem po co pisze.. .Ale…

    Mieszkam w USA. W malym miescie, OK, przedmiescie duzego. Ale nie takiego duzego. Miejscowa biblioteka to neie tylko skladnica ksiazek. To centrum kulturalne. Tu sie odbywaja inorezy kulturalne, spotkania, filmy itede. I sie czyta i wypozycza ksaizki. Duzo sie czyta i wypozycza.

    Calosc utrzymywana jest z pieneidzy podatnika. Z podatkow od nieruchomosci. Co roku miasto pzreprowadza ankiete na temat sposobu w jaki owe pieneidze sa wydawana. Co roku priorytet meiszkancow jest ten sam: Szkola, potem biblioteka. Potem wszystko inne.

    Biblioteki polaczone sa w siec. W ramach „county” (cos w rodzaju naszego powiatu) mam wstep do wszystkich bibliotek. W ramach stanu – za dodatkowe 30 dolcow rocznie.

    W bibliotekach jest zawsze ruch i tlum. Opowiesci o rychlym upadku bibliotek sa dla mnie jak opowiesci z innej planety

  7. Panie A.L. Dzień w dzień zabiera Pan jakieś 50 razy głos w Polityce i to na każdy możliwy temat chociaż zwykle niema Pan o nim pojęcia. Ale jeśli się Panu wydaje, że tutaj czekamy na Pana wynurzenia to bardzo się Pan bardzo myli. Różnica między nami jest taka, że ja piszę na temat, który mnie obchodzi i nie pouczam jak mają wyglądać amerykańskie biblioteki. Mam to w nosie. Natomiast Pan koniecznie chce pouczać ze swojego wygnania, jak mają wyglądać nasze.
    I jeszcze jedno: Informuję Pana, że u nas używa się waluty o nazwie Euro a nie tej nibywaluty bez większej wartości i przyszłości. Dlatego bardzo proszę o zapoznanie z tabelą i podawanie swoich wyliczeń w adekwatny dla Europy sposób skoro się Pan do nas odzywa.
    Z poważaniem
    P.S. Nie potrafi Pan nawet prawidłowo napisać nazwiska.

  8. Widacki: Gratuluje wysokiego poziomu argumentow merytorycznych, zwlaszcza tych dotyczacych przyszlosci bibliotek. Czekam na dalszy ciag. Z niecierpliwoscia.. Chociaz… jak Pan nie ma nic do powiedzenai „w temacie” to moze leipej zeby sie Pan nie odzywal?..

    A

  9. Moze ktos „forsajdowo” zainteresuje sie nastepujacym komunikatem:

    Obecnie w Śródmieściu zamknięte mają zostać trzy filie: wypożyczalni dla dzieci oraz dla dorosłych przy ulicy Lipowej i biblioteka przy Ludnej.

    Już w 2011 roku dzielnica poinformowała o planie zamknięcia filii przy al. Armii Ludowej. To dla bibliotekarzy był sygnał, że sytuacja jest nienajlepsza i wówczas postanowili się zorganizować. ? Z zamknięciem filii przy al. Armii Ludowej wiązała się idea powstania stowarzyszenia. Doszło do spotkania z burmistrzem Śródmieścia, który nam uświadomił, że nie ma środków na biblioteki ? wspomina Monika Cieślak

    Zdaniem środowiska bibliotekarzy w Śródmieściu, w porównaniu do innych stołecznych dzielnic oraz pozostałych miast w Polsce, kwestie dostępu do bezpłatnej kultury, tworzenia mediatek, nowoczesnych placówek są marginalizowane. ? Kiedyś w małych miejscowościach były problemy z utrzymaniem bibliotek. W Warszawie wszystko było w porządku. Teraz sytuacja odwróciła się. Przykład Śródmieścia pokazuje, że jesteśmy w tyle za wszystkimi. Dlatego bibliotekarze w dzielnicy muszą stać się bardziej drapieżni ? tłumaczy Monika Cieślak.

    http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/775253.html

  10. Jestem optymistą i nie wierzę w rychły upadek bibliotek. Na pewno rynek walczy o to by stać się jak najbardziej atrakcyjnym, jak przyciągać ludzi do siebie stąd biblioteki zmieniają się w centra kulturalnie, organizują rozmaite wydarzenia. To wszystko na plus. Ufam, że tak będzie jeszcze długo.