Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

12.06.2012
wtorek

Po debacie „Co dalej z ACTA”

12 czerwca 2012, wtorek,

W piątek 1 czerwca odbyła się zorganizowana przez Komisję Europejską oraz SGH debata „Co dalej z ACTA”. Inaczej niż się spodziewałem, ACTA nie była tylko pretekstem do dyskusji o szerszych reformach – jak to często ma miejsce w dyskusjach z ACTA w tytule (i słusznie, bo dyskutowanie o tym traktacie tak naprawdę ma sens w szerszym kontekście, innych podejmowanych lub nie zmian regulacji). Duża część dyskusji dotyczyła samej ACTA – głównym gościem był Pedro Velasco Martins, negocjator traktatu z ramienia UE, który we wprowadzającym wystąpieniu bronił słuszności traktatu i jego podpisania przez Europę (przedstawiając go jako dokument, który w Europie nie zmienia nic, a jest wyłącznie „batem” wprowadzającym europejski poziom ochrony własności intelektualnej w państwach trzecich).W czasie dyskusji zdarzyły się dwie warte odnotowania rzeczy.

Po pierwsze, zamykając spotkanie Martins powiedział rzecz dla mnie szokującą: że odnośnie ACTA (i podobnych regulacji), Europa ma dwa wyjścia – albo stworzy mocne prawo chroniące europejską produkcję własności intelektualnej, albo w zamian będziemy mieli świetnie chronione prawa obywatelskie, długą i ciekawą dyskusję o regulacji świata cyfrowego i trochę śmiesznych mashupów na Youtube (cytuję z pamięci). Było dla mnie jeszcze przed spotkaniem jasne, że negocjator unijny pracujący w DG Trade będzie miał specyficzną perspektywę na ACTA – nie dość że głównie rynkową, to jeszcze uwzględniającą kwestie unijnego handlu zagranicznego.  Martins wcześniej podkreślał, że Unia wchodzi w ACTA tak naprawdę nie po to, by siebie regulować, lecz by nałożyć poziom unijnych regulacji na państwa trzecie: partnerów handlowych obecnie nie chroniących własności intelektualnej. Ale końcowa wypowiedź jest dla mnie szokująca: bo sugeruje, że nie da się stworzyć zbalansowanego systemu jednocześnie wspierającego rynek i chroniącego prawa podstawowe. Oraz że kreatywność nie jest tak naprawdę „motorem” rynkowym, skoro zapewnia jedynie „śmieszny mashup na Youtube”.

Martins moim zdaniem myli się we wszystkich powyższych kwestiach. Po pierwsze, da się znaleźć punkt równowagi dla wymienionych przez niego czynników. Należy tylko przestać myśleć zero-jedynkowo (jak w przypadku ACTA) i szukać bardziej złożonych modeli regulacji. Po drugie, „śmieszne mashupy” nie są dla europejskiej gospodarki żartem, lecz szansą. I nie chodzi o przesadną wiarę w siłę przemysłów kreatywnych (polecam krytykę Dysona) – ale modele tworzenia wypracowywane na śmiesznych filmikach mają przełożenie na pracę z dużymi zbiorami danych, czy nawet na nowe modele produkcji dóbr fizycznych.

Druga rzucający się w oczy na spotakniu kwestia to próba redukowania sprzeciwu wobec ACTA do „młodzieży wychodzącej na ulicę”. To oczywiście było do przewidzenia – i jest kolejną ślepą uliczką retoryczną, w którą weszli zwolennicy ACTA. Bowiem, znów, prowadzi do zero-jedynkowego widzenia świata i próby przedstawienia krytyków jako nic nie rozumiejącego „pospólstwa”. Tymczasem dwa dni przed debatą w SGH trzy komisje Parlamentu Europejskiego zagłosowały przeciw ACTA i wszystko wskazuje, że w lipcu Parlament także zagłosuje przeciw ACTA. Dlaczego czarno-białe myślenie jest niebezpieczne? Bo neguje fakt, że stawki i „poważne” stanowiska wobec ACTA mogą być złożone i zróżnicowane – a to oznacza, że regulacja własności intelektualnej także musi ważyć różne interesy.

*

Na sali, na debacie, garstka osób. Studentów z SGH praktycznie brak. Więc temat znów „skurczył się” do wąskiego grona osób i organizacji zajmujących się polityką własności intelektualnej. Pytanie, czy się „rozkurczy” ponownie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. … dobrze wiedzieć, że była debata 😉

  2. tekst martinsa zalatuje zludnym marzeniem, by europa wyrownywala deficyt handlowy ze swiatem (np. chinami) poprzez produkty oparte o kapital intelektualny (eksport malej ilosci ale drogich, bo unikalnych produktow). stad mania bronienia pomyslow typu ACTA, z ktorych ponoc mielibysmy jako unia skorzystac.
    prawda jest taka, ze ACTA lub nie, kraje jak chiny beda dalej kradly albo domagaly sie ulokowania produckji intensywnej intelektualnie u siebie, by nauczyc sie co i jak
    http://www.marcinduszynski.com/2012/01/acta-czyli-zdrada-interesow-panstwa/