Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

21.08.2012
wtorek

Crowdfunding zrzuca skórę

21 sierpnia 2012, wtorek,

Czy pamiętacie czasy, gdy serwisy aukcyjne były sieciowymi wyprzedażami prywatnych rupieciarni? Także dziś da się tego doświadczyć (na Allegro świetna kategoria Antyki i sztuka / Pozostałe), ale serwisy te to dziś tak naprawdę agregatory sklepów internetowych – tylko trochę się różniące od porównywarek sieciowych. Nie ma w tej zmianie nic złego, ale w efekcie kolejny czar Sieci prysł – miał być magiczny zakątek rzeczywistości, a mamy wirtualny supermarket.

To samo teraz – w przyspieszonym tempie – dzieje się z crowdfundingiem (chciałoby się powiedzieć, „współfinansowaniem”, ale wiadomo, że się nie przyjmie).

Do myślenia dał mi crowdfundingowy projekt sfinansowania książki o crowdfundingu (rozkosznie autotematyczny). Realizowany na polskim portalu crowdsourcingowym, narzuca się od razu pytanie, czy da się na tym polu konkurować z Kickstarterem czy Indiegogo? Szczególnie z kulą u nogi w postaci dysfunkcyjnej ustawy o zbiórkach publicznych.

Ale wracając do przemian crowdfundingu: jednym z pierwszych projektów tego rodzaju, o jakim słyszałem, było CASH Music . Butikowy projekt, w którym wyselekcjonowane grono twórców oferowało fundatorom, wyjątkowe nagrody, czasem same sprawiające wrażenie dzieła sztuki. (LINK – ale i CASH Music przechodzi rewolucje, i jest już dziś czymś zupełnie innym – otwartą platformą sieciową dla muzyków i wytwórni). Dziś, gdy na Kickstarterze projekty w sposób hurtowy zgarniają miliony dofinansowania od dziesiątek tysięcy osób, CASH Music jest uroczo staroświeckie i dziwaczne.

Przejście od CASH Music do 10 milionów zebranych przez producentów zegarka Pebble na Kickstarterze opisuje dość obrazowo przemianę crowdfundingu. Dziś duża część crowdfundingu to tak naprawdę model subskrypcji na produkt w nowej odsłonie. Tak na marginesie, subskrypcje są czymś świetnym, pozwalającym redukować trudności i ryzyko startu dla wielu twórców i biznesów; a Sieć dodaje procesowi pozyskiwania subskrybentów turbodoładowania. Niemniej subskrypcje kojarzą mi się głównie z czterotomową encyklopedią PWN, którą moi rodzice kolekcjonowali na subskrypcję na przestrzeni kilku lat. I brak mi w tym wszystkim butikowej fantazji CASH Music.

W Crowdfundingu jeszcze jedna rzecz wydaje mi się niezmiernie ważna, choć tu już trudno mówić o końcu jakiegoś złotego wieku – bo ten chyba nigdy nie nastał. Otwartość. Crowdfunding to odpowiedź na bolączki wolnej kultury – której zwolennicy chcą się dzielić twórczością, ale nie zawsze wiedzą jak finansować jej tworzenie. Społecznościowe finansowanie świetnie wpisuje się w rozproszoną, sieciową filozofię wolnej kultury. Mamy więc takie projekty jak Musopen, który właśnie wypuścił otwartą kolekcję muzyki klasycznej – w którym fundatorzy są faktycznymi mecenasami kultury. Ale w projektach, o których najwięcej słychać, które rozpalają masową wyobraźnię, współfinansujący stają się klientami.

I nie ma w tym nic złego, ale kolejny czar pryska. I dlatego kibicuję Awesome Foundation, dzięki której crowdfunding nadal ma w sobie coś magicznego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Co do staroświeckiej ustawy, to pełna zgoda. Chociaż nie zrzucałbym wszystkiego tylko na nią. Przecież jakimś, legalnym w pełni, sposobem działają na polskim rynku dwie platformy crowdfundingowe: niedawno uruchomiony Beesfund oraz działający od roku Polak Potrafi. Nie rozumiem zbytnio tego retorycznego pytania odnośnie Kickstartera czy Indiegogo. Z tego pierwszego mogą tylko korzystać przecież mieszkańcy USA (lub też osoby, które mają w Stanach rodzinę na stałę). Oczywiście Kickstarter powoli wchodzi do Europy, najpierw zaczynając od UK, ale niewiadomo, czy w ogóle dojdzie do Polski. Podobnie jest zresztą z Indiegogo. Moim zdaniem głównym problemem braku rozwoju crowdfundingu, obok kwestii legislacyjnych, jest także … niedojrzałość społeczna, brak wysokiego poziomu kapitału społecznego w polskim społeczeństwie. I szczerzę, to nie wiem, jak ten temat powinień być rozwiązany. Na pewno jest wiele mądrych głów w Polsce, które znają się świetnie na tej materii – niech oni się wykarzą. Takie projekty jak Musopen pojawiają się w sumie od lat 90. Cała scena netlabelowa i dobrowolne wpłaty na konto takiej ‚wirtualnej wytwórni’ – to już było i niezbyt się sprawdziło. Podobnie jak systemy mikropłatności typu Flattr. Mnie osobiście bardzo cieszą ogromne sukcesy różnych projektów na Kickstarterze. To pokazuje, że kreatywny biznes nieźle rozkręca się w Stanach. Czego wszystkim bym także życzył w Polsce.

  2. Racja, czar pryska i zgoda – nie ma w tym nic złego. Na szczęście w sieci jest miejsce dla wszystkich, chociaż nie każdego widać w równym stopniu (i to już może martwić). Ja bym jednak wciąż obdarzał crowdfunding kredytem zaufania, szczególnie w Polsce, gdzie jeszcze na dobre się nie zaczął. Trochę więcej na ten temat we „wpisie inspirowanym wpisem”:) http://widowniablog.pl/to-co-skladamy-sie/

  3. zgadzam się z przedmówcą,

    generalnie fakt – allegro to nie to co było kiedyś