Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

17.09.2012
poniedziałek

Ciemna biblioteka

17 września 2012, poniedziałek,

W telekomunikacji „ciemne włókno” oznacza światłowód, który jest zainstalowany, ale nie jest używany. Leży i czeka na lepsze czasy, położony w momencie, gdy było to wygodne.

Termin przypomniał mi się, gdy zacząłem zastanawiać się, jak nazwać możliwą pewną radykalną formę biblioteki przyszłości – i „ciemna biblioteka” wydała mi się przez analogię dobrym określeniem. Pomysł na tę formę pojawił się jako całkowite przeciwieństwo trendu, który wydaje się dominujący: rosnącej roli biblioteki jako miejsca filtrującego, a nie udostępniającego kulturę.

W projekcie „Scenariusze przyszłości bibliotek”, który realizowałem razem z Edwinem Bendykiem i Fundacją Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, w większości rysowanych scenariuszy kluczową rolę grali bibliotekarze. W sytuacji gdy coraz więcej treści jest dostępnych bezpośrednio online, i pośrednicy tacy jak biblioteki stają się zbędni, bibliotekarz może się stać tak naprawdę jedynym cennym zasobem biblioteki. Upraszczając, w tym modelu biblioteką byłoby połączenie z internetem, wzbogacone o człowieka będącego przewodnikiem po treściach, które w Sieci można znaleźć.

Kilka dni temu przyszedł mi do głowy scenariusz zupełnie odwrotny – zakładający, że funkcję filtrującą świetnie dla każdego użytkownika może spełnić jego sieciowa społeczność – a nastomiast pewne zasoby zawsze będą rzadkie i ich publiczne udostępnianie może być uzasadnione. Na takim założeniu opiera się idea „ciemnej biblioteki”. W tyle głowy kołacze mi się też teza McLuhana – jedno z jego „praw mediów” stwierdzające, że po osiągnięciu granic swoich możliwości dana forma medialna (szeroko pojęta) „przekręca się” i staje swoim przeciwieństwem.

Wyobraźmy więc sobie bibliotekę, która nie ma pracowników i większość czasu nie jest otwarta. Jest ciemnym – dosłownie i w sensie przenośnym opisanym powyżej – magazynem. A dokładniej składem przydatnych rzeczy – a takie będą istnieć nawet w dużo bardziej cyfrowej rzeczywistości: rzadkie książki, gry planszowe, narzędzia, sprzęty gospodarstwa domowego. Wszystko to można by wypożyczać w modelu bibliotecznym. Skład pozostaje „ciemny” do momentu przyjścia użytkownika – miejsce rozświetla się na chwilę, dosłownie i w przenośni, a wypożyczeń dokonujemy z pomocą automatycznego systemu. I pewnej niezbędnej dozy zaufania.

Pytanie co wówczas animuje bibliotekęw miejsce bibliotekarza. Byłby to system społecznościowy obsługujący grupę użytkowników biblioteki – zapewniający kontrolę wypożyczeń, ale też wzajemne rekomendacje pełniące rolę przewodnika i filtra, pod nieobecność bibliotekarza. Ten właśnie system mógłby umożliwiać zaufanie i wzajemne więzi, dzięki któremu człowiek wchodzący do przedmiotu pełnego rzeczy bierze to co mu jest potrzebne, i w dodatku zwraca w odpowiednim momencie. Co więcej, wspólny zasób nie musiałby być finansowany publicznie, mógłby być współfinansowany przez użytkowników

Z punktu widzenia tradycji bibliotekarskiej to wizja zdehumanizowana. Ale patrząc inaczej – od strony debat o współdzieleniu dóbr jako alternatywie dla ich indywidualnego posiadania, szczególnie cennej w dobie kryzysu – ciemna biblioteka może być cenną lokalną instytucją.

*
Do napisania tego wpisu zmotywował mnie bezpośrednio świetny biblioteczny blog Dominiki Paleczny z Bibliosfery. Polecam jej cotygodniowe przeglądy wydarzeń i linków.

*
Na Marsie nie ma bibliotek, nawet ciemnych – ale jest prawo autorskie. O czym piszę w Dwutygodniku, dedykując tekst łazikowi Curiosity jako najodleglejszemu twórcy podlegającemu być może pod Konwencję Berneńską.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Chyba mam nadzieję, że wizja się nie spełni. 😉 I to nawet niekoniecznie ze względu na brak bibliotekarza. Jej „ciemność” sugeruje, że społeczność pozostaje w pewnym sensie na zewnątrz. Służy co prawda realizacji celów biblioteki, ale nie jest budowana i nie zacieśnia się wewnątrz (a teraz dążymy, żeby budować ją właśnie w środku).
    Za to bardzo się cieszę, że stałam się motywacją. 🙂

    Mam tylko jedną małą prośbę: możesz poprawić moje nazwisko (powinno być „Dominiki Palecznej”)? Z góry dzięki! 😉

  2. Mnóstwo starych, nikomu niepotrzebnych przedmiotów, które może kiedyś się przydadzą? Właściwsze słowo, to „strych”.

  3. Ciemność widze, ciemność….oczywiscie ciemniej jest coraz bardziej nad bibliotekami, m.in. po wykorzystywaniu systemów, więzi, i innych socjologicznych elementów, które w teorii McLuhana, Durkheima są obecne, ale biblioteka to nie teoria tylko żywy organizm.
    Stąd łatwo zautomatyzować i zamienić bibliotekę na magazyn (nie tylko książek) i zaproponować żeby google przejeło jej funkcje…
    A co by było jakby Alek z Edwinem staneli jako bibliotekarze w małych bibliotekach…tak na tydzień…chetnie bym wtedy poczytał refleksje teoretyczne..:)))

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Cześć,
    A jak jest teraz? Po co Polakom biblioteki? Polecam raport i maszup: http://frsi.org.pl/po-co-polakom-biblioteki-raport/

  6. puiparnauke1976 jest the best

  7. Panie doktorze, ale coś takiego już jest! Konkretnie mieści się pod adresem http://www.biblionetka.pl/

  8. @ newsmen
    20 września o godz. 11:42

    To jasnosc prosze zobaczyc, jasnosc. Biblioteki publiczne w USA to zywe organizmy, ktore w dodatku sie rozwijaja. Tyle, ze przestaly byc rodzajem archiwum ksiazek. Udostepniaja sale do spotkan publicznych (dostepnych do wynajecia dla prywatnych osob). Udostepniaja dostep do sieci (za darmo) dla tych, ktorych na to nie stac. Dzieki personelowi organizuja bardzo ciekawe spotkania dla dzieci (polaczone z lektura, lub wystepami). Sa rowniez kluby ksiazki, spotykajace sie w bibliotece, polegajace na dyskusji nowosci ksiazkowych.

    Wedlug mnie biblioteki maja wielka przyszlosc, zmieniajac swoja role z „wypozyczalni” ksiazek do spolecznego centrum. Nie wszyscy beda korzystac, ale misja pozostaje ta sama, tyle, ze w zmienionych warunkach.

    Napomniano mnie juz, ze wyglaszam opinie w sposob „nie znoszacy sprzeciwu”, za co przepraszam – to tylko opinia.

    Pozdrawiam.

  9. Czy w takim razie biblioteka będzie się różniła od centrum kultury?

  10. ewa
    27 września o godz. 11:07

    Jakos sie nie wpisalo, ze to Werbalista – madrala. Szanowna Pani Ewo, a czym sie ma roznic? Zna Pani takie centrum w duzym miescie? Bo ja nie. Jest szereg instytucji komercjalnych, ktore udostepniaja swoje uslugi za minimalna oplata, ale jednak. Biblioteki publiczne sa za darmo, a to ze zmienia sie ich rola, to kwestia zmiany warunkow. I oby tak zostalo. Nie ma juz miejsc, gdzie moznaby bylo isc, siegnac na polke i cos poczytac, bez oplaty. Ani miejsc, gdzie mozna usiasc przy komputerze i poszukac czegos w sieci – za darmo. To wazne – nie dla najbiedniejszych – ale dla dzieci tych najbiedniejszych, ktore w ten sposob maja dostep i do ksiazek i do sieci. Czy z tego skorzystaja, to inna sprawa. Lecz jednak chodzac do szkoly i majac takich kolegow, ktorych nie bylo stac doslownie na nic, ale majacych wielki glod wiedzy – sadze, ze warto utrzymywac te instytucje. Pozostaje jeszcze kwestia ludzi starszych, ktorzy choc maja komputer niebardzo sie orientuja, jak poruszac sie w sieci. Oni rowniez uzyskaja cenna rade bibliotekarza zamiast placic specjaliscie. Wiec, tak rola bibliotek i bibliotekarza sie zmienia, ale chyba nie na gorsze. Stana sie czyms innym jednak dalej sluzac spolecznosci jako „swiatelko wiedzy”.

    Pozdrawiam.

  11. Jeśli „przewodnikiem i filtrem” miałyby być rekomendacje użytkowników, to marnie widzę ten system.

  12. @ Aleksy K.
    26 października o godz. 18:41

    Ja nie widze marnie systemu, porownujac obecny system do amerykanskiego. Biblioteki tu podjely inna role, organizuja regularne spotkania dla dzieci, maja sale konferencyjne, ktore mozna wynajac za grosze, komputery dla uzytku publicznego i nieograniczona liczbe ksiazek do wypozyczenia. Nieograniczona – bo bibliotekarz potrafi sprawdzic i sciagnac pozadany tytul z drugiego konca USA. Trwa to pare dni, ale nie ma praktycznie ksiazek niedostepnych. Siec jest wystarczajacym „przewodnikiem i filtrem” – wszystko tu jest; miedzy innymi wpis @Aleksy K., wiec rola bibliotek, jako „polecajacych” do czytania juz sie skonczyla. Ale rola, jako wlasnie osrodka kulturalnego dopiero sie zaczyna. Zmiana rol, to nie koniec ery bibliotek – to dopiero poczatek.

    Pozdrawiam.

  13. P.S. No i znowu wycielo „Werbalista”.

    Pozdrawiam