Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

28.12.2012
piątek

Ejdżystowskie lewactwo

28 grudnia 2012, piątek,

Dobiega końca kolejny rok, w którym chyba największym problemem szeroko rozumianej „wolnej kultury” jest ciągłe przekonywanie przekonanych. W styczniu i w lutym, podczas protestów przeciwko ACTA, wydawało się, że coś się zmienia – dziś znów mam poczucie, że te same osoby mówią to samo do tych samych osób, i że podobnie jak na scenie politycznej podział jest dość sztywny: sklejeni ze swoimi wypowiedziami ludzie nie zmieniają swych opinii, nie potrafią trafić do nowych odbiorców. Entuzjaści entuzjazmują się, sceptycy wciąż są sceptyczni. Przerysowując: Jarek Lipszyc swoje, Hirek Wrona swoje. Co z tym zrobić? Bo przecież sytuacja jest dość frustrująca.

Na początek pewnie warto uderzyć się w piersi. Jakie są słabe punkty dyskusji o kulturze 2.0? Jak dla mnie przede wszystkim to, że to historia o postępie, nowoczesności i młodości (w sensie „cyfrowych tubylców”, „dzieci sieci” i generalnie – zmiany pokoleniowej). Poza zawodowymi niszami (np. akademicką, gdzie ideę Open Access łatwo docenić może każdy), niewiele tu narracji interesujących dla osób starszych, uwzględniających ich potrzeby i style życia. Przecież w dużej mierze chodzi o kwestie związane z dostępem do treści kultury – a te, niestety, ważne są głównie dla osób młodych, zwłaszcza tych uczących się. Po ukończeniu studiów zapotrzebowanie na selektywny dostęp do tekstów, obrazów i dźwięków dramatycznie spada, sprawdźcie sobie w dowolnym raporcie. Tym samym temat zostaje zmarginalizowany – a potencjalni starsi sojusznicy, czyli osoby powiedzmy 30+ albo 40+, dla których czytanie, słuchanie i oglądanie jest ważne, to z kolei zazwyczaj osoby na tyle dobrze wyposażone w kapitał kulturowy i nie tylko kulturowy, że nie będą walczyć o nowe modele dostępu. Zwłaszcza, że wokół starych modeli narasta przyjemny snobizm, a opiniotwórczej części z zainteresowanych te stare modele płacą rachunki.

Wyzwaniem jest więc taka opowieść o wolnej kulturze, w której znajdą dla siebie także coś ważnego osoby starsze i mniej zamożne. Takie, które kulturą albo się nie interesują, albo interesują w zakresie, który obsługuje im biblioteka. To mogłaby być choćby historia o koncernach medycznych i patentach na leki, albo rozmaitych publicznych, nie zawsze transparentnych subsydiach dla prywatnych firm. I o ich wpływie na rachunek ekonomiczny różnych sektorów gospodarki. Uwzględniająca temat praw autorskich i kwestie równego dostępu, ale już niekoniecznie do seriali HBO czy nowych produkcji filmowych. Bez tego trudno będzie wyjść poza przegródkę „młodzi, dziwni, z dużych miast”. A przecież ten typ rozmowy – choćby o patentach medycznych – jest u nas praktycznie nieobecny. Szkoda.

Druga poza ejdżyzmem kultury 2.0 kwestia to jej lewicowe skrzywienie. Ważne, ale automatycznie skracające listę potencjalnych sojuszy. A przecież te same problemy mogą być ważne dla prawicy – w Stanach dobrze ilustruje to przykład licznych Republikanów, którzy w prawie autorskim widzą ochronę korporacyjnych molochów przed zdrową konkurencją ze strony mniejszych przedsiębiorców. Nasi przedsiębiorcy z jakiegoś względu często myślą, że służy im to samo, co Microsoftowi. Nad tym też fajnie byłoby popracować.

Jasne, że to wszystko łatwiej powiedzieć, niż zrobić – i to nie tylko w Polsce (czego dobrym przykładem jest Lawrence Lessig, który ze swoją nową książką o problemach demokracji zrobił wprawdzie sporo zamieszania, ale jednak dość krótkotrwałego). Ale może to dobry materiał na noworoczne postanowienie?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Fiufiutancja stosowana
    Jakąkolwiek rozmowę o kulturze proponuję rozpocząć od zmiany wulgarnego i obraźliwego języka wyzwisk typu „lewactwo”. I to w każdej możliwej konwencji. Bardo proszę także o wyjaśnienie jakie to niesłychanie mądre i nowoczesne treści zawarte w słowie „ejdżyzm”(?) nie dadzą się wyrazić polskim odpowiednikiem. I to pewnie banalnym. Bo zwykle trudne słowa zawierają skomplikowany brak treści.
    To taka moja propozycja materiału na noworoczne postanowienie.

  2. Po połowie tekstu przestało mi się chcieć czytać. I oprócz tego, że zgadzam się z Czytelniczką Vera, proponuję zmienić tego typu odezwy do narodu z „fiufiutancjowego” bełkotu na czytelne, proste w przekazie 3 zdania odpowiadające bezpośrednio na pytanie „czego ja tak naprawdę chcę/czego bym sobie życzył”? Powyższy tekst, jak można wywnioskować np. z ilości komentarzy, mimo prowokującego tytułu, nie poderwie zarówno młodzieży, jak i bardziej wymagającego pokolenia +30, +40.

  3. Do Very:
    Jeśli według Ciebie merytoryczna dyskusja polega na obrażaniu się o semantykę, to gratuluję otwartego światopoglądu.

    Co się stało z tym blogiem? Kiedyś z niecierpliwością czekałem na nowe wpisy i dyskusje pod nimi. A dziś? Wpis góra raz na miesiąc, a pod nim głupie komentarze. Panowie, czyżbyście się wypalili?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ktoś pyta, czemu tutaj nie zaglądane. Po co? By – jak napisała Karolina – „odpaść” po połowie bełkotu? Raz tutaj byłem. Raz za dużo. Bye…

  6. @Stefan: bo chyba formuła tego blogu trochę się wyczerpała – wypalenie brzmi chyba zbyt mocno, niemniej na pewno osłabł w nas (a przynajmniej we mnie) ewangelizacyjny zapał. a kiedy zaczyna się pisać o własnych wątpliwościach, odchodząc od konwencji „internet i oddolność są cudowne”, o sensowną dyskusję niełatwo (co chyba dobrze ilustrują komentarze powyżej). poza tym piszemy też w innych miejscach – choćby w Dwutygodniku.com, gdzie opublikowaliśmy w sumie chyba już ok. 70 tekstów. tam niestety dyskusji nie ma wcale, niemniej wydaje nam się, że jest większa szansa dotarcia do ludzi, którzy kulturą 2.0 nie interesują się wcale. tutaj jak nam się wydaje, przynajmniej w czasach, gdy wpisy pojawiały się regularnie, mizialiśmy się głównie w towarzystwie myślących podobnie, co przez chwilę jest miłe, ale na dłuższą metę niezbyt inspirujące. choć może to założenie o pewnej ciągłości czytania naszego bloga jest błędem – stąd skróty myślowe okazują się nie być zrozumiałe dla wszystkich, o czym niżej.

    @Vera, Karolina, Burak: postaram się pisać jaśniej. „Lewactwo” to przytyk do własnej perspektywy, więc raczej (auto)ironiczny, niż obraźliwy – proszę czytać ze zrozumieniem. Podobnie z „ejdżyzmem”, który swoją drogą brzmi chyba zgrabniej, niż „dyskryminacja ze względu na wiek”. Za krótkie polskie odpowiedniki będę wdzięczny, przyznaję, że nie znam. Z resztą Państwa zastrzeżeń trudno jest mi dyskutować – wydawało mi się, że przekaz jest dość oczywisty: trzeba szukać tematów związanych z kulturą 2.0, które byłyby atrakcyjne nie tylko dla (uśredniając i upraszczając, nie zaczynajmy dyskusji o tym, czyja babcia korzysta z komputera) studentów, ale i staruszek. Teraz takich w „wolnokulturowej” dyskusji nie widzę.

  7. @Mirosław Filiciak
    Niestety, nie mogę przyjąć Pańskich wyjaśnień.
    W amerykańskiej telewizji pod zdjęciem Obamy podawane jest wyjaśnienie, że to prezydent USA. Podobnie z p.Merkel w Niemczech. Tymczasem Pana ani wielu innych tekstów nie da się czytać bez encyklopedii. Widzi Pan, ja do dzisiaj nie wiem, co to jest pijar ani empatia. Po co mi to. Przez ostatnie 25 lat nie spotkałam też na ulicy żadnego elektoratu a w tym temacie nie mam nic do powiedzenia na ten temat.
    Tym się jednak różnię od Pana, że nie wymagam znajomości równań różniczkowych ani funkcji falowej do rozmowy o świecie, choć bardzo by się przydała. Wielokrotnie natomiast się zastanawiam, ilu ludzi rozumie wysiłki polskich żurnalistów w prasie programach telewizyjnych. Bo według mnie to, co prezentują, to przede wszystkim pogarda dla normalnych ludzi czyli elektoratu. Wielu ludzi utraciło dzisiaj zdolność czytania jako zbędną, ale to także są obywatele do których powinna dotrzeć Kultura 2,0 i wyżej.

    Osobiście odczuwam bardzo często zachowanie polskich ludzi kultury jako wyjątkowo obraźliwe wobec mnie.
    Nie byłoby źle wykazywać czasem szacunek dla odbiorców i odbiorczyń.
    Z poważaniem.

  8. ja z chłopów, czyli nie z „waszej”, inteligenckiej Polski

  9. ale w Polsce prawie wszyscy mamy chłopskie korzenie, to nie jest żaden argument… a co do uwag p. Very – ten blog jest w jakimś sensie specjalistyczny – po prostu zajmuje się wąską działką, bliską jego autorom. nie chodzi więc o brak szacunku dla czytelników, tylko fakt, że jest tutaj kilkaset wpisów i nie ma sensu za każdym razem wszystkiego tłumaczyć. i proszę, nie przesadzajmy z porównaniami do równań różniczkowych.

  10. Proszę bardzo opowieść o patentach na leki – http://zielonewiadomosci.pl/zw/swiat-bez-patentow-farmaceutycznych/
    „Skrzywienie lewicowe”? To język z PRL („odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”), stygmatyzujący. Jest jakaś prosta (czyli w domyśle dobra) droga, od której odchylenie to lewicowość. I trochę się nie zgadzam, o zmianę prawa autorskiego w Polsce walczą też libertarianie – o choćby Anna Gruhn – http://www.youtube.com/watch?v=5yLznXRRPHI

  11. Ok, ale z punktu widzenia medialnego mainstreamu nie jest to opowieść tak widoczna, jak ta o ściąganiu plików z internetu – a przecież na jakimś poziomie dotyka podobnych kwestii.

    A skrzywienie lewicowe (nie mam problemu z PRL-em, ale niech będzie: nadreprezentacja lewicy), z którym sam się identyfikuję, nie polega na odchyleniu od jakiejś „normy” – raczej na tym, że w namyśle nad wolną kulturą dominują osoby o takich właśnie poglądach. Ok, także libertarianie – ale wciąż jest to towarzystwo dla wielu opcji politycznych niezbyt komfortowe. A przecież wolna kultura to coś, co rezonuje też z innymi systemami wartości – np. przy badaniu „Tajni kulturalni” okazało się, że swobodny przepływ treści jest postrzegany jako kanał ewangelizacji przez religijnych konserwatystów.